Elysium (Elizjum)

Chyba zbyt pozytywnie się nastawiam i zbyt łatwo daję ponieść hype’owi. „Elysium” nie jest filmem złym, ale do „District 9” dużo mu brakuje, a najbardziej oryginalności. Pomimo świetnej strony wizualnej jest to kolejny obraz o walce z bardzo złym systemem, gdzie bogaci odseparowali się od gardzonego pospólstwa, które nadaje się tylko do pracy w fabryce i życiu w biedzie. Ważny temat, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, ale przydałoby się trochę mniej naiwności. Spodziewałem się czegoś ambitniejszego i może to był błąd. Jednak nawet przyjmując konwencję bohatersko-utopijną nie jest rewelacyjnie.
elysium Fabuła nie powala, postacie również. Matta Damon gra gościa, który zaczyna walkę z konieczności, by pod koniec ostatecznie przeobrazić się w szlachetnego bohatera. Jodie Foster wciela się w lodowatą i bezwzględną sukę. Sharlto Copley jest chorym psychicznie, narwanym żołnierzem (aczkolwiek słuchanie jego akcentu jest bardzo ciekawym doświadczeniem – Szkoci się chowają, polecam). Generalnie słabo, ale mimo tych wszystkich klisz nie ogląda się tego filmu źle. Ot, taki solidny rzemieślniczy wyrób nie starający się (za bardzo) udawać czegoś lepszego.

Przejdźmy do zalet. Zdjęcia i scenografia (w sporej części „scenografia”, bo wiadomo ile obecnie używa się efektów wygenerowanych przez komputer) cieszą oko. Brud i ubóstwo na Ziemi mocno kontrastują ze sterylnością Elysium. Dobrze, że film ma kategorię „R” – przemoc i naturalizm nie występują co prawda w zastraszających ilościach, ale gdyby obraz był ugrzeczniony, to wypadłby gorzej. Jak zwykle zwracam uwagę na wszelkiego rodzaju zabawki i sceny walk. W tym temacie też jest zadowalająco. Bronie są efektowne, a pojedynek ubranych z egzoszkielety Damona z Copleyem oglądało się przyjemnie. Nie odczuwałem przeładowania technologią – jest jej tyle, ile powinno być.

Podsumowując – można obejrzeć. Fabuła porywająca nie jest, ale widziałem dużo gorszych. Jest trochę klimatu z „District 9”, tylko że nie zaliczam tego do pozytywów – tak jak pisałem, liczyłem na oryginalny film SF, a nie kolejną kopię czegoś, co dobrze znam. Aktorzy dają radę, szkoda tylko, że mają stereotypowe postacie. Blomkamp swoim długometrażowym debiutem sprzed czterech lat rozpalił mój apetyt, a teraz zaaplikował dość brutalną dietę.

6/10 (muszę sobie dokładnie rozpisać skalę ocen, bo teraz zastanawiam się czy „Kick-Assowi” nie powinienem dać jednej noty wyżej)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *