2014 w kinie (część druga)

Zgodnie z zapowiedziami, dokańczam przegląd interesujących mnie tegorocznych premier kinowych. Część pierwszą znajdziecie tutaj. Tradycyjnie w pierwszej kolejności posiłkuję się filmwebem, a następnie imdb.

Lipiec

Początek lata wygląda na bardzo słaby, trochę na siłę mogę wymienić trzy filmy:

  • „Frank” – bardzo dobra obsada, intrygujący trailer i niezłe oceny.
  • „Dawn of the Planet of the Apes” – pewnie bym poszedł, gdybym widział pierwszą część i gdyby pochwały, jakie o niej słyszałem, się potwierdziły.
  • „Hercules” – nie kupuję tego. Po trailerze przewiduję kaszanę, która o wiele lepiej się sprawdzi po dwóch piwkach na jakiejś domówce, niż w kinie.

Sierpień

  • „Guardians of the Galaxy” – słabe, nazbyt nastawione na komedię trailery. Wciąż mam mieszane uczucia, ale pójdę na pewno. W najgorszym przypadku będę świadkiem pierwszej wtopy filmowego Marvela.
  • „Teenage Mutant Ninja Turtles” – oglądało się kiedyś kreskówkę, oglądało. Wątpię jednak czy wyjdzie z tego coś przyzwoitego.
  • „The Expendables 3” – czy trzeba cokolwiek pisać?
  • „Boyhood” – ciekawy eksperyment, Linklatera zawsze warto obejrzeć. Dodatkowo zachęca kosmiczna ocena na metacritic (93/100).

Wrzesień

Październik

  • „Gone girl” – nowy Fincher w „swoim” gatunku, czyli thrillerze. Liczę, że utrzyma poziom jaki prezentował w „The Social Network” i „Dziewczynie z tatuażem”.
  • „Kingsman: The Secret Service” – Matthew Vaughn jeszcze mnie nie rozczarował i po trailerze wnoszę, że tym razem też stanie na wysokości zadania.

Są jeszcze dwa filmy godne uwagi, które nie mają polskiej daty premiery:
„Whiplash” – wątpię, że trafi do naszych kin, a szkoda.
„Birdman” – szansa nieco wyższa od zerowej, a szkoda jeszcze większa. Świetny trailer, a tematyka filmu wygląda na odniesienie do kariery samego Keatona, którego lubię od zawsze. Nie tylko za Batmana.

Listopad

  • „Interstellar” – nowy Nolan, czyli dla mnie absolutny „must see”.
  • „Fury” – amerykańska odpowiedź na „Czterech pancernych i psa” ;-) Zapowiada się nieźle.
  • „The Imitation Game” – biografia Alana Turinga, w roli głównej Benedict „Sherlock” Cumberbatch i kilka innych dobrych aktorskich nazwisk. Jak zwykle im bliżej końca roku, tym więcej filmów z kategorii „muszę obejrzeć”.

Dwa ostatnie tytuły nie mają jeszcze polskiej daty premiery.

Grudzień

  • „Exodus: Gods and Kings” – amerykańskie kino biblijne skończyło się chyba gdzieś tak w latach sześćdziesiątych, więc jestem ciekaw co z gatunkiem zrobi Ridley Scott. Zgodnie z kratką w jaką nagrywa filmy dobre i złe, teraz kolej na dobry.
  • „Hobbit: There and back again” – odmawiam używania podtytułu „Bitwa pięciu armii”. Serio, nie wystarczył wam skok na kasę w postaci rozbicia na trzy filmy i musieliście dołożyć „Atak klonów” w wersji fantasy? Ech…

Ostatnie trzy miesiące roku wydają się nieco luźne, zapewne jakieś premiery jeszcze dojdą. Osobiście nie narzekam, będę miał co oglądać w ciągu nadchodzących sześciu miesięcy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *