[WoW] Coffee with the Devs: Encounter tuning

Na początek krótka informacja – znacznik [WoW] przed tytułem wpisu będzie oznaczał, że tematem jest World of Warcraft. Jeżeli nie grasz w tego MMO, to jest prawie pewne, że nie zrozumiesz absolutnie nic, a jeśli nawet grasz, to dość często (jak chociażby dziś) może się okazać, że poruszane zagadnienie w ogóle Cię nie zainteresuje.

W czwartek Ion „Watcher” Hazzikostas, Lead Encounter Designer, zamieścił bardzo ciekawy artykuł rzucający dużo światła na proces dopasowywania trudności bossów, nerfów, exploitów i konsekwencji z nimi związanych oraz podał kilka przykładów „kreatywnego wykorzystania mechaniki gry”.

Przede wszystkim znalazło się tam kilka zupełnie dla mnie nowych informacji. Znałem tylko trik z Amber-Shaperem (trzymanie Constructa przez drugą fazę). O Gara’jalu wiedziałem, że nawet najlepsze gildie miały z nim początkowo problemy, ale o Spellstealu już nie. Najciekawszy był jednak Will of the Emperor i Ring of Frost powodujący w porywach „client and server performance issues in the process” :-). Nie mam absolutnie nic do zarzucenia twórcom jeśli chodzi o rozwiązanie tych problemów. Wybierali według nich najlepszą opcję, a decyzje nie należały do najprostszych i na pewno w komentarzach oraz na forach przeszła kolejna fala QQ.

Nie jest to pierwszy raz kiedy tym podobne bugi i niestandardowe taktyki na bossów pojawiły się w WoWie. Właściwie w każdym rajdowym tierze występowała przynajmniej jedna walka, z którą było coś nie tak w mniejszym lub większym stopniu. Już jakiś czas temu doszedłem do wniosku (i na pewno nie tylko ja), że tak po prostu jest i można ewentualnie minimalizować ilość bugów, ale nie da się ich zupełnie wyeliminować. Tak samo jak nie da się przewidzieć wszystkich pomysłów graczy, którzy na rajdowaniu zjedli zęby. PTR służy wyłapywaniu tych największych i najbardziej oczywistych błędów, a wewnętrzne QA Blizzarda jest zbyt małe i/lub źle zorganizowane żeby wszystko ogarnąć. Zaraz oczywiście ktoś powie „to niech zatrudnią więcej ludzi/usprawnią/zrobią cokolwiek i sprawa załatwiona”. To tak nie działa niestety. Poza tym patrz początek akapitu – jestem przekonany, że zwiększenie zespołu czy inne zabiegi nie spowodują wychwycenia każdego buga. Nie da się, zawsze ktoś znajdzie jakąś dziurę.

Przejdźmy do nerfów. Bardzo dobrze, że została napisana jedna rzecz (albo przypomniana, bo wydaje mi się, że kiedyś już takie stwierdzenie padło) – jeśli po wejściu na Live Server jakiś boss okazuje się za łatwy – nie utrudniają go. Wtopa Blizza, ale po prostu żyją z tym. Od patcha 4.3 mamy wzorcowe trzy trudności rajdów. LFR (easy) dla graczy początkujących, chcących dopiero zacząć lub nie mających czasu rajdować w zorganizowanym zespole. Normal Mode dla przeciętnych gildii i Heroic Mode (hard) dla tych ambitniejszych i najlepszych. Moim zdaniem Heroic powinien być ruszany tylko i wyłącznie w krytycznych wypadkach – na przykład tych podanych przez Hazzikostasa. To ma być największe wyzwanie, bossowie mają powodować płacz i zgrzytanie zębów u graczy, a nie coś co po dwóch miesiącach wszyscy mają zaliczone. Do tej pory w MoPie taka sytuacja się mniej więcej utrzymuje i bardzo dobrze. Normal zasadniczo powinien być traktowany tak samo. „Watcher” pisze, że nie jest ich celem, aby ci, którzy obecnie mają pokonanych 4 z 6 bossów w Mogu’shan, pokonali również Sha of Fear przed następnym patchem. Chcą jednak, żeby byli w stanie „kontynuować progres w takim tempie jak do tej pory biorąc pod uwagę lepszy sprzęt zdobywany po drodze”. Czytaj: jeśli zobaczymy, że sporo gildii zatrzymało się na jakimś bossie, znerfimy go. Nie zgodzę się. W takim wypadku zespół, który nie daje rady, powinien starać się być lepszy i próbować do skutku, a jeśli sytuacja pozwala, to posuwać się nawet do wymiany czy eliminacji najsłabszych ogniw w rajdzie. Nie ułatwiałbym i nie dawał niczego na tacy. Gra nie sprawia radości jeżeli nie oferuje uczucia osiągnięcia czegoś. To nie tylko moje zdanie. Poza tym takie przedwczesne czy zbyt duże nerfy mogą prowadzić do lawiny – gildia ukończyła Normal, przechodzi na Heroic (co jest naturalną koleją rzeczy) i też natrafia na ścianę. Mamy kolejne nerfy tyle, że już na HM, który powinien zostać trudny i wymagający do wyjścia następnego tieru. Nie będę wspominał o sytuacjach gdzie niektórzy czekają lub wręcz proszą o ułatwienia. Takie przypadki mogą być częstsze jeśli gdzieś nie określi się wyraźnej granicy.

Co do systemu zonewide buffów, który Blizzard ma już przygotowany – niech sobie będzie, byle nie wprowadzać go za wcześnie i koniecznie odseparować zabicie ostatniego bossa w instancji bez buffa od tego z buffem (co również jest przygotowane – odpowiedni achievement).

Mam nadzieję, że takie informacyjne i dające wgląd w pracę developerów artykuły będą publikowane po każdym kolejnym tierze rajdowym. Szkoda tylko trochę, że nie został poruszony temat bossa-legendy ostatnich miesięcy, czyli Imperial Vizier Zor’loka :-)

4 myśli nt. „[WoW] Coffee with the Devs: Encounter tuning

  1. Też uważam, że to był bardzo ciekawy wpis, ale – co ciekawe – został trochę jakby mało zauważony. Przykładowo na Manaflask nie ma ani jednego komentarza.

    „Nie ułatwiałbym i nie dawał niczego na tacy. Gra nie sprawia radości jeżeli nie oferuje uczucia osiągnięcia czegoś. To nie tylko moje zdanie.”
    Podzielam to podejście, jest tylko małe „ale”: graczy jest coś koło 10mln, a to z definicji oznacza, że znajdziesz pośród nich i podobnych nam, i takich, co to „czekają lub wręcz proszą o ułatwienia” (sam to napisałeś, ja tylko cytuję). Blizzard oczywiście ma co najmniej dwa wyjścia, czyli słuchać jednych bądź drugich. A najczęściej wybiera coś pośredniego, by nie zniechęcać obu grup; i prawdę mówiąc coraz częściej wydaje mi się to słuszne. Gdyby nie nerfy, to jako gildia pewnie nigdy byśmy nie zrobili LK HC czy podobne potyczki, a nawet po nerfie dało to sporo frajdy. Można by oczywiście wrócić z lepszym gearem z kolejnych dodatków, podobnie jak się obecnie soluje powiedzmy Molten Core, ale to jednak nie to samo. Zresztą powrót do poprzednich rajdów, kiedy wyszedł nowy, jest zwyczajnie trudny lub nawet niemożliwy, choćby ze względów czasowych.
    Obecne rozwiązanie, kiedy zmiany są raczej kosmetyczne, a nerfy zachodzą głównie poprzez coraz lepszy gear, wydaje mi się najlepszym kompromisem jak dotychczas. I chciałbym, by tak pozostało, choć pewnie przed 5.2 coś tam jeszcze podłubią przy walkach.
    Mój główny zarzut jest nieco inny nawet niż same nerfy. Tyczy się nagród za zrobienie czegoś „na czas” czyli w ramach aktualnego contentu. Według mnie powinno się wycofywać z gry wszystkie te tytuły, mounty, legendarki, achie, tabardy itp. równo z nowym dodatkiem, to właśnie mają być świadectwa naszych zdolności/uporu. Gear i tak przemija najszybciej. Pamiętam, jak na którymś z heroików za czasów ICC nagle zobaczyłem tytuł SCarab Lord na pewnym warlockiem – i takie właśnie rzeczy powinny mieć znaczenie.

    • Tytuły z HC powinny być usuwane już po wyjściu następnego rajdu. Resztę zostawiłbym chyba tak jak jest (mounty z meta achie, tytuły z normali) – dość często zrobienie czegoś ze starszych rajdów wymaga tyle samo albo nawet więcej uporu i organizacji, nie mówiąc o czasie – sam napisałeś, że go ubywa im więcej contentu pojawia się w dodatku.

  2. Tak, czasu ubywa na stare sprawy, ale to – według mnie – nie znaczy, by nagradzać kogokolwiek legendarkami czy mountami czy tytułami tylko dlatego, że jest uparty, a nie było mu dane zdobyć tego w ramach danego Tieru. Trudno, było minęło. Stary content można sobie zobaczyć, ale ponieważ nie jest związany z wysiłkiem rajdowym (i to na wysokim poziomie), to zwyczajnie nagrody się nie należą. Chcesz mounta z Y+0? To sobie włącz YouTube. Marzysz o The Twin Blades of Azzinoth? Zaśnij, może się przyśni. Chciałbyś Thori’dal? Nikt ci nie broni, ale… trochę za późno. Przynajmniej tak ja to widzę, bo Blizz jest bardziej liberalny, niestety.

Odpowiedz na „GrayvyAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *