[WoW] Top 10 rajdów

Kiedy zaczynałem grę w „World of Warcraft” najbardziej wciągnął mnie ogromny świat, fabuła i przebogata historia oraz instancje. Kiedy jednak moja postać pierwszy raz postawiła stopę w rajdzie (był to Karazhan lub Gruul’s Lair, nie pamiętam już dokładnie, raczej Kara) i kiedy razem z grupą pokonałem swojego pierwszego bossa, wiedziałem, że to jest to, co chciałbym w tej grze robić jak najczęściej. WoW doczekał się już czterech dodatków, wliczając „rajdy PvP” (Archavon, Baradin Hold) i bossów outdoorowych, mamy ich już 44. Bardzo lubię zestawienia wszelkiego typu, więc czemu by nie stworzyć totalnie subiektywnej listy moich ulubionych instancji rajdowych.

Kryteria jakimi się kierowałem (z grubsza) to kolejno: bossowie (trudność, mechanika(i), ilość zabawy jaką dawała walka i pierwsze zabicie), historia/fabuła, architektura i możliwości eksploracji – rajdy dwupokojowe odpadają w przedbiegach (tak, patrzę na ciebie drogie TotC), wreszcie klimat, to ulotne „coś” co sprawia, że dany rajd zapadł mi w pamięć. Muszę też dodać, że grać zacząłem pod koniec „The Burning Crusade”, więc nie dane mi było zobaczyć żadnego rajdu z Vanilli na odpowiednim dla niego poziomie postaci.

1. Ulduar Ulduar
Żadne zaskoczenie – jako najlepszy rajd w WoWie 95% graczy wskazuje właśnie Ulduar i ja nie jestem wyjątkiem. Poczynając od bossów, poprzez fabułę, architekturę i wygląd tego miejsca, a na klimacie kończąc, wszystko po prostu świetnie do siebie pasuje. Walki sprawiały ogromną przyjemność, pojawiło się sporo nowych mechanik, a wersje heroic były zaimplementowane tak, jak powinny.

2. Black TempleBlack Temple
Na poziomie 70 udało mi się tylko zobaczyć trzech pierwszych bossów, ale niewiele to zmienia. Postać Illidana bardzo lubię (poza tym to jedna z najciekawszych postaci w świecie Warcrafta), walka z nim tak jak i z większością pozostałych bossów była świetna. Podobnie jak Ulduar, BT wygląda jak rajd z prawdziwego zdarzenia – ogromna siedziba złych gości, przez których trzeba sobie wyciąć drogę na szczyt do tego najbardziej złego.

3. Karazhan Karazhan
Najprawdpodobniej mój pierwszy rajd, na jaki poszedłem. Tym samym bardzo możliwe, że nostalgia ma duży wpływ na tak wysokie miejsce, ale klimatu Wieży Medivha nie można odmówić (muzyka!, Opera i Chess Event). W moim przypadku świetnie się sprawdził jako rajd wprowadzający.

4. Icecrown CitadelIcecrown Citadel
Najbardziej oczekiwany rajd w historii WoWa. Wszyscy ostrzyli swoje miecze i topory w oczekiwaniu na Bossa Dawniej Znanego Jako Arthas. Pomijając Gunship, który za pierwszym razem był super, ale już za piątym chciało się to mieć jak najszybciej za sobą oraz Blood Prince Council, który darzyłem nienawiścią w najczystszej możliwej postaci, reszta walk była co najmniej dobra, a ta z Lich Kingiem i Professorem Putricide były wybitne.

5. Serpentshrine Cavern Serpentshrine Cavern
To z kolei jeden z pierwszych trudnych rajdów z jakim przyszło mi się zmierzyć. Zwłaszcza Elevator Boss i mniej znany, ale równie trudny i zdradliwy Crack Boss przywołują wiele wspomnień ;-) Poważnie(j) – swoje miejsce SSC zawdzięcza głównie Lady Vashj. Mimo tego, że wszystkich bossów z wyjątkiem jednego zabiłem po wejściu nerfa 30%, to poziom trudności i tak był adekwatny do gildii w jakiej wtedy grałem i moich wciąż rozwijających się umiejętności. Oprócz ostatniego bossa, który obiektywnie rzecz ujmując jest jednym z najlepiej zaprojektowanych w WoWie, na wzmiankę zasługuje Leotheras the Blind – uwielbiałem tę walkę.

6. The Eye Tempest Keep
„Merely a setback”. Podobny przypadek jak miejsce wyżej – Kael’thas to był majstersztyk, walka trochę lepsza niż Vashj, ale pozostałe trochę słabsze niż w SSC. Poziom skomplikowania obu tych bossów spokojnie dorównuje niektórym walkom w późniejszych instancjach. W tych obecnych również.

7. Heart of Fear Heart of Fear
Uwielbiam mantidy – najciekawsze rasa w Mists of Pandaria pod względem historii i jeden z najlepszych elementów całego dodatku w ogóle. Generalnie mam chyba słabość do wszystkich insektopodobnych ras w WoWie. Oraz do trolli. Dowody niżej. Wracając do tematu – walki są ciekawe, architektura cieszy oko, a klimat bardzo mi odpowiada.

8. Zul’Aman Zul'Aman
Wszystkie instancje i rajdy z trollami w roli głównej należą do moich ulubionych. Oprócz bardzo dobrze zaprojektowanych walk i dużej przestrzeni do zwiedzania mają w sobie to coś, co sprawia, że chce się do nich wracać. Zul’Aman z tego grona jest (a raczej było) najlepsze. Nie tak duże jak Zul’Gurub czy nawet Zul’Farrak, ale nadrabiało z nawiązką w innych elementach.

9. Sunwell Plateau Sunwell Plateau
Postawiłem tu stopy dopiero na 80-tym poziomie, ale nawet wtedy było to wyzwanie dla 10-15 osób. Rajd podoba mi się do tej pory pomimo tego, że można go już ukończyć samemu. Ciągle mam też nadzieję na ten przeklęty łuk. Zasługuje również na wzmiankę ze względów historycznych – nie jest przykładem dobrego dopasowania walk do dowolnego składu osobowego grupy rajdowej, ale między innymi dzięki temu został zapamiętany jako jeden z najtrudniejszych, a w ekstremalnych przypadkach rozbijający gildie ze względu na brak możliwości progresu.

10. Temple of Ahn’Qiraj Temple of Ahn'Qiraj
Drugi rajd z insektami w tym zestawieniu i jeden z największych jeśli chodzi o powierzchnię. Nie widziałem oryginalnego Naxxramas, które jest uważane za najlepszy rajd z Vanilli, więc część osób może się z tym nie zgodzić, ale dla mnie „AQ40” to najlepsza instancja z tamtego okresu.

Na dzień dzisiejszy tak to wygląda u mnie. Mam nadzieję, że chociaż jedna z pięciu osób odwiedzających tego bloga i grająca w „World of Warcraft” przyczepi się do którejś pozycji lub wyrazi swoje zdanie :-) Następne notowanie przed kolejnym dodatkiem.

5 myśli nt. „[WoW] Top 10 rajdów

  1. Pięciu?! Optymista.
    W każdym razie też zacząłem w TBC (Seba będzie smażył się w piekle, takim z diabłami z Burning Legion) i mój top wygląda dosyć podobnie. Ale – ponieważ jednak trochę mniej wtedy rajdowałem od Ciebie, także z powodów sprzętowo-komputerowych – część rajdów poznałem dopiero solując, jak SSC, niemal całe BT, Sunwell, więc o nich się nie wypowiem.
    Dodatkowo, część rajdów uważam za słabe lub średnie, ale bywały tam rodzynki, o których warto wspomnieć. Na pewno też sporo już zapomniałem, ale tak z grubsza i niekoniecznie w kolejności:
    1. ULDUAR. Bezapelacyjnie. Już normale były świetne, ale to, co było na hard modach, to po prostu bajka. Nieziemsko się namęczyliśmy, choć kończyliśmy dużo później niż normy przyzwoitości nakazują. Ooooouuchhh… Firestarter i pierwszy kill… Co za kapitalne uczucie. A już zmagania na Y+1 zasługiwałyby na cały osobny rozdział. Dodatkowo moje osobiste perypetie na pierwszym położeniu – przez ponad minutę oscylowanie między rezygnacją, zawałem a euforią. To se ne vrati.
    2. ToC. Insta słaba, choć walki nawet całkiem fajne. Ale stawiam ją na miejscu drugim, bo właśnie wtedy zrobiliśmy niesamowitą sprawę czyli jako trzeci na serwerze A Tribute to Insanity. Wtedy też mi serce zamarło pod sam koniec walki, ale… się udało. I bardziej to cenię niż nawet Realm First na Ultranoxie.
    3. Karazhan. Pierwsza moja insta rajdowa i jedna z najbardziej klimatycznych. Chyba nie tylko sentyment – nomen omen – każe mi stawiać ją tak wysoko.
    4. Bastion of Twilight. Naprawdę ciekawe i wymagające walki plus (wielki i dwugłowy) za postać Cho’galla i jego teksty. Niestety Sinestry nie było nam dane nawet zobaczyć, ale z Ra’denem pewnie będzie podobnie.
    5. Blackwing Descent. Trochę podobnie jak BoT. Chimaeron z kapitalną mechaniką do dziś śniącą się healerom po nocach, świetny dla mnie (jako tanka addów) Maloriak, całkiem niezły Nefarian, a i pozostali bossowie zapadali w pamięć. Tak, zdecydowanie udana insta.
    6. … i to właściwie tyle, jeśli chodzi o całe insty. Było za to trochę walk, które uważam za genialne i/lub tak nam genialnie dopiekły. Przykładowo:
    – Lich King. Kochałem tę walkę (niekoniecznie z wzajemnością), zarówno jako ją samą, jak i tę otoczkę i przerywniki. Jak dla mnie kulminacja WoW-a głównie ze względów sentymentalnych i prawdę mówiąc łezka mi się zakręciła zarówno podczas oglądania World First killa, jak i po naszym sukcesie. Cóż, piksele też potrafią wzruszyć.
    – Alysrazor HC. Sytuacja nieco podobna jak teraz ze Spirit Kings HC, tyle że zakończona sukcesem. Do dziś uważam, że zrobiliśmy wtedy słusznie i jest się czym chwalić, nawet bardziej niż Ultranoxem. Rewelacyjna walka z bardzo małą tolerancją na błędy, przynajmniej tak to wyglądało z punktu widzenia tanka.
    – Ragnaros (z Firelands). Do HC nawet nie podeszliśmy, ale i normal dał mi wiele radości. Wielki plus dla Blizza.
    – i na koniec Ultraxion vel Ultranox. Raz, że walka pomysłowa, a dwa, że po raz pierwszy, jedyny i pewnie ostatni mieliśmy Realm Firsta. Dobre i to.

    Ale mam też nadzieję, że to nie koniec listy i jeszcze jakieś emocje, oby choć trochę zbliżone, się pojawią. Coraz ciężej o to, bo człowiek coraz mniej wrazlwy na bodźce i jednak coś tam już widział, ale ciągle jestem tego głodny.

  2. Przekleństwem TotC jest to, jak został zaimplementowany – miałem „szczęście” robić ten rajd cztery razy w tygodniu. Bossowie byli OK ze szczególnym uwzględnieniem Faction Champions i Twins, ale motyw walki ala Koloseum zupełnie nie wyszedł. Fabularnie to też jakiś żart jest. Paradoksalnie również miałem tam chyba największe „sukcesy” rajdowe – pierwszy i jedyny raz skończyłem Heroic przed wyjściem następnego patcha, ale jeśli miałbym umieścić go na drugim miejscu, to od końca.
    Cataclysm to był dla mnie najgorszy okres w WoWie i jedyny rajd stamtąd, który rozpatrywałem jeśli chodzi o Top 10 to Bastion of Twilight. Cho’gall był niesamowicie cool. Razem z Atramedesem jedyni bossowie, których mile wspominam z tego dodatku.

  3. Tak trochę a propos starych rajdów i sentymentów. Mana Flask jak zwykle zachwyca się Vanillą, a ja jak zwykle nie rozumiem czym. Tzn. oczywiście wiem, co pisze Buzz, Starym i spółka i równie oczywiste jest, że nie powinienem się wypowiadać o czymś, czego nie zakosztowałem, ale i tak sporą część ich wywodów kwituję wzruszeniem ramion. Nie, żebym całkowicie i absolutnie negował ich racje, z dużą częścią się nawet zgadzam, tyle że to równie produktywne jak wspominki dziadków z walk z caratem. LFR/LFG Blizz nie zlikwiduje, nie wróci tylko do naziemnych mountów, nie zaprzestanie „rozdawania” epików, nie zlikwiduje daily, nie będzie attunementów, a nawet nie reaktywują Death and Taxes czy Nihilum. Może rozdzielą achie 25m od 10m przy Realm Firstach i to chyba wszystko, na co można liczyć (choć też wątpię).
    I wiesz, Narin? Choć sam mam sentyment do tamtych czasów, choćby poprzez oglądanie tych wszystkich filmików i czytanie różnych rzeczy, to jednak nie chciałbym wrócić do czasów, kiedy musiałeś zrobić każdy rajd po kolei żeby dostać się do następnego. Dla takich gildii jak nasza, to z góry skazanie na przebrzmiały content. Tak, wiem, że dzięki temu na przykład można wspominać oglądanie z podziwem kogoś ubranego w T6 (nawet nie full), sam tak miałem, ale nie, dziękuję, tu Blizza popieram z czysto egoistycznych pobudek.

    • Częściowo wróciliśmy do tych czasów – trzeba było skończyć HoF żeby wejść do ToES :-) I co złego jest w „przebrzmiałym” contencie? 70 poziom wbiłem w okolicach kiedy pojawiło się Sunwell czyli na sam koniec dodatku. Zaczynałem od Kary poprzez Gruule i inne Magtheridony, i nie miałem z tym problemu. Mało tego – to były jedne z najlepszych chwil kiedy zaczynało się rajdować i w perspektywie miało się tyle do zrobienia i zobaczenia, była motywacja żeby piąć się w górę. Teraz jest to wygładzone, Blizzard wypracował kompromis i OK – kto będzie chciał zobaczyć wszystko, to zobaczy, a kto jak najszybciej wskoczyć do najnowszego rajdu, ten zrobi kilka dungeonów, kilka LFR i wystarczy. Moim zdaniem bardzo dobrze, że w obu przypadkach jakaś ścieżka progresu występuje.

      BTW zacznij Gray swojego bloga, bo piszesz komentarze dłuższe od moich notek.

  4. Nie mam nic ciekawego do napisania, żeby prowadzić bloga. A co ważniejsze, jeśli bym zaczął, to byś nie miał w ogóle wpisów. No chyba że właśnie o to Ci chodzi :-P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *