Testuje się

Od wtorku mam szczęście testować poprzez Steama nadchodzącą grę polskiego 11 Bit Studios„Anomaly 2”. Produkcja została oficjalnie zapowiedziana ostatniego dnia lutego takim oto trailerem:

Na razie to niestety wszystko co mogę napisać, aczkolwiek to moje pierwsze tego typu doświadczenie (chyba, że doliczyłbym bety Rifta i SWTOR), więc jak tylko będę mógł na pewno podzielę się większą ilością informacji.

[WoW] Top 10 rajdów

Kiedy zaczynałem grę w „World of Warcraft” najbardziej wciągnął mnie ogromny świat, fabuła i przebogata historia oraz instancje. Kiedy jednak moja postać pierwszy raz postawiła stopę w rajdzie (był to Karazhan lub Gruul’s Lair, nie pamiętam już dokładnie, raczej Kara) i kiedy razem z grupą pokonałem swojego pierwszego bossa, wiedziałem, że to jest to, co chciałbym w tej grze robić jak najczęściej. WoW doczekał się już czterech dodatków, wliczając „rajdy PvP” (Archavon, Baradin Hold) i bossów outdoorowych, mamy ich już 44. Bardzo lubię zestawienia wszelkiego typu, więc czemu by nie stworzyć totalnie subiektywnej listy moich ulubionych instancji rajdowych.

Kryteria jakimi się kierowałem (z grubsza) to kolejno: bossowie (trudność, mechanika(i), ilość zabawy jaką dawała walka i pierwsze zabicie), historia/fabuła, architektura i możliwości eksploracji – rajdy dwupokojowe odpadają w przedbiegach (tak, patrzę na ciebie drogie TotC), wreszcie klimat, to ulotne „coś” co sprawia, że dany rajd zapadł mi w pamięć. Muszę też dodać, że grać zacząłem pod koniec „The Burning Crusade”, więc nie dane mi było zobaczyć żadnego rajdu z Vanilli na odpowiednim dla niego poziomie postaci.

1. Ulduar Ulduar
Żadne zaskoczenie – jako najlepszy rajd w WoWie 95% graczy wskazuje właśnie Ulduar i ja nie jestem wyjątkiem. Poczynając od bossów, poprzez fabułę, architekturę i wygląd tego miejsca, a na klimacie kończąc, wszystko po prostu świetnie do siebie pasuje. Walki sprawiały ogromną przyjemność, pojawiło się sporo nowych mechanik, a wersje heroic były zaimplementowane tak, jak powinny.

2. Black TempleBlack Temple
Na poziomie 70 udało mi się tylko zobaczyć trzech pierwszych bossów, ale niewiele to zmienia. Postać Illidana bardzo lubię (poza tym to jedna z najciekawszych postaci w świecie Warcrafta), walka z nim tak jak i z większością pozostałych bossów była świetna. Podobnie jak Ulduar, BT wygląda jak rajd z prawdziwego zdarzenia – ogromna siedziba złych gości, przez których trzeba sobie wyciąć drogę na szczyt do tego najbardziej złego.

3. Karazhan Karazhan
Najprawdpodobniej mój pierwszy rajd, na jaki poszedłem. Tym samym bardzo możliwe, że nostalgia ma duży wpływ na tak wysokie miejsce, ale klimatu Wieży Medivha nie można odmówić (muzyka!, Opera i Chess Event). W moim przypadku świetnie się sprawdził jako rajd wprowadzający.

4. Icecrown CitadelIcecrown Citadel
Najbardziej oczekiwany rajd w historii WoWa. Wszyscy ostrzyli swoje miecze i topory w oczekiwaniu na Bossa Dawniej Znanego Jako Arthas. Pomijając Gunship, który za pierwszym razem był super, ale już za piątym chciało się to mieć jak najszybciej za sobą oraz Blood Prince Council, który darzyłem nienawiścią w najczystszej możliwej postaci, reszta walk była co najmniej dobra, a ta z Lich Kingiem i Professorem Putricide były wybitne.

5. Serpentshrine Cavern Serpentshrine Cavern
To z kolei jeden z pierwszych trudnych rajdów z jakim przyszło mi się zmierzyć. Zwłaszcza Elevator Boss i mniej znany, ale równie trudny i zdradliwy Crack Boss przywołują wiele wspomnień ;-) Poważnie(j) – swoje miejsce SSC zawdzięcza głównie Lady Vashj. Mimo tego, że wszystkich bossów z wyjątkiem jednego zabiłem po wejściu nerfa 30%, to poziom trudności i tak był adekwatny do gildii w jakiej wtedy grałem i moich wciąż rozwijających się umiejętności. Oprócz ostatniego bossa, który obiektywnie rzecz ujmując jest jednym z najlepiej zaprojektowanych w WoWie, na wzmiankę zasługuje Leotheras the Blind – uwielbiałem tę walkę.

6. The Eye Tempest Keep
„Merely a setback”. Podobny przypadek jak miejsce wyżej – Kael’thas to był majstersztyk, walka trochę lepsza niż Vashj, ale pozostałe trochę słabsze niż w SSC. Poziom skomplikowania obu tych bossów spokojnie dorównuje niektórym walkom w późniejszych instancjach. W tych obecnych również.

7. Heart of Fear Heart of Fear
Uwielbiam mantidy – najciekawsze rasa w Mists of Pandaria pod względem historii i jeden z najlepszych elementów całego dodatku w ogóle. Generalnie mam chyba słabość do wszystkich insektopodobnych ras w WoWie. Oraz do trolli. Dowody niżej. Wracając do tematu – walki są ciekawe, architektura cieszy oko, a klimat bardzo mi odpowiada.

8. Zul’Aman Zul'Aman
Wszystkie instancje i rajdy z trollami w roli głównej należą do moich ulubionych. Oprócz bardzo dobrze zaprojektowanych walk i dużej przestrzeni do zwiedzania mają w sobie to coś, co sprawia, że chce się do nich wracać. Zul’Aman z tego grona jest (a raczej było) najlepsze. Nie tak duże jak Zul’Gurub czy nawet Zul’Farrak, ale nadrabiało z nawiązką w innych elementach.

9. Sunwell Plateau Sunwell Plateau
Postawiłem tu stopy dopiero na 80-tym poziomie, ale nawet wtedy było to wyzwanie dla 10-15 osób. Rajd podoba mi się do tej pory pomimo tego, że można go już ukończyć samemu. Ciągle mam też nadzieję na ten przeklęty łuk. Zasługuje również na wzmiankę ze względów historycznych – nie jest przykładem dobrego dopasowania walk do dowolnego składu osobowego grupy rajdowej, ale między innymi dzięki temu został zapamiętany jako jeden z najtrudniejszych, a w ekstremalnych przypadkach rozbijający gildie ze względu na brak możliwości progresu.

10. Temple of Ahn’Qiraj Temple of Ahn'Qiraj
Drugi rajd z insektami w tym zestawieniu i jeden z największych jeśli chodzi o powierzchnię. Nie widziałem oryginalnego Naxxramas, które jest uważane za najlepszy rajd z Vanilli, więc część osób może się z tym nie zgodzić, ale dla mnie „AQ40” to najlepsza instancja z tamtego okresu.

Na dzień dzisiejszy tak to wygląda u mnie. Mam nadzieję, że chociaż jedna z pięciu osób odwiedzających tego bloga i grająca w „World of Warcraft” przyczepi się do którejś pozycji lub wyrazi swoje zdanie :-) Następne notowanie przed kolejnym dodatkiem.

Arrow

Serial na podstawie komiksu „Green Arrow” z uniwersum DC. Po katastrofie statku i pięciu latach spędzonych na wyspie, a raczej na staraniach by na niej przeżyć, miliarder i playboy Oliver Queen powraca do (fikcyjnego) Starling City (w komiksie Star City). Podczas feralnego rejsu ginie jego ojciec, który przed śmiercią przekazuje mu notes z nazwiskami ludzi z wyższych sfer, którzy „zawiedli miasto”. Oczywiście odmieniony przez doświadczenia Queen wypowiada wojnę przestępcom.

Arrow

Serial jest niestety adresowany do młodzieży, więc jeśli nie jesteś hardkorowym fanem/fanką komiksów oraz nie potrafisz ignorować scen i wątków mydlanooperowych, to nie radzę „Arrowa” oglądać. Czasami jest ciężko patrzeć na co najwyżej przeciętne aktorstwo, kulejący od czasu do czasu scenariusz i wręcz głupie lub niekonsekwentne zachowania postaci (Queen mówiący o zabijaniu w ostateczności i jednocześnie regularnie eliminujący oprychów, których mógł spokojnie obezwładnić). Natężenie telenoweli jest zależne od odcinka – im mniej życiowych i miłosnych rozterek bohaterów oraz mniej czasu na ekranie irytującej siostry głównego bohatera, tym lepiej. Akcja w Starling City przeplata się z flashbackami z wyspy i o ile na początku właśnie wydarzenia, które zrobiły z bohatera Arrowa były o wiele ciekawsze, to z biegiem czasu szale się wyrównały. Nadal daję temu serialowi szansę, bo wpadłem w sidła chęci zobaczenia co będzie dalej, ale niewykluczone, że przestanę go oglądać po pierwszym sezonie (wg imdb zostały trzy odcinki). Od strony realizacyjnej wszystko jest OK, ale do tego już od dość długiego czasu produkcje telewizyjne nas przyzwyczaiły.

Potencjał na dobre superhero jest. Sądzę, że pomimo takiej a nie innej kategorii wiekowej, dałoby się zwiększyć jakość tego serialu. Ostatnie odcinki są pod tym względem obiecujące, więc wkrótce zobaczymy co z tego wyjdzie.