FSF #40: Michael Kamen, Eric Clapton, David Sanborn – Meet Martin Riggs (Lethal Weapon)

– Have you ever met anybody you didn’t kill?
– Well, I haven’t killed you yet.

Lata 80. – Złota Era Kina Akcji, czas królowania Sly’a i Arniego, początki Van Damme’a oraz narodziny dwóch ikonicznych serii – „Zabójczej broni” i „Szklanej pułapki” (znanej w niektórych kręgach pod tytułem „Twardziel”, który pasuje o wiele lepiej, ale nie będziemy się teraz rozwodzić nad polskimi tłumaczeniami). Duet Riggs i Murtaugh na stałe wpisał się w historię kina. Dwie pierwsze części nadal ogląda się z przyjemnością, trzecia to lekka zniżka formy, ale mimo wszystko wstydu nie przyniosła. Z czwartą było podobnie – to już nie to, ale pożegnanie z bohaterami było na zadowalającym poziomie. Takim w stylu „fajnie było jeszcze raz was zobaczyć chłopaki, nadal czuć lekkość i chemię pomiędzy wami, wciąż jesteście w niezłej formie, ale pora ruszyć dalej”. Po zeszłorocznej, piątej części „Die hard” okazało się to bardzo dobrym rozwiązaniem i miejmy nadzieję, że tak zostanie.

Na ironię zakrawa fakt, że po czasach posuchy gatunek wskrzesił weteran. Nie jakiś młody wilczek czy inny gniewny i ambitny, ale stary, poczciwy Stallone. Najpierw powrócił z Johnem Rambo, a „Expendables” ostatecznie udowodnił, że co najmniej kilku gości nie jest jeszcze „too old for this shit”. Po nadciągnięciu wsparcia ze Wschodu („The Raid”, na drugą część ostrzę już sobie zęby), można już smiało powiedzieć, że nastała Srebrna Era.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *