FSF #20: Brad Fiedel/Mark Ayres – Terminator 2 suite (Terminator 2: Judgment Day)


Disclaimer: powyższy utwór nie znajduje się na oryginalnym soundtracku. Jest to suita (Google i Amazon twierdzą, że w wykonaniu Marka Ayresa) najbardziej rozpoznawalnych melodii z filmu w nieco innej aranżacji, która ukazała się m. in. na płycie „Gwiezdna muzyka” dołączonej swego czasu do ś.p. magazynu Film.

Nie będę po raz kolejny pisał oczywistości typu jaki to wspaniały film ze świetną ścieżką dźwiękową. Dzisiaj dla odmiany poruszę kwestię efektów specjalnych. Cameron albo jest wizjonerem, albo ma po prostu szczęście – co najmniej dwa jego filmy były przełomem jeśli chodzi o użycie komputerów w kinematografii (ewentualnie ma kontakty i zawsze potrafi załatwić sobie tyle kasy, że wystarcza na każdą zachciankę). Pierwszym jest właśnie „Terminator 2”. Jakość z jaką zrobiony byl T-1000 robiła w 1991 roku kolosalne wrażenie. Po drugie skala. To nie były dwie czy trzy sceny bo na więcej nie pozwolił budżet (BTW film kosztował wtedy 100 baniek, czyli w przeliczeniu na dzisiaj zapewne przebija niektóre współczesne blockbustery), tylko cały szereg. Można uznać, że od tego momentu efekty specjalne zagościły pod strzechą. Później przyszedł „Matrix” i wyważył wydawałoby się otwarte drzwi. Trochę przed był co prawda „Titanic”, ale czy było tam aż tak dużo CGI? Bardziej dominowała chyba scenografia i tłumy statystów. Następnie mieliśmy „Władcę Pierścieni”, King Kongi, adaptacje komiksów i resztę peletonu. Każdy kolejny obraz dodawał co nieco do arsenału i kiedy wydawało się, że wszystko już widzieliśmy, przyszedł „Avatar” i po raz kolejny oniemieliśmy z zachwytu. Oprócz powalających zdjęć film ten na dobre rozkręcił interes o nazwie „3D”. Niestety nie jest to powód do chwały – w ogromnej większości przypadków to pusty slogan, który na początku przyciągał i kusił widzów dając bardzo niewiele w zamian, a obecnie to sposób na wydębienie przez kino dodatkowych 5 złotych za bilet.

Nie zmienia to faktu, że u Jamesa Camerona strona wizualna zawsze jest dopieszczona i od czasu do czasu łamie kolejne ograniczenia. Dlatego warto wracać do takich filmów jak „Terminator 2”. Jeśli nie dla efektów i wartości historycznych, to chociażby po to, żeby zobaczyć szeregową Vasquez czy George’a Masona w innych wcieleniach ;-)

2 myśli nt. „FSF #20: Brad Fiedel/Mark Ayres – Terminator 2 suite (Terminator 2: Judgment Day)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *