GSM #16: Jakub Husak – Inside (Inside)


„Inside” to produkcja z kraju nad Wisłą. Była to gra logiczna, w której sterowaliśmy małym pojazdem latającym po… wnętrzu komputera Atari i broniliśmy go przed wirusem. Pamiętam, że rozgrywka mnie przerastała i każdorazowo po kilku minutach włączałem jakąś standardową rąbankę. Muzyka jednak podobała mi się zawsze.

Jakub Husak jest żywą legendą polskiej sceny Atari. Nie jestem odosobniony w opinii, że nie tylko polskiej – jego utwory trzymają bardzo wysoki poziom i zaliczam je do moich ulubionych, tuż obok wspominanych kompozycji Gilmore’a i Hubbarda. W tym wywiadzie można przeczytać jak zaczęła się jego przygoda z Atari, tworzeniem muzyki i nie tylko. Kawałek historii rodzimej demosceny i kto wie czy nie rozwoju rynku komputerowego w naszym kraju w ogóle – w końcu to ci ludzie, z reguły będący samoukami, jeździli po tych wszystkich giełdach, organizowali pierwsze zloty użytkowników 8-bitowców oraz, co najważniejsze, sami tworzyli gry i dema.

FSF #15: Ramin Djawadi feat. Tom Morello – Pacific Rim (Pacific Rim)


O „Pacific Rim” na pewno jeszcze wspomnę w filmowym podsumowaniu kończącego się właśnie roku. W międzyczasie, po trudach przy wigilijnym stole, warto zaaplikować sobie trochę energii w postaci muzycznej. Przy okazji można też przybliżyć sobie twórczość Ramina Djawadi (Djawadiego?), bo to nie jedyna jego ścieżka dźwiękowa, która jest godna uwagi.

GSM #15: Kyle Gabler – The City (Little Inferno)


W tego „indyka” również nie grałem, ale soundtrack był (i nadal jest) za darmo, więc dlaczego by nie posłuchać? Płyta jest króciutka, raptem 23 minuty, ale bardzo przyjemna i trafiająca w klimat tej pory roku.

Dzisiaj zrobiłem sobie prezent znajdując zbiór ponad 4600 utworów i dziwnych dźwięków z Atari oraz odtwarzacz z konwerterem do formatu .wav. Zgadliście, niedługo znów wrócimy do 8-bitowców.

Wesołych Świąt :-)

FSF #14: The Dwarf Cast – Misty Mountains (The Hobbit: An Unexpected Journey)


Za tydzień (dwa tygodnie po reszcie cywilizowanego świata) premiera drugiego „Hobbita”, więc wybór utworu na dziś nie powinien nikogo zaskoczyć. Dla porządku trzeba napisać, że muzykę do tej piosenki skomponowali David Donaldson, David Long, Steve Roche i Janet Roddick, a zaśpiewał Richard Armitage i jego dwunastu kompanów. „Misty Mountains” przewija się tu i ówdzie na całym soundtracku i stanowi najjaśniejszy jego punkt. Również w folkowym wydaniu Neila Finna. Trochę szkoda, że krasnoludy nie nagrały jakiejś dłuższej wersji, bo chyba nie tylko mnie się wydaje, że urwali za szybko, prawda?

„I see fire” promujące „Desolation of Smaug” ma jednak dużo większe szanse na stanie się przebojem (zasłużenie zresztą – też jest znakomitym kawałkiem). Bardziej popowy od wersji Finna, melodia wpadająca w ucho i świetny głos Sheerana równa się sprawdzonej recepcie na pierwsze miejsca list przebojów (o ile ktoś je jeszcze śledzi).

GSM #14: bignic – Modern (Zombies)


Powyższy utwór wpadł mi w ucho dzięki Mike’owi B podrygującemu w jego rytm mechem z Hawkena. Zombies to gra indie stworzona przez gościa kryjącego się pod pseudonimem bignic, który jak widać napisał do niej również ścieżkę dźwiękową (oraz dużo innej, także świetnej, muzyki – gorąco polecam. W ogóle rekomenduję bandcamp.com – kopalnia nagrań, a wszystkiego można posłuchać za darmo bezpośrednio ze strony.) Nie grałem w nią i raczej nie zagram, bo to nie moje klimaty. Aczkolwiek komuś pracującemu w biurze czy innej korporacji, któremu tematyka Dilberta nie jest obca, zarys fabularny powinien się spodobać – główny bohater, Dude (a jakże), odkrywa, że wszyscy jego współpracownicy zamienili się w żywe trupy. Nie pozostaje mu więc nic innego jak uporać się z tym problemem przy pomocy tradycyjnych narzędzi wykorzystywanych w takich wypadkach. TL,DR: zaczyna się krwawa jatka.

Soundtrack jest absolutnie genialny i z miejsca przywodzi na myśl ośmiobitowce. Korzysta jednocześnie z nowoczesnej elektroniki dzięki czemu może się on spodobać nawet komuś, komu nigdy takie retro brzmienia nie przypadły do gustu. Idealny początek na wkręcenie się w muzykę rodem z Atari/Commodore/Amigi. Zachęcam do przesłuchania całości i dalszą eksplorację dyskografii bignica – warto.

FSF #13: Hans Zimmer & Lisa Gerrard – The battle (Gladiator)


„If you find yourself alone, riding in the green fields with the sun on your face, do not be troubled. For you are in Elysium, and you’re already dead!”

Russell Crowe u szczytu sławy, na którym utrzymał się jeszcze przez kilka kolejnych lat. Jest to oczywiście miara „celebrycka”, bo aktorem nadal jest świetnym. Za „Gladiatora” dostał Oskara, którego moim zdaniem powinien był dostać już rok wcześniej za „The Insider”, no ale przyszło mu konkurować z Kevinem Spacey i „American Beauty”. To jest właśnie duży minus – bardzo często się zdarza, że powinien być więcej niż jeden laureat tej nagrody. Dlatego o wiele większą wagę przywiązuję do samych nominacji.

Scena bitwy z Germanami nadal robi wrażenie, sam film też nie zestarzał się ani trochę. Zimmer zaczyna nam dominować w FSF, no ale co począć kiedy spod jego ręki wychodzą takie kawałki.

[WoW] Odejście Ghostcrawlera

„Skończyła się pewna epoka…”

Wielbiciel ginu, długich spacerów po plaży i nerfienia paladynów. Greg „Ghostcrawler” Street spędził w Blizzardzie prawie 6 lat i nie ma się czego wstydzić. Jeśli chodzi o balans klas, to od jakiegoś już czasu utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. Oprócz tego podczas jego bytności wprowadzono wiele innych systemów i nowych funkcji, które w ostatecznym rozrachunku wyszły grze na dobre. Nie zawsze się zgadzałem i nadal nie zgadzam z niektórymi z nich (LFR), a część nie było/jest do końca udanych, ale jednego nie można Ghostcrawlerowi odmówić – jego aktywność na forum, a później na twitterze to kopalnia wiedzy na temat procesów twórczych zachodzących w Zamieci oraz ogólne spojrzenie na projektowanie gier. Trzeba pamiętać, że wszystkie nowości na przestrzeni ostatnich lat to nie wymysł jednego człowieka, ale całego zespołu. Street co najmniej kilka razy to podkreślał. Mimo całego internetowego hejtu, który często na niego spadał, brał wszystko na klatę i cierpliwie tłumaczył jaka filozofia im przyświecała oraz jakimi powodami się kierowali. Nie było i chyba nadal nie ma twórcy gier tak otwartego na graczy.

Lore napisał świetnego pożegnalnego posta. Ja potwierdzę tylko, że doktor oceanografii zrobił wiele dobrego dla całej WoWowej społeczności i nie tylko, oraz że widać było podczas wywiadów czy Blizzconów, że ma pasję i mu zależy. Życzę mu powodzenia gdziekolwiek się teraz uda.

No Man’s Sky


Wspomniane w poprzedniej notce VGX przyniosły zapowiedź nowej, intrygującej gry. No Man’s Sky jest tworzone przez cztery osoby ze studia Hello Games, a jej najważniejszą cechą ma być proceduralne generowanie świata (czyli z grubsza mówiąc – tworzenie „w locie” przez algorytm). Tytuł ma być nastawiony głównie na eksplorację – wszędzie będzie można wejść, popłynąć czy polecieć. Każda gwiazda na niebie to potencjalne centrum kolejnego układu planetarnego, do którego oczywiście można się dostać i pozwiedzać. Walka też będzie – w końcu ile można łazić po górach i lasach. Nieco więcej można się dowiedzieć z poniższego wywiadu:

Założenia przypominają mi trochę Everquest Next. Generalnie widać, że pojęcie „otwarty świat” jest coraz częściej odmieniane w branży przez wszystkie przypadki.

Zwiastun wywołał u mnie miłe uczucie, ale jestem dość daleki od zachwytów. Projekt jest bardzo ciekawy i na pewno będę śledził informacje na jego temat. Jednak trzeba pamiętać, że czasami takie ambitne cele przerastają twórców i albo gra nie zostaje w ogóle skończona, albo jej tworzenie przeciąga się w nieskończoność. Mimo wszystko trzymam kciuki.

GSM #13: Studio BX & Hedningarna – Disdain & fear (Wiedźmin 2: Zabójcy królów)


W zasadzie nie jest to utwór z soundtracku, a z trailera do drugiej części przygód Geralta. Tytuł zremiksowanej piosenki szwedzkiego zespołu Hedningarna brzmi „Vargtimmen” („Godzina wilka” – trafne, nieprawdaż?). Drugi Wiedźmin w ogóle miał świetne trailery, których w sumie były trzy. Drugi, z muzyką Chopina i zatytułowany „Hope” wyglądał tak:

Trzeci, „Love & blood”, zawierał tradycyjnie tajną informację od REDów i prezentował się następująco:

Dzisiaj na wiedźmińskim kanale youtube ma z kolei zostać zamieszczony jeszcze gorący teaser z nowym gameplayem, który został po raz pierwszy pokazany wczoraj w nocy na VGX Awards. Mam nadzieję, że będzie w 1080p, bo stream i klipy z tej imprezy są po prostu tragiczne. Ile się dzisiaj (piszę to w niedzielę) naszukałem jakiejś przyzwoitej wersji, to moje. Ostatecznie znalazłem ją w gąszczu 6-godzinnego video na twitchu, bo na oficjalnej stronie Spike’a stwierdzili, że 320×240 wystarczy. Jeśli jest tam jakiś magiczny przycisk „włącz HD”, to bardzo się postarano o jego dobre ukrycie. Hint: mamy 2013 rok, 720p powinno być domyślnym minimum. OK, może trochę przesadzam. Ale przynajmniej niech w widocznym miejscu dadzą opcję do zmieniania jakości (wg mnie jej tam po prostu nie ma, ale może mam coś z oczami), a nie tony jakiegoś gówna, przez które nie sposób się przekopać żeby dotrzeć do najważniejszego. /Dygresja.

Zbyt wiele nowych rzeczy tam nie ma, raptem kilka scenek, ale przynajmniej jedna powoduje opad szczęki – widok na miasto (Novigrad?) z lotu ptaka.

FSF #12: Daft Punk – TRON legacy (end titles) (TRON: Legacy)


We wpisie o „Gravity” pisałem, że jest to drugi film (obok „Avatara”), w którym 3D zrobiono jak należy. „TRON: Legacy” miał potencjał na bycie numerem trzy, ale będę mógł to zweryfikować dopiero przy okazji jakiegoś maratonu (na które nie chodzę) lub innej powtórki w kinie (wątpliwa sprawa, że takie w Polsce będą). Mimo wszystko na małym ekranie strona wizualna też prezentuje się okazale. Przed seansem powtórzyłem sobie oryginał i muszę przyznać, że te filmy mają coś w sobie. Nie jest to szczyt kina SF, ale obydwa tytuły plasuję powyżej średniej. Mają dobrą fabułę, pierwszy trzeba docenić za przełomowe jak na tamte czasy efekty specjalne, drugi w tym aspekcie również stawia wysoko poprzeczkę, a dopełnia go muzyka w wykonaniu francuskiego duetu. Daft Punk stworzył soundtrack, w którym elektronika z tradycyjną orkiestrą nie przeszkadzają sobie i świetnie się komponują. Jedna z tych ścieżek dźwiękowych, które doskonale ilustrują film, jak i świetnie brzmią osobno.

Gdyby ktoś żył w takiej nieświadomości jak ja i nie wiedział, że w maju Daft Punk wydał kolejny wspaniały album (w zupełnie innym stylu), to spieszę donieść, że disco ma się świetnie: