[WoW] Throne of Thunder

Siege of Orgrimmar zbliża się wielkimi krokami, więc czas najwyższy podsumować Throne of Thunder. Na Normal udało mi się ten rajd ukończyć, a na Heroic zaliczyłem kilkanaście wipe’ów na Jin’rokhu i wątpię żebym przed wyjściem 5.4 zobaczył coś więcej – w związku z pracą na wyjeździe od ponad miesiąca nie gram i taki stan utrzyma się jeszcze przez dwa tygodnie.

Throne of Thunder

Historia wokół ToT i wprowadzenie do rajdu są interesujące i ogólnie udane. Wyspa, na której się znajduje i która służy za quest hub też wypada bardzo dobrze. Wizualnie jest świetnie – ogromna instancja (jeśli dobrze pamiętam to największa ze wszystkich do tej pory) z architekturą cieszącą oko. Bossowie wyróżniający się pod względem graficznym to na pewno Jin’rokh i Lei Shen z tymi wszystkimi błyskawicami. Najfajniejszymi elementami wyglądu tego drugiego są bateria na klatce piersiowej ala Iron Man i elektryczny bicz. Twierdza Thunder Kinga to również siedziba czołówki najbardziej upierdliwego trashu w WoWie. O ile problemy z mobami przed Dark Animusem to tylko wina nieogarnięcia naszego składu rajdowego, to potworki przed Ji-Kunem doprowadzają mnie każdorazowo do szewskiej pasji.

Tyle uwag ogólnych, teraz do sedna, czyli samych potyczek.

  • Jin’rokh the Breaker – elektryczny Hulk. Standardowy początkowy boss w rajdzie nie wyróżniający się niczym poza wspomnianą wizualizacją.
  • Horridon – lekko przerośnięty dinozaur zakuty w zbroję dla lepszej efektywności. Typowa „Add fight”, gdzie kontrola nad kolejno wysypującymi się mobkami jest kluczowa. Również nic szczególnie nowego, ale też nie nudnego.
  • Council of Elders – sporo się dzieje, trzeba uważać gdzie stoimy i pilnować kogo w danej chwili DPSować. Może trochę szkoda, że przy taktyce „nuke Sula” i posiadaniu dobrego DPSu walka staje się sporo prostsza.
  • Tortos – w związku z tym, że zawsze na tej walce kopię żółwie (i czasami mi nie wychodzi) nie przepadam za tym pojedynkiem. Niby pełnię ważną rolę, ale na Recouncie słabo to później wygląda. Co prawda nie mam nic przeciwko specjalnym zadaniom i rzadko otwieram wspomniany addon, ale zawsze gdzieś z tyłu głowy kołacze się myśl, że mam za duże rezerwy i mógłbym wypaść lepiej (albo być bardziej skoncentrowanym i nie kopać jak Sergio Ramos.
  • Megaera – jedna z nudniejszych walk i jednocześnie sprawiająca naszej gildii najwięcej problemów (jesteśmy z tego znani). Zbyt dużo powtarzania w kółko tego samego bez większych urozmaiceń.
  • Ji-Kun – przyjemna walka, tak jak więkość tych, gdzie trzeba podzielić rajd na dwa lub więcej zespołów.
  • Durumu the Forgotten – druga najlepsza walka instancji. Wymagana spora spostrzegawczość przed fazą Light Spectrum oraz umiejętne poruszanie się postacią w fazie labiryntu przy jednoczesnym DPSowaniu/leczeniu. „Do you see what I did there” – bezcenne.
  • Primordius – daleki krewny Golluma i jeszcze bardziej ekstremalny przykład jak można ułatwić sobie walkę posiadając wystarczający DPS i jednocześnie spowodować, że pojedynek będzie bardziej interesujący na LFR. Przeoczenie Blizzarda albo mieliśmy jako gildia tak dobry sprzęt, że udało nam się pominąć całą mechanikę już przy pierwszym podejściu.
  • Dark Animus – może być, ale raczej zaniża średnią.
  • Iron Qon – trzecia najlepsza walka. Tak jak w przypadku Durumu wymagany spory poziom indywidualnych umiejętności i orientacji w terenie.
  • Twin Consorts – rozczarowanie, spodziewałem się dużo więcej po przedostatnim bossie rajdu.
  • Lei Shen – ostatni boss, najlepsza walka instancji, czyli wszystko tak, jak być powinno. Trochę żałuję, że nie zdążę zmierzyć się z nim w wersji Heroic. Jedyna rzecz, do której mogę się przyczepić to to, że zabrakło czegoś, co sprawiłoby, że zapamiętalibyśmy Thunder Kinga na dłużej. Historię znamy co prawda z questów i świetnego trailera do patcha 5.2, ale brak chociażby jakiegoś fajnego cytatu. Na pewno brakuje też więcej osobowości i może trochę lepszego przedstawienia jego motywacji. Szkoda, że tak ciekawa postać wydaje się skazana na bycie jednym z wielu.

LFR trochę popsuł moje doświadczenia w Throne of Thunder, ale nie zaszkodziło mu to zbytnio w byciu jednym z najlepszych rajdów jakie do tej pory się ukazały.

Jedna myśl nt. „[WoW] Throne of Thunder

  1. Mam rozterkę, prawdę mówiąc. Nie wiem, czy bardziej odwołać się do początków ToT-a, czy stanu obecnego. Jeśli to pierwsze, to pamiętasz zapewne, że ze dwa razy zdarzyło się nam na /w napisać, jaka to fajna instancja i fajne walki. Ale trochę czasu upłynęło i moje odczucia także nieco się zmieniły. Nie jakoś diametralnie, ale jednak zachwyt mocno się zmniejszył. Być może jest to związane zarówno z naszą sytuacją rajdową, jak i znużeniem LFR-ami, tego nie wykluczam.
    W każdym razie nie mam obecnie jakiejś swojej ulubionej walki, czegoś jak Alysrazor czy Lich Kinga, nawet pomijając wersje HC z oczywistych względów. Lubię, jak się dużo dzieje i chyba z tego powodu na dzień dzisiejszy najbardziej podoba mi się… Horridon. Czyli coś, co jest na samym początku i sporo osób za tym nie przepada. Wszystko pozostałe jakoś do mnie nie przemawia, nawet Lei Shen. Ta ostatnia potyczka i jej oczojebna otoczka razi mnie (dosłownie) i nie lubię samego konceptu. No a poza tym, na normalu boss pada i… nic, cisza. Żadnych NPC-ów, żadnych scenek, nic tworzącego atmosferę – rajderzy zrobili swoje i mogą pójść spać.
    Jedna rzecz, która moim zdaniem się broni, to wygląd instancji. Jest ładnie wykonana i ma klimat.
    Szkoda, że nie zrobimy już nic na HC. Często zmienia to odbiór poszczególnych walk i przez to także ogólne wrażenia. Ale cóż, gramy jak gramy (o ile w ogóle gramy).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *