Filmowe podsumowanie 2013 roku

Na początek moje top 5:

1. Gravity – drugi dowód, że 3D w kinie ma miejsce bytu, technicznie doskonały i jednocześnie bardzo dobry w warstwie fabularnej i aktorskiej, najlepszy soundtrack roku.
2. Rush – nie samym Thorem Chris Hemsworth żyje, jeden z najlepszych filmów „sportowych” jakie widziałem, obezwładniający ryk silników.
3. Man of Steel – film, który przekonał mnie do Supermana, świetny soundtrack.
4. The Hobbit: The Desolation of Smaug – rewelacyjny smok, zarówno wizualnie jak i dźwiękowo, Mistrz Niuansu Martin Freeman, kolejna wspaniała podróż do Śródziemia.
5. Pacific Rim – najlepsza filmowa rozwałka od lat, Ron Perlman jak zwykle w formie.

Na liście zabrakło „Django Unchained”, bo mimo wszystko to film z 2012 roku. Warto było jeszcze iść na „Drogówkę”, „Star Trek Into Darkness”, trzeciego „Iron Mana” oraz „Wreck-it Ralph” (również produkcja z 2012). Największe rozczarowanie – „Elysium”. Kompletne pomyłki – piąty „Die Hard” i „Riddick”. Tradycyjnie zostało mi więcej do nadrobienia niż zdołałem obejrzeć – w zasadzie wszystkie zeszłoroczne oskarowe pozycje – „Lincoln”, „Silver Linings Playbook” czy „Zero Dark Thirty”. Widać ciężko mi się zmobilizować na kino wyższych lotów i karmię się głównie komerchą. Postaram się to nieco poprawić w tym roku. Tak samo jak frekwencję na polskich filmach, bo na naszym podwórku było ciekawie, a ostatecznie widziałem tylko Smarzowskiego.

Jeśli chodzi o telewizję, to najważniejszym wydarzeniem były bez wątpienia ostatnie odcinki „Breaking Bad”. Serial absolutnie wybitny, jeden z tych, które trzeba obejrzeć nim się umrze.

Kolejny sezon „Gry o tron” ponownie przyniósł masę znakomitego fantasy.

Premierę mieli „Agents of S.H.I.E.L.D.” i są niestety rozczarowaniem. Niektóre momenty dawały nadzieję, ale ogólnie wypada to słabo. Oglądam siłą rozpędu, widoków na poprawę brak. Z kolei jednym z największych zaskoczeń jest drugi sezon „Arrowa”. Wyraźnie zmniejszyli ilość dramy rodem z produkcji dla nastolatek (dla porównania „Agents of…” robią to jeszcze gorzej niż S1 Zielonego Kapturka) i poszli w akcję. Oraz smaczki. Bardzo, bardzo dużo smaczków. Koronnym przykładem są dwa odcinki przed świąteczną przerwą, gdzie pojawia się obiecywany Barry Allen aka Flash. Plotka głosi, że mamy zobaczyć jeszcze Question – postać, która pierwotnie miała być w „Watchmen” Alana Moore’a, ale DC zażyczyło sobie nowych bohaterów i ostatecznie na jego wzór został stworzony Rorschach. Co prawda nadal są momenty wywołujące zgrzytanie zębów, ale jeśli w takim tempie będzie się rozwijał, to nie mogę się doczekać trzeciego sezonu, a o czwartym boję się myśleć.

Dzisiaj skończyłem oglądać pierwszy sezon „Vikings”. Wypada bardzo dobrze, trochę historii wymieszanej z legendami. Główną rolę gra tam Travis Fimmel, który będzie występował w „Warcrafcie”. Możemy być spokojni – daje radę i pasuje do klimatu jak ulał.

Ogólnie imponujący rok, bardzo dużo pozytywnych doznań w kinie jak i na małym ekranie. Z lekką obawą patrzę na tegoroczne premiery, bo jest chyba tego jeszcze więcej. Marvel będzie w totalnej ofensywie – Kapitan Ameryka, Spider-Man, X-Men, Guardians of the Galaxy, nowe filmy braci Coen, Spike’a Jonze’a i Smarzowskiego, ciekawie zapowiadające się „Transcendence”, nowy Nolan, kolejni „Expendables”, drugie „Sin City”, a na koniec roku ostatni „Hobbit”. W telewizji wygląda to spokojniej, ale z drugiej strony specjalnie jej nie śledzę i zwykle zaczynam oglądać seriale kiedy leci już trzeci sezon albo jeszcze później. Do pozycji obowiązkowych na pewno zaliczam trzecią serię „Sherlocka”, drugą „Vikings” i oczywiście „Grę o tron”. Może uda się wcisnąć jakieś nadrabianie zaległości. Po głowie chodzą mi „Mad Men”, „Dr Who”, „Sons of Anarchy”, „Spartakus”, „Supernatural”… Tiaaa, będę miał co robić jak widać.

Jedna myśl nt. „Filmowe podsumowanie 2013 roku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *