[WoW] Patch 5.4: Siege of Orgrimmar – pierwsze wrażenia

Flexible Raid difficulty

W związku z perturbacjami przez jakie przechodzi obecnie moja gildia (po Realm Transferze, brakuje kilku osób), nie udało nam się pójść na Normal. Zostaliśmy jednak przygarnięci przez grupę z innego sojuszu i w 18 osób zobaczyliśmy czterech pierwszych bossów Siege of Orgrimmar oraz przy okazji przetestowaliśmy działanie Flexible Raid. Żadnych bugów i dziwnych zachowań nie stwierdzono – od strony funkcjonalności wszystko jest w porządku i widać tutaj typowe dla Blizzarda dopracowanie. siege-of-orgimmar-1920x1080 Pierwsza część rajdu odbywa się w (oraz pod) Vale of Eternal Blossoms. O ile teren na powierzchni, nawet po zniszczeniach jakich dokonał Garrosh, jest doskonale znany, to podziemia są nowym elementem i prezentują się bardzo dobrze. Są duże, więc sprawiają, tak dla mnie ważne, wrażenie przestrzeni (tak, znowu przytyk do instancji z jednym pomieszczeniem). Architektura też jest w porządku. Całość dobrze rokuje dla reszty Siege, gdzie także będzie mieszanka starych i nowych lokacji.

Przejdźmy do bossów. Immerseus jest typowym przedstawicielem pierwszej poważniejszej przeszkody na drodze – bez skomplikowanych mechanik i prosty w egzekucji. Numer dwa to The Fallen Protectors i o ile taktyka wydawała się skomplikowana, to w praktyce poszło nam dość łatwo. Co prawda gdzieś w połowie walki zginąłem i jeśli dobrze pamiętam na mojej śmierci się nie skończyło, to i tak trójka Pandarenów (a raczej ich duchów) padła bez większych problemów. Na Norushenie już się nieco pomęczyliśmy. Jedna z tych walk, gdzie jest wymagany jakiś poziom indywidualnych umiejętności i zgrania zespołu. Sha of Pride nie udało się nam pokonać – stopień wyżej w tych samych aspektach, o których pisałem w poprzednim zdaniu.

Podsumowując – ta próbka rajdu podoba mi się i bardzo się cieszę, że Flexible Raid okazał się doskonałym zamiennikiem dla LFR, gdzie moja noga więcej już nie postanie.

Timeless Isle

Nowa lokacja do eksploracji, siedziba dwóch World Bossów – łatwych Celestiali i trudniejszego Ordosa (żeby w ogóle z nim walczyć trzeba ukończyć quest na legendarny cloak), ciąg dalszy zadań od Wrathiona, dość intrygująca fabuła, w którą zamieszany jest Bronze Dragonflight i kilka pomniejszych atrakcji, które ładnie dopełniają całość. Usłyszełem wiele ochów i achów na temat tego miejsca od ludzi grających na PTRze, co sprawiło, że podchodziłem z dystansem, ale faktycznie jest to bardzo udany pomysł. Pomijając dzikie tłumy (wiadomo, dzień patcha) i wyścigi do co rusz się pojawiających rzadkich bestii. W najbliższych tygodniach będzie to też raj dla fanów PvP – takiego nagromadzenia ludzi nie ma nawet na największych Battlegroundach. timeless_isle

Proving Grounds

Jest to ciąg wyzwań dla pojedynczego gracza, obojętnie jaką gra klasą i specjalizacją. Zadania dzielą się na Bronze, Silver, Gold i Endless, przy czym nieskończoność tego ostatniego trwa, jeśli się nie mylę, dokładnie pół godziny ;-) Jak wynika z nazw trudność jest stopniowana, WoWProgress wprowadził już nawet ranking dla najwyższego poziomu.

Moje doświadczenie było bardzo krótkie – robiłem kolejny etap legendarnego questa i musiałem się udać do Temple of the White Tiger, więc przy okazji zobaczyłem jak wygląda poziom Bronze. Jest on jednak na tyle łatwy, że absolutnie nie będę po nim osądzał całości.

Wspomnę jeszcze tylko, że są już pierwsze gildie, które ukończyły cały nowy rajd. Siłą rzeczy od razu wypłynęły informacje o nowym Warchiefie Hordy oraz końcowe filmiki. Nie powstrzymałem się od spoilerów, ale dam Wam trochę czasu i powiedzmy za tydzień napiszę kilka słów co sądzę o epilogu Mists of Pandaria. Może gdzieś po drodze uda mi się jeszcze wtrącić temat legendarnego przedmiotu tego dodatku, ale nic nie obiecuję, bo już od jakiegoś czasu nie mogę się zebrać do tego wpisu.

10 myśli nt. „[WoW] Patch 5.4: Siege of Orgrimmar – pierwsze wrażenia

  1. A ja się znudziłem po pierwszym dniu. Szybko (za szybko i za łatwo) dokończyłem „legendarnego” cloaka i ubiłem Ordosa (to akurat było iście epickie, ale głównie z powodu buga – na 55mln był enrage i nas zabił, ale boss nie zniknął, więc przez jakieś pół godziny biegaliśmy, resurrect, 1 cios i cmentarz itd. Już nawet Horda się wkurzyła, że to tak długo i niektórzy nam pomagali, za co szacun, bo to były niezłe koszta napraw). Do tego quest żywieniowy w większej części i matsy z 1-dniowym cooldownem robię (choć nie wiem po co) dla inżyniera/kowala.
    To wczoraj. Dziś się zalogowałem i po paru mobach czy skrzynkach doszedłem do wniosku, że mi się nie chce i w sumie nie mam po co tego farmić. Dla smoka, który mi się nie podoba? Dla jakichś petów, których i tak nie leveluję? Dla gearu, który zaraz będzie lepszy na LFR? A zresztą, i tak nie ma dla kogo, bo nie ma normalnych rajdów, a na te Flexy/LFR przynajmniej mój gear jest wystarczający.
    Więc się nudzę. Może alty? Może dla nich zbierać gear? Ale i tak z nich prawie nie korzystam, ot tylko żeby porobić coś nowego.
    Tak, wygląda na to, że to chyba nie problem Blizza i jego koncepcji, a mój. Część rzeczy mi wybitnie zobojętniała, a ta część, która mnie interesuje, jest u nas od długiego czasu w rozsypce. Długiego, bo mam na myśli nie tylko czas po przenosinach. Kilka miesięcy gildiowego tumiwisizmu spowodowało, że i ja mam powoli dość tych pikseli i (części) tych ludzi. Chętnie bym sobie poczytał taktyki, pooglądał filmy, jak to było do tej pory, ale zwyczajnie nie widzę powodu. Lizanie bossów przez szybę LFR/Flexa nie wymaga jakichś większych przemyśleń, niezależnie od tego, czy się tam padnie czy nie.

    Do tego te stada pvp… Jak na skalę przewagi Hordy nad Ally jest w miarę znośnie, ale już zauważam, że coraz więcej jest grup skupionych na gankowaniu. I pewnie z czasem to się rozrośnie. Jak wiadomo ja w pvp nie gram w ogóle, nie mam ani gearu na to ani (przede wszystkim) skilla, talentów też nie mam zamiaru zmieniać pod pvp, więc jestem łatwym celem. W sumie mnie to nie wzrusza, trochę więcej czasu na cmentarzu i tyle. Ale kiedy jest się skupionym na pve, to zwyczajnie irytuje jak brzęczący komar. Piszę o tym, bo na wyspie jest to bardziej odczuwalne. I nie, nie żałuję przenosin, to tzw. mniejsze zło, po prostu trudno było o inną alternatywę niż pvp BL.

    Tak czy inaczej moje odczucia są ledwo letnie, podobnie jak pora roku. Z pozytywów: ciekawe filmy z położenia Garrosha. Ale czekam na Twój wpis. Podobnie zresztą na ten o legendarce, bo zdaje się, że się nie zgadzamy.

    PS. Sorry za długość tego posta i jego cierpiętniczy ton, taki mam nastrój.

    • Gray, Ty potrzebujesz najzwyczajniej w świecie przerwy. Tak z miesiąc. Porób coś innego, nabierz dystansu i dobrze się zastanów co w WoWie sprawia Ci największą radość, i czy nadal chcesz grać. Jeśli tak, to w jakim stopniu. Z Twoich komentarzy wyraźnie widać, że Warcraft przestał Cię bawić, więc albo trzeba powiedzieć dość, albo przedefiniować podejście. Zmiany gildii nie wyłączając. Oczywiście to tylko moje zdanie.

  2. Nie doczytałeś, Narin. Wyraźnie piszę, co sprawia mi frajdę. A co do przerwy, to sorry, ale właśnie ją mamy de facto ładnych kilka miesięcy. Zresztą odczucia co do wyspy są mocno podzielone, jak da się przeczytać choćby na MMO, więc jakimś wyjątkiem nie jestem. A to dopiero dzień drugi… Ale mniejsza, to Twój blog, a nie moje jakieś dyrdymały.
    Aha – Jaina. Bardzo, ale to bardzo podobała mi się jej sugestia… Wiadomo, to gra oparta na konflikcie dwóch frakcji (plus oczywiście pewne „dodatki” jak choćby Burning Legion), więc nie ma takiej możliwości by aż tak dramatycznie akcja się potoczyła (choć zagłada Theramore i sporej grupy ważnych Aliantów nie sprawiła Blizzowi żadnych problemów), ale nawet taki nikły cień odwetu sprawił mi radość. Tak, rzeź przywódców Hordy w Orgrimmar byłaby słodkim widokiem… OK, wróćmy na Azeroth.
    Już teraz snuje się hipotezy, że to właśnie Jaina będzie odpowiednikiem Sylvanas i być może skończy jako boss rajdowy. Cóż, będą musili stworzyć naprawdę przekonującą bajeczkę, by mnie przekonać do jej zabicia. Chyba prędzej zrobię sobie przerwę w grze niż pójdę na coś takiego :-) Tak, wiem, nie mam dystansu.

  3. Czytałeś artykuł Rossiego na WoW Insider „Delenda est Orgrimmar”? Ładnie włożył kij w mrowisko. Tak sobie czytam tamte komentarze (a jest co czytać) i póki co chyba umyka im jedno: wyraźne nawiązanie do Kartaginy. Ludzie starają się m.in. tłumaczyć, że lepiej, by Orkowie się ucywilizowali (cokolwiek to znaczy) łagodnie, że trzeba na to czasu, że zrównanie z ziemią Orgrimmar i wypędzenie/zabicie Orków jest niehumanitarne, niecelowe i w ogóle be itd. Tymczasem, jeśli odnieść się do wojen punickich i konkretnego przykładu Kartaginy, to Rzymianie rzeczywiście (a nie w grze) przynieśli jej całkowitą zagładę i… dobrze na tym wyszli – Kartagina została złamana i przestała być zagrożeniem dla interesów Rzymu. Nie oceniam tu, czy to dobrze czy źle, czy dobrze jest burzyć i palić i mordować – to po prostu fakt z historii. I w tym kontekście moim zdaniem podtekst tego artykułu jest oczywisty: jeśli patrzeć z punktu widzenia Alliance, Orgrimmar – podobnie jak Kartaginę – należało zniszczyć, a Orków wymordować i rozproszyć (w tej kolejności). Tyle co do odniesień historycznych.
    Są jednak pewne „ale”. Po pierwsze, to jest gra i zagłada jednej ze stron konfliktu (a nawet tylko jakieś mocne zachwianie równowagi) po prostu nie wchodzi w rachubę.
    Po drugie, i z tym poniekąd związane: w tle majaczy Burning Legion, wspólny wróg zwaśnionych stron, co ciągle przypomina Wrathion. Jest kwestią oceny, czy samo Alliance (wolne od zagrożenia ze strony Orków) mogłoby sobie poradzić z Legionem, czy też Orkowie są cenniejszym żywym sprzymierzeńcem niż martwym wrogiem. Gra nie ma wyjścia, jeśli chce istnieć i zarabiać, to musi zadowalać (mniej lub bardziej) obie frakcje, więc wątek walki z Burning Legion ma z pewnością priorytet i tak będzie dłuższy czas jeszcze. Natomiast jako „ćwiczenie intelektualno-historyczne” odpowiedź na niezadane pytanie z tytułu tamtego artykułu może być twierdząca: tak, Orgrimmar należy zburzyć, zaorać i posolić.

    • Przeczytałem. Wszedłeś na dość śliski teren. Co do WoWa, to nadal mam w planach wpis o epilogu SoO i Warchiefie, więc zostawię na razie ten temat. Jednak co do faktów historycznych – po pierwsze Rossi pod artykułem odnosi się do satyry, która jednocześnie była ciekawym eksperymentem: http://en.wikipedia.org/wiki/A_Modest_Proposal. Po drugie – łatwo uniknąć oceny i przejść do korzyści jakie Rzymianom przyniosło zniszczenie Kartaginy i zagłada całego narodu. Osobiście nie uważam ludobójstwa za najlepsze rozwiązanie jakiegokolwiek konfliktu zbrojnego, więc moja odpowiedź brzmi: nie, Orgrimmaru nie należy zniszczyć.

      • lol No toś pojechał, Narin. Ależ wiem, że to śliski temat. I czytałem dzisiejsze tłumaczenie Rossiego. Tyle że to na przykład historii nie zmieni. Mam też nadzieję, że nie muszę się tłumaczyć z zapędów orkobójczych, bo jeśli tak, to proszę wytłumacz się z tego, że ciągle zabijasz nie tylko smoki i bazyliszki, ale i właśnie orków, trolle, pandy czy – o zgrozo – ludzi. Ile tego było? Tysiąc? Kilka tysięcy? Milion? Sumienie Cię nie rusza? No właśnie. Przenoszenie tego typu zachowań z gry jest jeszcze bardziej śliskim zajęciem.
        To, że mogę sobie swobodnie rozprawiać na temat zagłady orków w kontekście losów Kartaginy nie znaczy jeszcze, że mam na rękach krew Fenicjan i sprzedałem irlandzkie dzieci angielskim dżentelmenom. Mam nadzieję, że to dosyć oczywiste rozróżnienie. Sugerujesz zrównanie jednego (unicestwienia Orków w grze) z drugim (zagłada Kartaginy), co jest całkiem niezłym nadużyciem.
        Z pokrewnej beczki. Zapewne oglądałeś „Dzień Niepodległości”? Mniejsza o oceny tego jako filmu, ale ciekawe, czy też tak się oburzyłeś, kiedy doszło do zagłady gigantycznego statku „miłującej pokój” rasy obcych? A może tam byli „cywile” i też popełniono ludo… tfu – obcobójstwo? :D I cała masa podobnych przykładów. Sorry, ale Twoje święte oburzenie na propozycję zagłady orków tłumaczone względami humanitarnymi jest zabawne, bo to mieszanie dwóch światów. Jeszcze chwila, a zaczniesz grzmieć jak ci z mediów, polujący na graczy jako zwyrodnialców :D
        No a na koniec: to, że Ty uważasz, że to nie jest „najlepsze rozwiązanie jakiegokolwiek konfliktu zbrojnego”, nie znaczy, że tak się nie zdarzało i że nie przynosiło korzyści agresorom. Smutne, ale w rzeczywistości tak bywało i rzeźników nie spotykała kara boża czy wiedźmińska.
        Rozumiem Twoje podejście i je podzielam… ale nie w grze. Szczególnie kiedy nie muszę realnie decydować o linii fabularnej. Gdybym musiał, cóż, pewnie tak swobodnie bym o tym nie rozprawiał ;-)
        A skoro o orkach. Nie wiem, jak tam oni żyli na Draenorze, bo chyba w ogóle jakoś tym nie wiadomo zbyt wiele. Natomiast obecnie są tylko i wyłącznie napompowanymi adrenaliną zielonymi oprychami. I tym się szczycą. Orkowie w wydaniu Blizzarda nie zasługują na litość i nawet tego nie oczekują, bo sami najchetniej by wyrżnęli cały świat, który się im sprzeciwia. Jedyne, co ich powstrzymuje, to co najmniej równa im siła. Pokojowa koegzystencja dla nich stan tymczasowy, a nie coś pożądanego. Chyba że na ich warunkach. Tak stworzył ich Blizzard, takiego orka mają przed siedzibą i takich orków bym uraczył rozwiązaniem kartagińskim.

      • Problem w tym, że w swoim pierwszym komentarzu też wymieszałeś dwa światy. Wystarczyło postawić *wyraźną* granicę. Ewentualnie jestem zbyt głupi by wychwycić takie niuanse. W zasadzie to już wyszedłem na idiotę, więc nie chce mi się nawet pisać o moich poglądach zarówno IRL jak i w grze.

      • Znaczy jaką granicę? Miałbym napisać, że w realu to ja bym Kartagińczyków nie wybił i miasta bym nie zburzył? Może mam jeszcze napisać, że Powstania Warszawskiego też bym nie stłumił? :D Zakładam, że o aż takie skłonności mnie nie podejrzewasz :P

      • :D Znalazłem coś :D
        „By eliminating the deathclaws of Vault 13 you banished yet another species to the realms of extinction, proving, once again, that genocide is a viable solution to any problem…”

  4. O rany. Za każdym razem jak się zbieram żeby coś napisać w tym temacie, to jeden albo drugi coś napisze i potem zbieram myśli do tego, żeby ponownie uświadczyć kolejną ścianę tekstu :P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *