Margin Call (Chciwość)

Jeden z tych kameralnych filmów ze śmiesznie niskim budżetem (jak na warunki Hollywood), w którym świetni aktorzy grają po znajomości albo żeby dla odmiany pokazać się w ambitniejszej produkcji. Albo z zupełnie innych przyczyn, a ja próbuję tylko zgrywać kogoś, kto wie dlaczego dany aktor zaangażował się akurat w ten, a nie inny projekt. margin_call Nominacja do Oskara za scenariusz oryginalny była w pełni zasłużona. Historia wciąga, dialogi są świetne, monologi genialne i nie przypominam sobie żeby jakaś scena była zbędna. Film porusza tematykę o której wiem dokładnie nic, ale robi to w sposób jaki lubię – parę skomplikowanych pojęć jest rzuconych, lecz bardziej wybija się kilka ogólnych refleksji o rynku kapitałowym oraz postawieni w bardzo trudnej sytuacji ludzie, którzy muszą zdecydować czy postąpić zgodnie z sumieniem, czy też w celu utrzymania firmy na powierzchni wcisnąć kit i jak najszybciej pozbyć się „trefnego” towaru. Oczywiście to typowa sytuacja bez wyjścia, ważą się losy przedsiębiorstwa, ale też kariery pracowników i ich, nie tylko zawodowa, przyszłość. Prowokuje to do potenjcalnie niekończącej się dyskusji o tym, czy postacie postępują jak należy.

Podczas seansu można odnieść wrażenie, że film broni ludzi, których działania bezpośrednio przyczyniły się do kryzysu. Aktorzy skutecznie to potęgują – ich postacie w większości wzbudzają sympatię. Dodatkowo Paul Bettany wygłasza tyradę na temat konsumpcjonizmu i życia ponad stan „normalnych ludzi”, która jest tak prawdziwa, że aż boli (pierwszy z genialnych monologów). Z jednej strony mamy więc sprowadzenie problemu do zaspokajania popytu i sprzedaży „za taką cenę, jaką klienci są skłonni zapłacić”, a z drugiej manipulacje, kłamstwa i ignorowanie długotrwałych skutków. Konkluzję stanowi wypowiedź Jeremy’ego Ironsa (monolog drugi). Nie chcę więcej spoilerować, bo mam wrażenie, że i tak zdradziłem z fabuły zbyt wiele, więc na tym zakończę. Ostatecznie to widzowi pozostaje trochę kwestii do rozpatrzenia, co jest kolejnym plusem.

Aktorzy są nie do przecenienia. Kevin Spacey jak zwykle pokazuje klasę, a wspomniani Irons i Bettany na przemian podkradają sceny. Podobnie Stanley Tucci, zwłaszcza przypowieścią o moście (monolog trzeci). Pozostali dobrze ich uzupełniają, ale parkiet zdecydowanie należy do tej czwórki. Tempo akcji jest wolne, ale daleko „Margin Call” do nudy i chociażby ze względu na wciąż aktualną tematykę warto ten film obejrzeć. 8/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *