BlizzCon 2017

Co tu dużo mówić, intro 11/10 jak zwykle.

Sam dodatek… No jesteśmy przed panelem dopiero, ale z feature trailera wygląda to słabo (dla mnie). Drugie podejście do tematu PvP i faction pride. Mieliśmy próbę w Cataclysmie, który był najgorszym dodatkiem. Ten wpis będę pewnie edytował później, trochę bardziej na chłodno.

Aha, Classic serwery – zajrzę na 1 godzinę i zapomnę (podejrzewam, że tak samo zrobi 95% obecnie grających).

Kolejna porcja muzyki + event promocyjny dodatku Krew i wino

Tym razem coś mroczniejszego:

Idealnie wpasowuje się w klimat „Serc z Kamienia”, no i oczywiście przybliża postać głównego antagonisty.

Nastąpił także ciąg dalszy mojego hajpowania drugim dodatkiem do „Wiedźmina”. CD Projekt zaprosił grupę youtuberów do zamku we Włoszech w celu prezentacji „Krwi i wina”. Mówiąc kolokwialnie: mają rozmach skurwysyny.

Jakość słaba, ale za to można się rozglądać do woli i nawet w takiej rozdzielczości widoki oraz sama budowla robią wrażenie. Z kolei w filmiku Gophera jest przedsmak rozgrywki. Usprawnienia w interfejsie są bardzo mile widziane. Jestem tylko ciekaw czy Touissant, które wielkością ma być porównywalne ze Skellige, również będzie gęsto upstrzone zadaniami oraz innymi atrakcjami. Na rozbudowę winnicy też się napalam (szkoda, że domem nie jest Kaer Morhen, ale nie można mieć wszystkiego).

Nauka korzystania z Google

Dzisiaj otrzymałem wartościową lekcję – jeśli czegoś szukało się dwa, półtora czy rok temu, to po paru miesiącach znowu trzeba poszukać. Nie zakładać, że nie istnieje, bo w Internecie jest naprawdę wszystko.

Zakochałem się w tym utworze od razu i byłem bardzo rozczarowany, że nie ma go na soundtracku. Dzisiaj kumpel z pracy (jeszcze raz dzięki!) znalazł go w 10 minut. Od 1:33 epickość aż się wylewa, polecam.

Apdejt #4

1. Jeśli ktoś jest spostrzegawczy, to zauważył, że z prawej strony zniknęły odnośniki do Facebooka i twittera. Na tym pierwszym zablokowali mi konto (tak, to możliwe), gdyż najprawdopodobniej ktoś (może nawet któryś z moich znajomych) nacisnął przycisk „Report” przy moim nazwisku (nie używałem prawdziwego). Tym samym mam również zablokowany dostęp do fanpejdża, na którym nic się już nie pojawi. Zastanawiałem się nad założeniem drugiego konta, ale po miesiącu bez FB stwierdzam, że wcale mi go nie brakuje. Co do twittera, to nie pisałem tam wiele, a dzisiaj zalogowałem się pierwszy raz od kilku miesięcy. Ta platforma ma jakiś sens i nie skreślam jej, ale póki co nie zamierzam też zwiększyć tam aktywności.

2. Awaria zasilacza (też nieco ponad miesiąc temu) przyczyniła się do drugiej w tym roku przerwy od WoWa. Subskrypcję przed Legionem raczej odnowię – chciałbym ostatecznie zrobić Gold Challenge Mode’y. Na Archimonde’a na Mythicu nie liczę, ale kto wie. Główne źródło informacji, czyli mmo-champion przeglądam tylko pobieżnie – to na pewno jakaś oznaka, że WoW mnie nie kręci jak kiedyś. Coraz bardziej w tym względzie przypominam Murtaugh powtarzającego „I’m too old for this shit”.

3. Wczoraj skończyłem „Serca z kamienia” (brawo ja). Tym samym jeszcze bardziej napaliłem się na to, co nadejdzie za dwa tygodnie:

4. Od ostatniego wpisu trochę filmów było, więc po kolei: Deadpool 7/10 (było 8, ale powtórny seans i inny Marvel kazali zweryfikować), Batman vs Superman 5/10 (Affleck klasa, Irons klasa, akcja klasa, fabuła do kitu, za dużo idiotyzmów), Hardcore Henry 6/10 (cudowna rozwałka, eksperyment wyszedł miodnie, ale film raczej na raz), Captain America: Civil War 8/10 (bracia Russo czają bazę, Spider-Man ukradł spory kawałek filmu, walka na lotnisku, wszystko trzyma się kupy), Zero Dark Thirty 8/10, The Lone Ranger 4/10 (takie tam filmidło do niedzielnego obiadu).

Filmowo-growe podsumowanie 2015 roku

outatime.pl niezbyt dumnie przedstawia mocno spóźnioną i powstającą w ogromnych bólach notkę-wyliczankę. Powodzenia.

Na początek trzy tytuły z 2014, które w Polsce miały premierę w zeszłym roku: The Imitation Game, Birdman oraz Whiplash. Ten ostatni to zasadniczo dyszka, ale dwa pozostałe również bardzo dobre i wręcz obowiązkowe.

Powyższe to jednocześnie większość poważnych dzieł jakie obejrzałem – reszta to kino mniej lub bardziej rozrywkowe. Filmem roku jest dla mnie oczywiście Mad Max: Fury Road. Wizualna i dźwiękowa uczta oraz nie zwalniająca, intensywna akcja. Jeśli chodzi o podobną „tematykę”, to jakiś kawałek za tym umieściłbym Kingsman: The Secret Service (Matthew Vaughn nadal nie zrobił słabego filmu), Ant-Mana (Marvel może wszystko), Mission Impossible: Rogue Nation (warto chociażby dla kaskaderskich popisów Toma Cruise’a), Spectre (może nieco słabszy od Skyfalla, ale to i tak nadal dobry Bond) oraz The Man from U.N.C.L.E. (luzacki hołd dla starych szpiegowskich filmów).

Ciekawy przypadek z tego Marsjanina. Niby SF, niby dramat człowieka kombinującego jak samotnie przetrwać na obcej planecie, ale najwięcej widziałem tam dobrej komedii. Wyszło to bardzo dobrze, jedynie pod koniec pojawiło się trochę nieprawdopodobzdurek.

Jest jeszcze Furious 7 tylko że to trochę inna kategoria, trzeba całkowicie wyciszyć szare komórki. No i był to widocznie gorszy odcinek od najlepszej „piątki”.

Terminator: Genisys o dziwo okazał się lepszy od dwóch poprzednich Elektronicznych Morderców i spokojnie mogę go polecić na długi zimowy wieczór.

Z kolei małym rozczarowaniem okazali się drudzy Avengersi. Absolutnie nie jest to zły film ze stajni Marvela, lecz kilka rzeczy za bardzo mi zgrzytało. Ant-Man wygrywa dość wyraźnie w porównaniu.

Czarny koń – What we do in the shadows. Nowozelandzka komedia o współczesnych wampirach utrzymana w formie mockumentary. Coś pięknego.

Z polskiego podwórka polecam Ziarno prawdy – świetny kryminał, kolejna bardzo dobra rola Więckiewicza.

I tak po tej całej wyliczance dochodzimy do Gwiezdnych Wojen. Można było więcej wyciągnąć z tematu. Bardzo na to liczyłem. Niestety twórcy poszli prostą, bezpieczną drogą i otrzymaliśmy „fan service” oraz dużo powtórzonych motywów. Nazywam to „Nową nadzieją na Powrót Jedi”. Jednak jeśli myślicie, że mi się nie podobało, to już wyprowadzam z błędu – bardzo mi się podobało. Tylko właśnie ten brak jakiegokolwiek ryzyka żeby wprowadzić coś nowego i zacząc trzecią trylogię z przytupem nadal mnie gryzie.

Na koniec wspomnę jeszcze o Evereście (warto), Ex Machina (bardzo warto) oraz przestrzegam przed Jurassic World (ile jeszcze razy można wymyślać nowe krwiożercze dinozaury i kręcić ten sam film?).

Seriale. Telewizyjne adaptacje komiksowe w natarciu. Agent Carter dobre, drugi sezon Agents of S.H.I.E.L.D. podobnie (nieporównanie lepszy od mizernych początków), Daredevil bardzo dobry, Jessica Jones ciutkę słabsza, ale nadal warto. Konkurencja z DC dostała lekkiej zadyszki w trzecim sezonie Arrowa, ale nadrobiła niezłym Flashem i akceptowalnym Gotham. Mieliśmy jeszcze jedną „chmurkową” adaptację – Powers. Taki sobie (z przebłyskami), lecz przede wszystkim dziwny to serial. Ciężko mi go ocenić jakoś sensowniej. Wikingowie z History wciąż trzymają poziom.

Natomiast dwie najlepsze serie zeszłego roku to dla mnie Sense8 (o którym już napomknąłem) oraz Better Call Saul – cudownie się wszystko zazębia w kolejnych odcinkach.

Z zaległości nadrobiłem sporo Supernatural – sześć sezonów w zeszłym i siódmy już w bieżącym roku. Im dalej, tym gorzej. Po piątym oglądam już siłą rozpędu i ciekawością co będzie dalej. Aczkolwiek kilka odcinków to małe perełki przy których bawiłem się wyśmienicie.

W grach niestety bez zmian – nie nadrobiłem absolutnie nic z „kupki wstydu”, która nieustannie się powiększa, a z nowości przeszedłem tylko Wiedźmina (i tak połowę Serc z Kamienia). Większość czasu pożarł World of Warcraft (do którego nie zajrzałem przez ostatni miesiąc, ale głód powoli wraca) i Hearthstone. Okazjonalnie odpaliłem jeszcze Diablo III, Magic Duels i Heroes of the Storm. Były też bety Might and Magic Heroes VII (niektóre rozwiązania fajne, ale technicznie masakra – po premierze nie było ponoć lepiej) oraz Ghost in the Shell: Stand Alone Complex – First Assault Online (brawa za zwięzły tytuł) – FPS w stylu Counter Strike’a, który jest obecnie w early accessie i ma całkiem dobre oceny. Grało mi się nieźle, ale zabrakło samozaparcia żeby przestawić moją komórkową pamięć z o wiele bardziej arcade’owego Quake’a III.

Dorobiłem się też tabletu i jednak zmieniłem nieco zdanie co do gier mobilnych – można trafić na fajne tytuły służące czy to zabiciu czasu albo relaksującej rozrywce, czy też na dłuższą, regularną zabawę. Ostatnio na tapecie mam głównie Magic the Gathering: Puzzle Quest oraz ciągle Fallout Shelter (chociaż osiągnąłem tam już prawie wszystko i coraz mniej sensu w tym widzę). Od czasu do czasu odkurzę też klasyki w postaci Kingdom Rush i Trials Frontier. Polecam także polską produkcję Earthcore: Shattered Elements.

No i to by było na tyle. Całkiem niezły był to rok. Filmowo nawet bardzo dobry. W grach chyba całkowicie ustrzegłem się rozczarowań czy innych wtop (bo byłem sprytny i w mało co grałem, a tym bardziej kupowałem. Heheszki.), którymi branża regularnie lubi sypnąć i na które wkurzam się (czasami jak cholera) jedynie jako obserwator.

Imię moje Legion

World of Warcraft: Legion

Będzie na szybko i dość ironicznie, a myśli rozwinę w ewentualnych komentarzach albo nowej notce kiedy znajdę więcej czasu.

1. Nowy kontynent – Broken Isles. Jednak znaleźli jeszcze miejsce na mapie Azeroth i nie musieli nawet pokazywać „drugiej strony” planety.
2. Hero Class – Demon Hunter. Tylko dwa spece – melee DPS i tank (so much lazy Blizzard, no third spec, only for elves, wow). Nawet się jaram, wygląd super, skille też, ale oczywiście dużo się jeszcze zmieni.
3. Artifact weapons. Kurde Blizz, znowu muszę kupić kolejny dodatek. No wypas – każda specjalizacja (!) ma własną broń, modyfikacje wyglądu, levelowanie (wskrzeszona Path of the Titans anyone?). Bosko. Ale od razu przypominają się różne cięcia i niespełnione obietnice z przeszłości – ile z tego systemu zostanie wycięte do premiery? I czy przez cały dodatek będziemy widzieć w kółko tylko 36 rodzajów broni oraz ich różne wariacje? Co z transmogrifikacją? Włócznia dla survival huntera? WTF? Bardzo dużo pytań.
4. Class Order Halls. Nowy Garnizon i mają mnie znowu. Nie do końca rozumiem biadolenie na garnizony, na które natykam się co chwila na przestrzeni ostatnich miesięcy. Owszem, nie są idealne, ale i tak uważam je ostatecznie za duży plus obecnego dodatku. Mam nadzieję, że wyjdzie z tego coś lepszego. Mogę się też założyć, że to odpowiedź developerów na prośby społeczności o klasowe questy itp.
5. Nowy system Honoru. Cokolwiek. Gdzieś tak od WotLKa co jakiś czas sobie mówię, że chciałbym nawet w to PvP pobawić się trochę więcej. Nie ma szans, prawie na pewno po raz kolejny nie znajdę na to czasu, więc niech robią co chcą.
6. Wskrzeszenie Illidana. Ha! To było moje drugie podejrzenie co do dodatku (po wyprawie na zniszczony Argus i walce z Legionem na dawnej planecie Draenai). Na którymś z poprzednich Blizzconów Metzenowi zbyt błyszczały oczy kiedy wspomniał Illidana oraz jak kocha „redemption stories”.
7. Zasadniczo wszystkie powyższe to również obowiązkowe punkty dla trolli i narzekaczy – Dalaran (rehash), Illidan (rehash, zmartwychwstanie), Demon Hunters (dlaczego tylko elfy, będzie OP), class halls (powtórka z garnizonów, grind)
8. Lore. Afrasiabi sporo mówił o tle fabuły, tematów i postaci. Ogólnie może być, ale i tak wiem, że koniec końców nie będę chociażby trochę usatysfakcjonowany (aczkolwiek bardzo chciałbym się mylić). Zawiodłem się zbyt wiele razy, a Blizzard systematycznie udowadnia, że spójny scenariusz i konsekwencja obchodzą ich w bardzo małym stopniu. Przebłyski to za mało.
9. Gamescom to jednak nie Blizzcon – publiczność dość drętwa.

Artefakty i Class Order Halls robią mi bardzo, Demon Hunter robi mi trochę, na dzień dzisiejszy pre-order kolekcjonerki by poszedł (ech, stary głupcze). Niektóre narzekania graczy, które czytam od jakiegoś miesiąca jednak do mnie trafiają, sam też mam swoje uwagi, więc będę czekał na kolejne informacje i się zobaczy.