Relacja z Bałtyckiego Festiwalu Komiksu 2014

Za nami siódma edycja Bałtyckiego Festiwalu Komiksu. Po pozytywnych wrażeniach z zeszłego roku, nie mogłem odpuścić.
bfk2014_plakat
Tym razem zaliczyłem większość prelekcji i paneli, i muszę napisać, że wszystkie stały na co najmniej dobrym poziomie. No ale po kolei.

Piątek

Dzień mangowy – wszystkie spotkania poruszały temat komiksów rodem z Kraju Kwitnącej Wiśni. Na miejsce przybyłem w połowie panelu o serii Naruto, na której temat toczyła się już ożywiona dyskusja.
naruto Jako że nie jestem jeszcze nawet debiutantem w tym gatunku, przez następnych kilka godzin chłonąłem tylko wiedzę.

Następna prelekcja podjęła temat różnych sztuk walki występujących w komiksie japońskim.
sztuki walki 2 Wrócił temat Naruto, ale wymienionych zostało również kilka innych tytułów oraz omówiono które postacie jakich stylów i technik używają. Prowadzący wykazał spore obeznanie w temacie.

Panel dyskusyjny o polskich wydawcach mang obezwładniał ilością podawanych tytułów ukazujących się w naszym kraju. Utwierdził mnie też w przekonaniu, że póki co jestem chyba tylko targetem wydawnictwa Hanami. „Pluto” nadal cierpliwie czeka na półce.

Pierwszy dzień festiwalowy zakończyłem w połowie prelekcji o Visual Novel – gatunku gier, które bardziej przypominają interaktywną powieść, gdzie użytkownik ma wpływ na losy bohaterów i zakończenie. Mnogość ścieżek prowadzących do rozwiązania fabuły z reguły przewyższa ilość epilogów dostępnych w najbardziej zaawansowanych komputerowych RPGach. Jak dla mnie jest tam jednak zbyt mało faktycznej rozgrywki. Mówiąc kolokwialnie – nie moja bajka.

Sobota

Zacząłem od giełdy. Pierwsza rzuciła mi się w oczy książka Łukasza Kowalczuka o TM-Semic, o której zdążyłem już zapomnieć. Kupiłem natychmiast. Z „Monsterem” od Hanami byłem bardziej ostrożny, ale ostatecznie też trafiła w moje ręce. Pozycja o najsłynniejszym wydawcy komiksów w Polsce została już zaczęta i wrócę do niej jak tylko skończę obecną lekturę.

Gośćmi panelu wydawców był Arkadiusz Salamoński, zajmujący się składem komiksów i współpracujący z kilkoma wydawnictwami (m.in. Taurus, Elemental, Wydawnictwo Komiksowe, Egmont), Sylwia Waszewska z wydawnictwa Taiga oraz Radosław Bolałek z Hanami. Muszę niestety dać minus prowadzącym za brak przedstawienia uczestników. Nazwisko pana Arkadiusza usłyszeliśmy w trakcie, przedstawiciela Hanami kojarzę, a pani Sylwia pozostała anonimowa i jej nazwisko zgaduję z pomocą strony internetowej wydawnictwa.

Siedzą od lewej: Arkadiusz Salamoński, Sylwia Waszewska, Radosław Bolałek

Siedzą od lewej: Arkadiusz Salamoński, Sylwia Waszewska, Radosław Bolałek

Najciekawsze informacje przekazał chyba pan Salamoński – mówił na czym polega skład, dlaczego trudno pracuje się z mangą (odwrócony układ strony – od prawej do lewej), czy jak się przygotowuje i „rewitalizuje” stare tytuły, kiedy chce się je wydać współcześnie. Zdradził też kilka planów wydawniczych. Nie spamiętałem wszystkich (za rok chyba wezmę jednak jakiś notes), ale na pewno będę jeszcze jedne „Żywe trupy” od Taurusa, jakiś trade „Valeriana” (chyba też od nich) na Gwiazdkę i kilka tomów „Wież Bois-Maury”, ale z tego co widzę na gildii już wiszą zapowiedzi tychże. Jak bumerang wrócił oczywiście temat kondycji rynku. Diagnoza nie ulega zmianie – jest nieźle, ale mogłoby być sporo lepiej. Nie pomaga fakt, że ogólnie pojęta kultura w Polsce ciągle kuleje. Ci, którzy się interesują, zawsze będą w mniejszym lub większym stopniu aktywni, problem z przyciągnięciem przeciętnego Kowalskiego. No i oczywiście finanse oraz piractwo – tematy ze sobą powiązane i dość rozległe, dlatego nie będę pisał o nich teraz. Aczkolwiek w komentarzach można zaszaleć, chętnie podyskutuję.

Następna prelekcja traktowała o drugoplanowych bohaterach Marvela, którzy dorobili się własnych interesujących serii. Kajetan Kusina jest już trzecią osobą, która świadomie, bądź nieświadomie zachęca mnie do „Hawkeye’a” Fractiona i Aji (Aja?). Z pozostałych omawianych tytułów – „The Incredible Hercules”, „Nextwave: Agents of H.A.T.E.” i „Moon Knight”, najbardziej zainteresował mnie ten drugi. Może kiedyś. Mała uwaga do prelegenta – następnym razem mów trochę spokojniej i wolniej :-)

„Komiksowi zapaśnicy” to głównie podróż w rejony tak złe, że aż dobre. Przykład:
zapasnicy 2 Nie zabrakło kultowej „Tygrysiej maski” (pamiętam kreskówkę, dla nas dzieciaków to była miazga wtedy), Wojowniczych Żółwi Ninja, czy nawet ciekawie się zapowiadającego komiksu kobiecego („Whoa, Nellie!”).

Kolejnym punktem miało być spotkanie z Igorem Baranko, ale autor nie dotarł. Nie wiem jaka była przyczyna, bo musiałem wyjść i ominęło mnie ewentualne wytłumaczenie nieobecności. Trochę szkoda. Mi osobiście nie zrobiło to wielkiej różnicy, bo twórczości nie znam, ale biorąc pod uwagę również brak zapowiadanego Romana Surżenko, jest to organizacyjno-wizerunkowa wpadka. W zastępstwie można było wysłuchać panelu o nadchodzących ekranizacjach komiksów Marvela.

O 16 przyszła pora na największą gwiazdę dnia – Jakuba „Dema” Dębskiego.
dem Nieśmiało się przyznam, że nie znam twórczości komiksowej, ani nie byłem widzem kanału youtube. Kilka dni wcześniej obejrzałem na chybił trafił dwa klipy. Dlatego też poczułem się nieco surrealistycznie oraz byłem zwyczajnie zaskoczony, że w tak małej sali zmieściło się tyle ludzi. Pomieszczenie było solidnie napakowane. Na panelu pojawiła się masa młodzieży i zgaduję, że byli to w ogromnej większości właśnie widzowie, dlatego brawa należą się prowadzącemu Filipowi Bąkowi, który od początku bardzo duży nacisk położył na twórczość komiksową Dema, a działalność filmowa była drugim planem. Taki gość to bardzo duża promocja imprezy i samego medium – mam nadzieję, że fani po tym wywiadzie sięgną po papierowe dzieła Dębskiego. Ja na pewno to zrobię – Dem sprawił na mnie bardzo pozytywne wrażenie, abstrakcyjny humor też trafia w moje gusta. Kanał także zasubskrybowany.

Niedziela

Zaczęliśmy od Alana Moore’a i Granta Morrisona. Świetny materiał porównujący style i twórczość obydwu Brytyjczyków oraz przybliżający ich medialne wojenki i prowokacje.
moore morrison Kolejne trzy prelekcje: „Prawa człowieka w komiksie” (doskonałe przykłady, że medium obrazkowe nadaje się i potrafi przedstawiać trudne i ważne tematy), „Futurologia Enkiego Bilala” i „Żywe Trupy Roberta Kirkmana” (kolejnych dwóch autorów, których chciałbym kiedyś nadrobić) to kontynuacja bardzo dobrego przygotowania i przedstawienia tematów. Zdecydowanie warto było być na każdym z tych paneli. Na ostatnią prezentację („Animacje Jana Švankmajera”) nie miałem już zwyczajnie siły. To było „tylko” siedzenie i słuchanie, ale okazało się, że taki weekend potrafi jednak zmęczyć.

Podsumowując – każdy prelegent zasługuje na słowa uznania. Błędy wytykałem wyłącznie w dobrej wierze – absolutnie nie znaczy to, że nie doceniam nakładu pracy. Doceniam i to bardzo, wszyscy odwalili kawał dobrej roboty. Pomimo braku Surżenko i Baranko, festiwal po raz drugi z rzędu zaliczam do udanych, czekam na przyszłe lato i jestem przekonany, że organizatorzy i uczestnicy znowu dadzą radę. Atmosfera była znakomita.

Kończąc, w imieniu swoim i kumpla, chciałem jeszcze raz gorąco podziękować Łukaszowi Kowalczukowi i Jakubowi Dębskiemu za autograf i rysunki :-)

FSF #41: Danny Elfman – The Batman theme (Batman)

„Tell me something, my friend. You ever dance with the devil in the pale moonlight?”

Batman był całkiem niedawno, ale trzy dni temu minęło 25 lat od premiery filmu Tima Burtona i nie mogę przejść obok tego faktu obojętnie. Na moim Facebooku już nieco polemizowałem z tym artykułem, więc nie będę się powtarzał. Dla gardzących FB napiszę tylko, że ogromnie cenię obydwie serie (oczywiście bez filmów Schumachera) i nie uważam, że inaczej znaczy gorzej. Aczkolwiek obydwa Burtony mają u mnie 10/10, czego nie mogę powiedzieć o żadnym z trzech Nolanów.

Klimat, scenografia, aktorstwo i charakteryzacja w dylogii sprzed ponad dwudziestu lat są absolutnie mistrzowskie i rozpoznawalne po dziś dzień. Unikatowość stylu tego reżysera jest nie do przecenienia. Tyczy się to również muzyki Elfmana. Motyw przewodni jest już kanonem, no i chyba każdy kojarzy go z czołówki serialu animowanego (świetnego do dziś tak swoją drogą).

FSF #40: Michael Kamen, Eric Clapton, David Sanborn – Meet Martin Riggs (Lethal Weapon)

– Have you ever met anybody you didn’t kill?
– Well, I haven’t killed you yet.

Lata 80. – Złota Era Kina Akcji, czas królowania Sly’a i Arniego, początki Van Damme’a oraz narodziny dwóch ikonicznych serii – „Zabójczej broni” i „Szklanej pułapki” (znanej w niektórych kręgach pod tytułem „Twardziel”, który pasuje o wiele lepiej, ale nie będziemy się teraz rozwodzić nad polskimi tłumaczeniami). Duet Riggs i Murtaugh na stałe wpisał się w historię kina. Dwie pierwsze części nadal ogląda się z przyjemnością, trzecia to lekka zniżka formy, ale mimo wszystko wstydu nie przyniosła. Z czwartą było podobnie – to już nie to, ale pożegnanie z bohaterami było na zadowalającym poziomie. Takim w stylu „fajnie było jeszcze raz was zobaczyć chłopaki, nadal czuć lekkość i chemię pomiędzy wami, wciąż jesteście w niezłej formie, ale pora ruszyć dalej”. Po zeszłorocznej, piątej części „Die hard” okazało się to bardzo dobrym rozwiązaniem i miejmy nadzieję, że tak zostanie.

Na ironię zakrawa fakt, że po czasach posuchy gatunek wskrzesił weteran. Nie jakiś młody wilczek czy inny gniewny i ambitny, ale stary, poczciwy Stallone. Najpierw powrócił z Johnem Rambo, a „Expendables” ostatecznie udowodnił, że co najmniej kilku gości nie jest jeszcze „too old for this shit”. Po nadciągnięciu wsparcia ze Wschodu („The Raid”, na drugą część ostrzę już sobie zęby), można już smiało powiedzieć, że nastała Srebrna Era.

FSF #39: Dario Marianelli – Evey reborn (V for Vendetta)

„The only verdict is vengeance, a vendetta, held as a votive not in vain.”

Spośród czterech komiksów, z których Alan Moore jest znany chyba najbardziej („V for Vendetta”, „Watchmen”, „From Hell” i „The League of Extraordinary Gentlemen”), dwa pierwsze doczekały się bardzo dobrych filmowych adaptacji. „From Hell” miało bardzo fajny, ponury klimat, ale nie wiem co należałoby zrobić, żeby sfilmować coś tak naszpikowanego szczegółami. Na „Ligę…” spuśćmy zasłonę milczenia. Po lekturze „Wywiadów” Billa Bakera doskonale rozumiem niechęć Anglika do przemysłu filmowego (kuriozalna sytuacja przy przenoszeniu wspomnianej „Ligi…” na duży ekran), ale mi osobiście ekranizacje nie wadzą. W przypadku tego autora nie da się oczywiście zmieścić wszystkich wątków, niuansów i smaczków, ale wystarczy, że obraz będzie miał solidną fabułę i będzie zgodny z duchem oryginału, aby zaspokoić chęć fanów do ujrzenia w kinie ulubionych historii i bohaterów. „V…” spełniło powyższe warunki z nawiązką. Czuć w filmie szacunek do komiksu, a aktorski duet Weaving – Portman oraz niczym nie ustępujący drugi plan (Hurt, Fry, Rea) świetnie się ogląda.

Podziękowania dla osób odpowiedzialnych za trailer „Interstellar”, który przypomniał mi o prezentowanym dzisiaj utworze.

E3 2014 na półmetku

Oprócz Wiedźmina (będzie Dijkstra!) mam jeszcze trzech faworytów:

  • Lords of the Fallen – przed chwilą widziałem nowy gameplay. Design, styl graficzny i modele broni oraz zbroi są przecudne. Ci, którzy grali w Demon’s/Dark Souls powinni czuć się jak ryba w wodze jeśli chodzi o walkę.
  • The Division – jedna z bardzo niewielu strzelanek, która ostatnimi czasy wzbudziła moje zainteresowanie.
  • No Man’s Sky – w pierwszej kolejności ma się ukazać niestety na PS4. Już kiedyś pisałem, że ambicje tego projektu są ogromne i może być rozczarowanie, ale niezmiennie kibicuję studiu Hello Games. Nowy trailer zaczyna się tak samo jak pierwszy – od ekspolracji (nawet muzyka jest ta sama), ale później pokazana jest też walka powietrzna.

Jak na zatrzęsienie nowości to raczej mało, ale biorąc pod uwagę moje tempo przechodzenia nowych gier (nowych dla mnie, a nie mających niedawno premierę) to i tak za dużo.

Na wyróżnienie zasłużyły też: Dead Island 2, Sunset Overdrive i Crackdown za trailery komiczne/przerysowane/z jajem (niepotrzebne skreślić, w niektórych przypadkach wszystkie trzy przymiotniki są prawdziwe), Rise of the Tomb Raider – też za trailer, ale z innych powodów – ciekawe podejście, napięcie i klimat, Batman: Arkham Knight – Batmobil w akcji nie przyspieszył mi tętna, ale Nietoperz to Nietoperz, oraz FarCry 4 za psychopatycznego głównego przeciwnika.

Zaskoczenie: Middle-earth: Shadow of Mordor – za fajnie wyglądający action RPG w znanych klimatach.

Największy minus – zapowiadanie daty premiery gry jednym tchem z pierwszym DLC. Nagłówki w stylu „X wychodzi Y, pierwsze DLC na PS4” albo „Premiera W nastąpi Z, DLC najpierw na Xboxie” przyprawiają mnie o grymas politowania. Dokąd zmierzasz branżo?

GSM #23: Marcin Przybyłowicz – The fields of Ard Skellig (Wiedźmin 3: Dziki Gon)


Wszystkie cztery bonusowe kawałki z soundtracku (pozostałe trzy do odsłuchania tutaj) są świetne, ale wybrałem powyższy, bo dobrze kontrastuje z trailerem, w którym działo się bardzo, bardzo dużo. Zachęcam do „odpłynięcia” na Wyspy Skellige i podziwiania widoków :-)

FSF #38: John Williams – The Raiders march (Raiders of the Lost Ark)

„Mr. Jones! I’ve heard a lot about you, sir. Your appearance is exactly the way I imagined.”

„Gwiezdne Wojny” już były, pora na kolejny nieśmiertelny klasyk Johna Williamsa. Nie ma sensu pisać truizmów. Wystarczy usiąść, posłuchać i przypomnieć sobie, że niektóre filmy są po prostu niezastąpione.

Konferencja CD Projekt RED i GOG.com

Wdech… wydech… Jeśli przynajmniej sporadycznie tu zaglądasz albo znasz mnie osobiście, to wiesz, drogi Czytelniku, jak bardzo jestem teraz nabuzowany energią.

Oficjalna data premiery „Wiedźmina 3” to 24 lutego 2015. Trzy tygodnie wcześniej i wcelowaliby w moje urodziny. Nowy, urywający cztery litery, trailer:

Moje wrażenia najlepiej przedstawi poniższa analiza poklatkowa.

„Once we were many. Now we are few.”

Co prawda trailer może się rozmijać trochę z fabułą, ale mam ogromną nadzieję, że oto spełnia się moje marzenie – wszyscy wiedźmini razem, kolektywnie kopiący rzycie potworom.

Vesemir:
vesemir Eskel:
eskel Lambert:
lambert Letho (tak tak, tego tyłka nie da się pomylić z nikim innym):
letho I oczywiście Geralt, który nigdy nie wyglądał lepiej:
geralt Już ten wstęp potężnie mnie naładował. Później napięcie tylko rosło.

Po niby-zagadkowej kobiecie na jednym ze szkiców koncepcyjnych, domysłach i wszystkich przypuszczeniach, dostaliśmy potwierdzenie co do dwóch postaci nierozerwalnie związanych z losami Białego Wilka. Ciri:
ciri Yennefer:
yennefer To oczywiście ta po prawej jeśli ktoś ma jakimś cudem wątpliwości. No będzie się działo. Jak już pisałem nie raz, liczę na wyśmienitą fabułę.

Stawkę uzupełnia Tywin Lan… znaczy Emhyr var Emreis:
emhyr Głos Charlesa Dance’a pasuje jak ulał. Mamy też Jaskra, którego wygląd sporo się zmienił od czasów „dwójki”:
jaskier Wydaje mi się, że rysy twarzy ma inne, ale może to przez ten wąsik.

Jest też namiastka walki konnej, nad którą REDzi się zastanawiali i nie byli pewni czy zdążą z nią na premierę. Zwiastun nie przyniósł rozstrzygnięcia tej kwestii. Moim zdaniem nie powinni przywiązywać do tego elementu dużej wagi, bo nie jest to rozgrywce niezbędne. Jeśli nie wyjdzie, trudno.

W scenie gdzie widzimy Yennefer, pomiędzy ramionami Triss i Geralta, stoi nieco oddalona, zamaskowana postać. Jestem ciekaw czy zostaliśmy skutecznie ztrollowani i jest to z grubsza nikt, czy będzie to ktoś przynajmniej drugoplanowy.

Troszeczkę szkoda, że nie zobaczyliśmy Roche’a, Iorwetha, ani nikogo z krasnoludów. Na pojawienie się w grze tych dwóch pierwszych mocno liczę, a ci ostatni będą na pewno, bo inaczej być nie może :-)

Graficznie jest powalająco. Spora częśc ujęć wygląda na filmiki na silniku gry, ale jest też sporo typowo gameplayowych fragmentów. Całość prezentuje się świetnie. Muzyka również idealnie pasuje do klimatu. W tle słychać zespół Percival Shuttenbach, który nagra część (nie wiem, jak dużą) ścieżki dźwiękowej. Słucha się tego bardzo przyjemnie.

[edit] Zapomniałem o tradycjnej tajnej wiadomości. Znalazłem (nieco wybrakowany) tekst po angielsku, który rozwiązuje niektóre powyższe dywagacje. Screenshot był słaby, nie mam już siły i czasu szukać lepszego albo samemu bawić się w stopklatkę, więc macie:

„We’ve missed you!
Today you got a look at the third trailer for The Witcher 3: Wild Hunt. We hope you liked it!
There’s so much more in this game that it’s just impossible to show everything within two and a half minutes. Still we tried :)
More importantly we just showed you some of the main characters.
Geralt’s close friends and some of the last witchers remaining in the world – Vesemir, Eskel and Lambert – will play a big part in the game, as well their famous fortress Kaer Morhen.
You also got a glimpse of the (?)ned bard Dandelion and the sorceress Triss Merigold.
Emhyr var Emreis, Emperor of Nilfgaard, the most powerful man in the world of The Witcher also made an appearance. Recognize his voice?
And then there was Ciri!
And Yennefer!
By the way, if you’re new to the series, don’t worry, the game will introduce you into all you need to know, and you’ll start loving (and hating!) characters in no time!
Also, you’ve been asking us many questions about gameplay features and we’re finally ready to answer some of them – so here it goes:
Yes, you will be able to fight while on horseback
The crossbow. Yup, Geralt can use ranged weapon. Because sometimes monsters fly and you can’t reach them.
Remember swimming and sailing. You’ll be able to dive and search for a lot of hidden stuff too. There’s a whole underwater world to discover.
Horse racing anyone?
You also got to hear more music from the game. This particular track was composed by Marcin Przybyłowicz & Percival. We’d love to hear your feedback. Fire away in the comments or on the game’s Facebook/Twitter/forums. Remember, we’re always listening, even if we’re not getting back to you.
The Witcher 3: Wild Hunt Team
CD PROJEKT RED
PS. If you’re still waiting for more (you are, right?), please be patient. We’re just warming up.
PPS. Have you seen the Collector’s Edition video? What do you think about the figure?
PPPS. We’ve just announced a closed multiplayer beta of The Witcher Adventure Game (?) & let the GOG.com guys (?) you.

[/edit]

Edycja kolekcjonerska:
edycja kolekcjonerska Pre-order już poszedł. Wahających się może zachęci faktyczny wygląd figurki:
figurka ek Ma ona być w dwóch częściach dla ułatwienia transportu (no i jakoś trzeba to zmieścić w pudełko). Oby tylko nie dali plamy z zabezpieczeniem tego, ważącego ponoć ok. 2 kilogramów, cudeńka. Figurka, art-book i oczywiście samo pudło, które stojąc na półce będzie dawać +10 do lansu, to główne powody dla jakich kupuję to wydanie.

To chyba tyle jeśli chodzi o „Dziki Gon”. Na koniec nowa platforma GOGa:

Idea słuszna i godna pochwały. Osobiście wolę kupować tutaj, ale Steamowi czasami ciężko odmówić (różnorakie Bundle i niektóre gry, które są dostępne tylko tam, gratisowe kody). Za jakiś czas przekonamy się w praktyce jak działa i wygląda Galaxy.