[WoW] 7,7 miliona i kilka luźnych przemyśleń

Kilka dni temu Activision Blizzard wydał oświadczenie prasowe, w którym oprócz czysto biznesowej informacji o wykupieniu udziałów od Vivendi w celu uzyskania (chyba) większej niezależności (kompletnie nie rozumiem o co chodzi jeśli w grę wchodzi giełda i inne takie) pojawiła się również wzmianka o tym, że World of Warcraft posiada obecnie 7,7 miliona subskrybentów, co oznacza że od poprzedniego kwartału ubyło 600 tysięcy „uzależnionych”. Już poprzedni spadek był alarmujący – wszakże na początku marca wyszedł patch 5.2, co powinno sprawić, że graczy przybędzie, a nie odwrotnie. Zwłaszcza, że rajd i towarzyszące mu inne atrakcje wypadają bardzo dobrze. Pomimo szybszego pojawiania się dobrego contentu, tendencja stale się utrzymuje, co oznacza, że małymi krokami faktycznie zbliżamy się do (ogłoszonej już co najmniej piętnaście razy) śmierci WoWa. Podejrzewam, że nawet managerowie z Zamieci głowią się teraz nad przyczynami takiego stanu rzeczy. Na pewno duży wpływ, jeśli nie decydujący, ma wiek gry (za rok z okładem 10-lecie) oraz ogrom konkurencji, która w większości opiera się na modelu Free to Play. Sądzę, że sporo do powiedzenia ma również problem zbyt dużej dostępności, o którym niedawno pisałem – potrzebny jest jakiś cel wyznaczany przez hardkorową mniejszość, do której będzie dążyć nie tak hardkorowa większość. Mnie to napędzało te kilka lat temu i w dużym stopniu napędza do tej pory – wiedziałem, że są trudniejsze rajdy i bossowie, że jest dużo innych wyzwań, że mogę grać lepiej. Co prawda tylko niewielki odsetek faktycznie wejdzie na wyższy poziom czy będzie nieustannie do niego dążyć, ale nawet ci którym nie pójdzie tak dobrze będą wciąż mieć motywację. Teraz tego zacięcia brakuje – „zobaczyłem wszystko na LFRze, do zobaczenia w następnym patchu”.

Wczesną jesienią (lub późnym latem) wyjdzie ostatni rajd dodatku, a to zawsze sprawiało, że liczba subskrybentów skakała w górę, ale patrząc na tendencję ostatniego roku, nie jest to już takie pewne. Chociaż w sumie… Garroshowi do Arthasa *nieco* brakuje, ale nowy Warchief Hordy to temat rzeka budzący sporo emocji (go Vol’jin!).

Większym magnesem do powrotu mogą się okazać Virtual Realms, czyli odpowiedź developerów (nareszcie) na serwery o małej populacji. Mało jeszcze wiemy o VRach, ale w jakiej postaci by nie były, zawsze to jakieś ułatwienie i krok w dobrym kierunku jeśli chodzi o poszukiwanie współgraczy oraz gildii o odpowiadającym nam profilu. Nie zmienia to faktu, że Realm Transfery dość dawno temu powinny być tańsze albo nawet bezpłatne (w tym drugim wypadku oczywiście dozwolone co jakiś czas, np. raz na cztery miesiące). Takie ułatwienie prawdopodobnie zatrzymałoby ludzi, których przyjaciele przestali grać czy rozpadła im się gildia i nie chcieli lub nie stać ich było na przenosiny.

Na koniec z innej beczki. Jeśli Stormcrow okaże się kolejnym mountem dostępnym w Pet Store zamiast w grze, to przejadę się do Kalifornii i walnę kogoś w twarz.

7 myśli nt. „[WoW] 7,7 miliona i kilka luźnych przemyśleń

  1. Zacznę od końca czyli od mounta. Ładny, ale mnie o wiele bardziej podoba się choćby Enchanted Fey Dragon, notabene także na razie niedostępny. Tak czy inaczej tu się różnimy, bo – jak pisałem wcześniej – podobne zagrywki ze strony Blizza jakoś niezbyt mnie wzruszają. Co innego, gdyby w ich sklepie można było nabyć drogą kupna rozbieralną do rosołu Dranejkę…
    Teraz o liczbach. Chyba nie ma mądrych na to, co jest jakąś główną przyczyną spadku abonentów. I być może takiej jednej przyczyny nie ma, za to jest masa strumyczków, które zamieniają się w rzekę. Ale i z określeniem tych strumyczków jest problem. Weźmy taki LFR. Osłabił trend spadkowy czy wręcz przeciwnie: przyczynił się do jego pogłębienia? Są zwolennicy jednej i drugiej teorii.
    Na pewno pełna zgoda co do wieku gry i konkurencji. Starym wyjadaczom się opatrzyło, sami też się zestarzeli i życie ich dopadło. A dla młodych to już nie jest jakiś mityczny Warcraft, ale gra, jakich wiele.
    Dodałbym też moim zdaniem sprawę niebagatelną, a mianowicie słabe podparcie „mitologiczne”. Jak tu porównać Garrosha z Lich Kingiem? Illidanem? Ragnarosem? Kil’jaedenem? To inna liga jak dla mnie i już od czasu zapowiedzi MoP-a o tym pisałem. Wrogów oczywiście można mnożyć w nieskończoność (i nawet ich powtarzać), ale to nie znaczy, że dla ludzi jest całkowicie obojętne, jak się nazywają i czy mają za sobą jakąś pasjonującą historię. I ta skala. Ze swej strony napiszę tak: a niech sobie robią taki skok w bok jak w Pandarii, ale czas wrócić do bepośrednich zmagań z Burning Legionem etc. Nie wątpię, że wkroczenie historii na te tory, gdzie można się natknąć na 7th Legion, Sylvanas czy samego Sargerasa popchnęłoby sporo ludzi z powrotem do Azeroth.
    A, właśnie, jeszcze jedno. Brak mi było w MoP-ie elementu, który można zaklasyfikować jako niecodzienność. Mam na myśli głównie krajobraz. Owszem, Pandaria ogólnie rzecz biorąc jest śliczna, ale jakaś taka… ziemska. A pamiętasz wrażenie po przekroczeniu Dark Portalu? Pierwsze kroki w Outland? Wrażenie było niezwykłe. I moim zdaniem tego brakuje obecnie. Takiego herosa jak Arthas, którego wszyscy chcieli zabić, już raczej nie będzie aż do wspomnianego Sargerasa*, ale mogą się bronić nie tylko postaciami, ale i jakością tworzonych światów; zamki na szczytach i wodospady także mogą się opatrzeć, sztuką jest stworzenie czegoś na kształt Hellfire Peninsula.
    Czy Flex/LFR uratują grę? Czy raczej ją pogrążają? Ja swoje zdanie już wyraziłem, według mnie to może sobie istnieć, ale albo pod koniec aktualnego contentu, albo wręcz dopiero po wprowadzeniu nowego, żeby ułatwić doścignięcie przez alty czy nowych. Jak dla mnie LFR istnieje tylko jako odskocznia właśnie dla altów, natomiast powoduje jeszcze wcześniejsze znużenie bossami i brak emocji na normalach, co jest zwyczajnym zabijaniem radości z gry. Oczywiście nie każdy ma takie podejście i nie każdy znajduje radość w rajdowaniu (LFR to NIE są rajdy), rozumiem, że sporej części graczy wystarczy samo zobaczenie bossów w jakiejkolwiek wersji, tyle że jest chyba tak, jak obaj piszemy: zobaczyć, wyjść i zapomnieć aż do kolejnego patcha (albo w ogóle).
    W sumie ciężko odpowiedzialnie stwierdzić, że mają zrobić to i to a nie robić tego i tamtego. Mają swoje badania, swoją wiedzę i doświadczenie i swoją wizję gry. Oni muszą podejmować decyzje, my tylko sobie dywagujemy. To zasadnicza różnica. Jak na tę ilość lat Warcraft i tak ma potężną armię graczy, niemal osiem milionów, kiedy kończy się content, który – moim zdaniem – do jakichś fascynujących nie należał (mowa o wątku głównym czyli Garroshu, bo znalazłoby się sporo smaczków od Klaxxi poczynając). Skończą sie wakacje, wrócą starzy wrogowie, pewnie i liczba graczy znów wzrośnie. Przynajmniej mam taką nadzieję, bo nie mam z kim grać.

    *chyba że stworzą Warcrafta 4 i wykreują podobnie świetną historię

    • Co do nieziemskości – Metzen na którymś Blizzconie dywagował sobie z fanami o podróży na Argus i chyba nawet na tym samym o odkupieniu Illidana. Patrząc na Wrathiona i całe to jego wieszczenie o zbliżającym się zagrożeniu, można puścić wodze fantazji – obcy krajobraz: jest, postać z dużo większym ciężarem mitologicznym: jest, draenejki: są. Wymarzony dodatek Grayvy’ego nadchodzi ;->

      Historia i postacie – o paru rzeczach mógłbym tu napisać, ale zostawię to może na notkę i odniosę się do Garrosha. Niedobrze się stało, że jego dzieje to kalka losów jego ojca. Jeśli na końcu Siege okaże się, że uwolnimy go od zepsucia, a on sam odkupi swoje winy lub zrobi to w przyszłości, to będzie chyba najgorszym końcowym bossem oraz postacią strasznie standardową. Jeśli go zabijemy – zmarnowany potencjał. Tak źle i tak niedobrze. Nieśmiało liczę na jakiegoś twista, który uratuje wątek Hellscreama. Szkoda podwójna, bo wolę jednak typ Arthasa czy Illidana właśnie – gości z ciekawą historią, swoimi dramatami i wyborami, z którymi muszą później żyć. Ragnaros czy KJ świetnie wyglądają i walka z takim olbrzymem jest epicka, ale to zło bezoosobowe – chcą wszystko zniszczyć bo tak. Obydwa typy są potrzebne, ale ten pierwszy bardziej zapada w pamięć.

      • Och, absolutnie się zgadzamy co do tych bossów i ich atrakcyjności. Po Lich Kingu pisałem, że trudno będzie o równie ciekawego bohatera i to jest chyba bezdyskusyjne, ostatecznie stała za nim całkiem długa i zajmująca historia. A o Garroshu tego powiedzieć w żadnym wypadku się nie da. I tak, ci demoniczni bossowie są w tym sensie mało oryginalni, ale też inna ich rola: straszyć zniszczeniem a nie powodować współczucie. I z tej roli najczęściej się dobrze wywiązują.
        Blizzard zapewne chciał nieco oderwać się od całego tego klasycznego zoo i już zapowiedź MoP-a o tym świadczyła. Chcieli pewnie się odświeżyć przed ruszeniem ponownie na Burning Legion. Być może nawet liczyli, że po takiej wolcie tym chętniej ruszymy na starego wroga. Cóż, ja ruszę, jeśli nic niespodziewanego się nie wydarzy.

  2. Za Kil’Jaedena będącym bezosobowym złem i mało ciekawym to normalnie podpadłeś Narin :P

    Komentarz jest krótki bo jak zwykle mam problem z niemocą (twórczą na szczęście tylko).

    • No ja wiem tylko, że Archimonde i Kil’Jaeden dali się skusić Sargerasowi, a Velen okazał się być tym mądrzejszym, zwinął swoje wierne owieczki i dał nogę. Także ci dwaj pierwsi to coś jak Upiory Pierścienia, a ten drugi jak Gandalf, więc raczej standard. W grze też się ograniczają do bycia demonami co chwilę wrzeszczącymi „ARRRRGHHHH, ŚMIERĆ I ZNISZCZENIE!!!”.

  3. Jak człowiek się zastanowi to prawie każdy aspekt WoWa, każdą postać i wydarzenie przy odpowiednim spojrzeniu porównać do X,Y lub Z.
    Co do Archimonde’a to zgoda (RAWR ZABIĆ). W przypadku Kil’Jaedena polecam spojrzeć na http://www.wowwiki.com/Kil'jaeden. (Plus instrukcje do W2, i ogólnie wszystko co związane z oryginalną hordą).

    Howgh :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *