Zaczęły się przygotowania do aktorskiego filmu na podstawie prozy Andrzeja Sapkowskiego

Kilka godzin temu na gram.pl pojawił się taki news. Faktycznie, po wejściu na stronę Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej i kliknięciu tego odnośnika, na drugiej liście widnieje pozycja „14296/2014 / Wiedźmin / Tomasz Bagiński / Platige Films Sp. z o.o.”. Dosłownie jakieś pół godziny temu facebookowy fanpage Platige Image zamieścił coś takiego:

„Potwierdzamy.
Rozpoczęliśmy przygotowania do produkcji pełnometrażowego aktorskiego filmu fabularnego „Wiedźmin”, za który odpowiedzialny będzie Tomek Bagiński i ekipa Platige Films. Scenariusz powstanie w oparciu o prozę Andrzeja Sapkowskiego.
Projekt jest obecnie w fazie developmentu.”

Najpierw otworzyłem kalendarz i upewniłem się, że nie widnieje tam „1 kwietnia”. Szok i totalne zaskoczenie. Pierwsza reakcja to totalna ekscytacja i myśl, że to nie może nie wyjść. Nie po takiej porażce jaką była poprzednia adaptacja, nie z tym reżyserem, nie z tą firmą. Później jednak zdałem sobie sprawę, że mowa o polskim kinie, polskim budżecie, i że w takich warunkach nawet z taką ekipą wszystko może się spieprzyć. Doszła jeszcze świadomość, że to jeszcze nie pre-produkcja, bo scenariusza nawet nie ma.

No kurde, nie mogę się nadziwić, że rzucają się na film aktorski. Po przeczytaniu wiadomości z gram.pl moim najbardziej optymistycznym przypuszczeniem był jakiś CGI lub animowany krótki metraż. Najbardziej pesymistycznym szukanie kasy na coś w stylu dłuższego trailera czy innej zapowiedzi. Szok.

Do zdjęć daleka droga, do ostatniego klapsa jeszcze dłuższa. Mam naturalnie ogromne obawy, ale będę temu projektowi bardzo mocno kibicował. Mam nadzieję, że nie nadaremnie.

Każdy ma swoją cenę

CDPRed dołożył właśnie swoją cegiełkę do rozpowszechniania strategii dojenia fanów.

Branża gier nie może być w końcu gorsza od muzyki i filmów – wydania z dodatkowymi utworami, kilka rodzajów edycji kolekcjonerskich z różnymi bonusami (bo najbardziej zagorzali fani i tak kupią kilka wersji), wydania rocznicowe, promocyjne, ekskluzywne i chuj wie jakie. Poza tym to także koszmarny ruch PR – hejt już leci, opinia idzie w świat. Czy aż tak ciężko skojarzyć fakty, że jak się zgrywa buntowników, propaguje politykę „nie dla DRM i płatnych DLC”, to pomimo nie złamania żadnych obietnic (zapewnienia o równym traktowaniu wszystkich graczy tyczyły się zawartości w grze, nie fizycznych dodatków do kolekcjonerek), odzew będzie bardzo negatywny? Nie bolą mnie tak bardzo te dodatkowe fanty, których nie będę miał, ale zagrywka sama w sobie zabolała bardzo.

No bo tak. Jest sobie firma, robi świetne gry, jedne z najlepszych, jakie dane mi było widzieć. Dodatkowo robi masę fajnych rzeczy, innych od reszty branży, można nawet powiedzieć, że idą pod prąd. Najlepsze jest to, że na słowach się nie kończy, oni *faktycznie* robią co mówią. I teraz takie coś. Ogromny zawód.

Najzwyczajniej w świecie jestem wkurwiony.

chosen one

Intro Warlords of Draenor

Technicznie jak zwykle doskonale. Epicko też. Emocjonalnie jestem jednak obojętny. Pierwszy raz nie było ciarek, nie było momentu „ale urwał!”. Może się starzeję, może gdzieś w podświadomości tkwi myśl, że Blizzard ostatnio dawał trochę ciała z historią w Warcrafcie, może dlatego, że to orki, a ja gram Alliance (chociaż Hordę też trochę poznałem), może męczy mnie już trochę przerost formy nad treścią (nie tylko w WoWie). Na dodatek nadal czekam, ficzery jakie tam będą zapowiadają się świetnie. Jeśli chodzi o fabułę, to nie mam wielkich oczekiwań. W końcu przed Mists of Pandaria było (i nadal jest) tyle historii i postaci, które można ciekawie rozwinąć i poprowadzić, a Zamieć zdecydowała ogromną większość olać i kazała pomagać Pandarenom w ogródkach i na polach.

Światełkiem w tunelu i ognikiem nadziei jest jednak to:

Seria „Lords of War” wzbudza we mnie dużo większe emocje niż intro.