Kick-Ass 2

Część pierwsza (zarówno komiks jak i film) była świetna. Drugiej nie czytałem, więc porównań nie będzie.
kick-ass_2 Czegoś tu brakuje. Nie odnosiłem wrażenia, że popełniono standardowe błędy sequela, czyli „więcej, szybciej, śmieszniej”, ale kilka scen i tak wyszło trochę sztucznie albo były wręcz niepotrzebne. Główną wadą jest strasznie rwana historia. Mamy trzy wątki – Kick-Ass i jego próby powrotu do bycia bohaterem oraz uformowanie Justice Forever, Hit-Girl, czyli chęć bycia normalną nastolatką (przy czym losy Mindy wybijają się na pierwszy plan, co nie jest zaletą) oraz Motherfucker i jego wesoła gromadka superzłoczyńców. Przechodzenie pomiędzy nimi nie jest płynne, bardziej przypomina zlepek scen i dopiero gdzieś tam w tyle majaczy główna oś, która spina całość. Jeśli komiks też ma słaby scenariusz i jest tak mało oryginalny, to boję się za niego zabierać.

Aktorsko jest bardzo dobrze. Mintz-Plasse jak zwykle bryluje, Jim Carrey nadal realizuje plan bycia aktorem o tysiącu twarzy (dobija do drugiej setki), Taylor-Johnson i Grace Moretz są OK, a czarnym koniem (hehe, na szczęście nie jestem politycznie poprawny) jest Donald Faison jako Dr. Gravity. Na wyróżnienie zasługuje też John Leguizamo.

Brakuje również efektownych scen walki – jeden przypadek kiedy mogli podnieść poprzeczkę i przebić pierwszą część. Krwi też jest zdecydowanie mniej, podczas gdy przerysowana przemoc jest znakiem firmowym komiksu oraz filmowej „jedynki”. W akcji najlepiej wypadła Mother Russia i nie mówię tutaj o końcowej konfrontacji, która pod tym względem była sporym rozczarowaniem.

Mimo wszystko mam nadzieję, że trzecia część powstanie i będzie zdecydowanie lepsza, bo szkoda by było tak fajnej historii. Scena po napisach: jest, ocena końcowa filmu: 5/10.

gamescom 2013

Niby zaczął się wczoraj, ale pierwsze konferencje były już we wtorek. Wydłużają te konwenty coraz bardziej, niedługo będą trwały cały tydzień. Co jest świetnym rozwiązaniem, nie mam nic przeciwko :-)

Na pierwszy ogień „Reaper of Souls” – pierwszy dodatek do „Diablo III”.

Zwiastun oczywiście świetny. Technicznie świetny, bo ładunek emocjonalny jest bardzo słaby. Nie miałem ciarek tak jak w przypadku „Wiedźmina”. Poza tym jak tu się przejmować skoro „podstawka” okazała się rozczarowaniem. Głównie ze względu na Auction House, ale również przez niezbyt dobrą i mało oryginalną historię. Dobrze, że uaktualnienie 2.0 będzie dostępne bez konieczności kupna dodatku – jeśli rzeczywiście „Loot 2.0” sprawi, że przedmioty będą wypadać sensowniej, to nabędę „Reapera”.

„Lords of the Fallen”.

Polski gamedev w natarciu, tym razem w wykonaniu City Interactive (tudzież CI Games, bo chyba zmienili nazwę ostatnio). Producentem jest Tomasz Gop, który pełnił tę funkcję przy „Wiedźminie 2” i który już wtedy często wspominał o „Demon’s Souls” i jej duchowym następcy, osławionym „Dark Souls”. W trailerze czuć inspirację tymi grami. Zalatuje też trochę Warhammerem, co jest tytlko zaletą. Jakiś gameplay dla wybrańców (czyt. dziennikarzy) był udostępniony na E3, reakcje były pozytywne. Kolejny tytuł do śledzenia i trzymania kciuków.

Spontaniczna ekscytacja

„Hearthstone” weszło w fazę zamkniętej bety (tylko zaproszenia, tylko Ameryka) bez NDA, więc nagrania z rozgrywki zaczęły się pojawiać jak grzyby po deszczu. Kiedy gra została ogłoszona oczywiście byłem zaciekawiony, ale nie napalony. Nawet po pierwszych streamach poziom zainteresowania trzymał się w normach. Jednak obejrzenie wideo Mike’a B i kilku innych sprawiło, że przeszedłem w fazę chcę-w-to-zagrać-zaraz-już-teraz.

Nie mogę się doczekać kiedy położę swoję łapy na tej grze i zacznę rozdawać Steady Shoty na prawo i lewo. Mam też nadzieję, że dostanę zaproszenie do bety kiedy zawita ona do Europy.

Drugie odkrycie również sprawiło mi dużo frajdy. W dodatku robią je Polacy z Flying Wild Hog. Mowa o „Shadow Warriorze”, w którego z kolei mógł już pograć Total Biscuit.

Moje reakcje pokrywały się z jego. Nie mogę tylko zrozumieć po co inne bronie poza kataną.

Możliwe, że ten wpis rozpocznie nową świecką tradycję, bo regularnie jestem ofiarą takiego jarania się jak wczoraj i dzisiaj.

Co jeśli Epizod I był dobry?

Naprawdę niesamowite jak Lucas spieprzył temat. Zapewne to tylko jeden z wielu pomysłów fanów, ale innych nie znam i nie wiem czy przebiłyby pomysły tego gościa. Kilka dni temu ukazała się część druga:

Obiecał trzecią i mam nadzieję, że nie każe czekać kolejny rok.

W ogóle to polecam też inne klipy z tego kanału – Michael wie o czym mówi i nierzadko ma bardzo ciekawe spostrzeżenia. Twitter w końcu się przydał, bo właśnie stamtąd się o nim dowiedziałem. Przy okazji – ja też tam jestem, na Facebooku również i powinniście już dawno zasubskrybować żeby dołożyć cegiełkę do promocji strony. Nie wspominając o poczuciu, że moja pisanina ma sens.

Nowy zwiastun Wiedźmina 3

Wersja angielska dla porównania:

Kwintesencja wiedźmińskiego klimatu. Mam nowy ulubiony klip do czasu wyjścia kolejnego trailera Blizzarda. Żywię również nadzieję, że to tylko zwiastun i gra będzie miała coś nowego jako intro.

Na deser informacja: Charles Dance aka Tywin Lannister będzie podkładał głos pod Emhyra. Dzisiaj zasnę szczęśliwy.

[WoW] Throne of Thunder

Siege of Orgrimmar zbliża się wielkimi krokami, więc czas najwyższy podsumować Throne of Thunder. Na Normal udało mi się ten rajd ukończyć, a na Heroic zaliczyłem kilkanaście wipe’ów na Jin’rokhu i wątpię żebym przed wyjściem 5.4 zobaczył coś więcej – w związku z pracą na wyjeździe od ponad miesiąca nie gram i taki stan utrzyma się jeszcze przez dwa tygodnie.

Throne of Thunder

Historia wokół ToT i wprowadzenie do rajdu są interesujące i ogólnie udane. Wyspa, na której się znajduje i która służy za quest hub też wypada bardzo dobrze. Wizualnie jest świetnie – ogromna instancja (jeśli dobrze pamiętam to największa ze wszystkich do tej pory) z architekturą cieszącą oko. Bossowie wyróżniający się pod względem graficznym to na pewno Jin’rokh i Lei Shen z tymi wszystkimi błyskawicami. Najfajniejszymi elementami wyglądu tego drugiego są bateria na klatce piersiowej ala Iron Man i elektryczny bicz. Twierdza Thunder Kinga to również siedziba czołówki najbardziej upierdliwego trashu w WoWie. O ile problemy z mobami przed Dark Animusem to tylko wina nieogarnięcia naszego składu rajdowego, to potworki przed Ji-Kunem doprowadzają mnie każdorazowo do szewskiej pasji.

Tyle uwag ogólnych, teraz do sedna, czyli samych potyczek.

  • Jin’rokh the Breaker – elektryczny Hulk. Standardowy początkowy boss w rajdzie nie wyróżniający się niczym poza wspomnianą wizualizacją.
  • Horridon – lekko przerośnięty dinozaur zakuty w zbroję dla lepszej efektywności. Typowa „Add fight”, gdzie kontrola nad kolejno wysypującymi się mobkami jest kluczowa. Również nic szczególnie nowego, ale też nie nudnego.
  • Council of Elders – sporo się dzieje, trzeba uważać gdzie stoimy i pilnować kogo w danej chwili DPSować. Może trochę szkoda, że przy taktyce „nuke Sula” i posiadaniu dobrego DPSu walka staje się sporo prostsza.
  • Tortos – w związku z tym, że zawsze na tej walce kopię żółwie (i czasami mi nie wychodzi) nie przepadam za tym pojedynkiem. Niby pełnię ważną rolę, ale na Recouncie słabo to później wygląda. Co prawda nie mam nic przeciwko specjalnym zadaniom i rzadko otwieram wspomniany addon, ale zawsze gdzieś z tyłu głowy kołacze się myśl, że mam za duże rezerwy i mógłbym wypaść lepiej (albo być bardziej skoncentrowanym i nie kopać jak Sergio Ramos.
  • Megaera – jedna z nudniejszych walk i jednocześnie sprawiająca naszej gildii najwięcej problemów (jesteśmy z tego znani). Zbyt dużo powtarzania w kółko tego samego bez większych urozmaiceń.
  • Ji-Kun – przyjemna walka, tak jak więkość tych, gdzie trzeba podzielić rajd na dwa lub więcej zespołów.
  • Durumu the Forgotten – druga najlepsza walka instancji. Wymagana spora spostrzegawczość przed fazą Light Spectrum oraz umiejętne poruszanie się postacią w fazie labiryntu przy jednoczesnym DPSowaniu/leczeniu. „Do you see what I did there” – bezcenne.
  • Primordius – daleki krewny Golluma i jeszcze bardziej ekstremalny przykład jak można ułatwić sobie walkę posiadając wystarczający DPS i jednocześnie spowodować, że pojedynek będzie bardziej interesujący na LFR. Przeoczenie Blizzarda albo mieliśmy jako gildia tak dobry sprzęt, że udało nam się pominąć całą mechanikę już przy pierwszym podejściu.
  • Dark Animus – może być, ale raczej zaniża średnią.
  • Iron Qon – trzecia najlepsza walka. Tak jak w przypadku Durumu wymagany spory poziom indywidualnych umiejętności i orientacji w terenie.
  • Twin Consorts – rozczarowanie, spodziewałem się dużo więcej po przedostatnim bossie rajdu.
  • Lei Shen – ostatni boss, najlepsza walka instancji, czyli wszystko tak, jak być powinno. Trochę żałuję, że nie zdążę zmierzyć się z nim w wersji Heroic. Jedyna rzecz, do której mogę się przyczepić to to, że zabrakło czegoś, co sprawiłoby, że zapamiętalibyśmy Thunder Kinga na dłużej. Historię znamy co prawda z questów i świetnego trailera do patcha 5.2, ale brak chociażby jakiegoś fajnego cytatu. Na pewno brakuje też więcej osobowości i może trochę lepszego przedstawienia jego motywacji. Szkoda, że tak ciekawa postać wydaje się skazana na bycie jednym z wielu.

LFR trochę popsuł moje doświadczenia w Throne of Thunder, ale nie zaszkodziło mu to zbytnio w byciu jednym z najlepszych rajdów jakie do tej pory się ukazały.

EverQuest Next

W miniony weekend podczas SOE Live odbyła się pierwsza prezentacja „EverQuest Next”. Będzie to MMORPG, następca kultowego w niektórych kręgach „EverQuesta”, w którego zagrywała się chociażby spora grupa developerów z Blizzarda, oraz po którym „World of Warcraft” odziedzicył sporo elementów. Moje pierwsze wrażenia po zapoznaniu się z kilkoma materiałami dotyczącymi gry najlepiej podsumuje ten oto gif: mozg_rozjebany W porządku, teraz już nieco ochłonąłem, biorę pod uwagę, że to tylko zapowiedź i mogę spojrzeć na wszystko z lekkim dystansem.

W Sieci wiadomości jest już mnóstwo, więc jest co czytać i oglądać. Mi tradycyjnie wystarcza gamebreaker.tv, ale polecam też oficjalny kanał EQN na youtube, gdzie można obejrzeć całą prezentację.

Dwie rzeczy, które wzbudziły mój największy zachwyt (i które zaliczają się do czterech (albo pięciu), jak to ujmują developerzy, Świętych Graali) to (Prawie) Permanentna Zmiana i Zniszczalność. Otóż cała gra zbudowana jest z voxeli albo wokseli jak kto woli. Nie będę zagłębiał się w techniczne szczegóły – wystarczy, że wiem jakie są tego skutki. Użycie takiej technologii implikuje, że *wszystko* w grze można zniszczyć, zmienić czy w jakiś sposób wpłynąć. Można też budować, ale o tym później. Co więcej – zmiana czy zniszczenie utrzyma się przez bliżej nieokreślony czas (bo raczej nie na zawsze, gdzieś też wyczytałem, że będą resety). Również zjawiska naturalne czy kataklizmy typu trzęsięnia ziemi będą zmieniać świat i odkrywać kolejne tereny do eksploracji. Oblężenia miast i fortec, niszczenie budynków, przekształcanie terenu, dokopywanie się do podziemi, gdzie są całe kolejne warstwy terytoriów do zwiedzania – hulaj dusza – piekła nie ma. W teorii brzmi to genialnie. Nie wiem jak w innych MMO, ale odnosząc się do WoWa to jak gdyby kolejny etap po tamtejszym Phasingu, który moim zdaniem nadal nie jest wykorzystywany w pełni, ale który ma też swoje ograniczenia i konsekwencje. Jeśli sie nie mylę, to taka skala wpływu na otaczający świat nie istniała do tej pory w żadnej grze MMO. Głównie z tego powodu z dużą ciekawością będę się przyglądał nowemu EverQuestowi.

Świat to jedno, fabuła drugie. Oczywiście jak przy każdej grze z gatunku, która pojawiła się w ostatnim czasie, również tutaj mamy slogan „unikalnej historii postaci”. W połączeniu z powyższymi rewolucjami oznacza to raj dla eksploratorów, ale jeśli zabraknie ciekawej treści, to będzie duży minus, przynajmniej dla mnie. Może niech SOE poczeka na premierę trzeciego „Wiedźmina”, żeby wziąć przykład z najlepszych jak połączyć otwarty świat z ciekawą intrygą ;-)

Kolejny Święty Graal to Aktywna Sztuczna Inteligencja (Emergent AI, po co zacząłem bawić się w tłumaczenie?). To w drugiej kolejności element, który pobudza wyobraźnię. W EQN wrogie postacie (chociaż mam nadzieję, że nie tylko one) mają mieć swoje motywacje i zachowywać się nieprzewidywalnie – powiew świeżości i ogromne pole manewru jeśli chodzi o interakcję.

Multiklasowość i rozwój postaci. Nie będzie poziomów – na początku wybieramy jedną z ośmiu klas i poprzez questy, eksplorację i co tam jeszcze się pojawi poznajemy kolejne trzydzieści dwie, zdobywając przy okazji nowe umiejętności. Przypomniało mi to „Rifta”, w którego chwilę grałem, ale podobno lepszym przykładem jest „The Secret World”. Tutaj już rewolucji nie ma.

Wcześniej wspomniałem o budowaniu. Nie wiadomo jak będzie to wyglądać w finalnej wersji (chyba, że coś przeoczyłem), ale oprócz gry „właściwej”, jeszcze pod koniec tego roku ma ukazać się „EverQuest Next Landmark”, który będzie edytorem i w zasadzie drugą grą, bo jeśli dobrze rozumiem, ma być dostępny dla wielu graczy jednocześnie. Dostępne będą tam te same narzędzia, których używają twórcy, każdy z graczy będzie posiadał własny kawałek ziemi i będzie mógł tworzyć co mu się żywnie podoba, a najlepsze budowle znajdą się później w EQN. Tylko właśnie – do czego będzie służył „Landmark” po premierze gry? Przed będzie dobrym sposobem na outsourcing, a później?

Kilka końcowych spostrzeżeń z materiałów video. Styl zalatujący kreskówką, który tak jak w przypadku WoWa (i nie tylko) zapewni, że grafika będzie się dobrze starzeć. Radzę jednak poprawić wygląd rasy „lwiopodobnej” (nie znam EverQuesta), bo na chwilę obecną jest zbyt przytulankowy. Mimika twarzy fajna. Walka i efekty z nią związane wyglądają super.

Co sądzicie? Tym razem naprawdę mamy do czynienia z czymś nowym, może nawet przełomem jeśli chodzi o MMORPG. EQN ma inne fundamenty i chce wprowadzić sporo świeżości, rzucając się jednocześnie na głęboką wodę.