[WoW] Odejście Ghostcrawlera

„Skończyła się pewna epoka…”

Wielbiciel ginu, długich spacerów po plaży i nerfienia paladynów. Greg „Ghostcrawler” Street spędził w Blizzardzie prawie 6 lat i nie ma się czego wstydzić. Jeśli chodzi o balans klas, to od jakiegoś już czasu utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. Oprócz tego podczas jego bytności wprowadzono wiele innych systemów i nowych funkcji, które w ostatecznym rozrachunku wyszły grze na dobre. Nie zawsze się zgadzałem i nadal nie zgadzam z niektórymi z nich (LFR), a część nie było/jest do końca udanych, ale jednego nie można Ghostcrawlerowi odmówić – jego aktywność na forum, a później na twitterze to kopalnia wiedzy na temat procesów twórczych zachodzących w Zamieci oraz ogólne spojrzenie na projektowanie gier. Trzeba pamiętać, że wszystkie nowości na przestrzeni ostatnich lat to nie wymysł jednego człowieka, ale całego zespołu. Street co najmniej kilka razy to podkreślał. Mimo całego internetowego hejtu, który często na niego spadał, brał wszystko na klatę i cierpliwie tłumaczył jaka filozofia im przyświecała oraz jakimi powodami się kierowali. Nie było i chyba nadal nie ma twórcy gier tak otwartego na graczy.

Lore napisał świetnego pożegnalnego posta. Ja potwierdzę tylko, że doktor oceanografii zrobił wiele dobrego dla całej WoWowej społeczności i nie tylko, oraz że widać było podczas wywiadów czy Blizzconów, że ma pasję i mu zależy. Życzę mu powodzenia gdziekolwiek się teraz uda.

[WoW] Epilog Siege of Orgrimmar

Wpis z tradycyjnym „lekkim” opóźnieniem. Najpierw filmik Alliance.

Varian

Blizzardowi wystarczyły trzy dodatki żeby wreszcie zrobić z niego króla z prawdziwego zdarzenia. Wróg został pokonany, przewaga militarna uzyskana, a honor dotrzymany. Oczywiście, że była to idealna okazja na rozbicie Hordy całkowicie, ale pomijając konieczność istnienia obu frakcji (gra musi mieć przecież ciąg dalszy), podoba mi się takie idealistyczne rozwiązanie. Obie strony mają dużo za kołnierzem, tym bardziej wola zakończenia przez Wrynna dalszego rozlewu krwi jest godna podziwu.

Jaina

Jej zachowanie z kolei jest nieco niepokojące. Ale tylko trochę. Szkoda, że sporo szczegółów nam umknęło i trzeba się posiłkować wowpedią żeby poznać wydarzenia z „Tides of War”. Jaina nie jest już tak pokojowo nastawiona, ale z powyższych wynika, że zmianę na przeciwny biegun i kryzys ma już za sobą i jeśli ktoś nie postanowi zrobić z niej bossa w jakimś rajdzie, powinno być dobrze.

Thrall

Najbardziej interesuje mnie przyszłość Thralla. Okres rządzenia całą Hordą ma już za sobą, pytanie tylko co dalej? Zostanie przywódcą samych orków? Jakimś doradcą Vol’jina? Czy wróci do bycia najpotężniejszym szamanem i w razie kolejnego Deathwinga będziemy odwalać za niego brudną robotę żeby znów mógł zadać ostatni cios? ;-) Zawsze zostaje też poświęcenie się ojcostwu.

Vol’jin

Mimo, że gram po przeciwnej stronie, rasa trolli jest jedną z moich ulubionych. Cieszy mnie również wybór nowego Warchiefa. Taz’dingo!

Bardzo bym chciał, żeby w kolejnym dodatku (Warlords of Draenor?) przywódcy i/albo inne ważne oraz rozpoznawalne postacie miały większy udział. MoP jest fajny, ale zamiast pomagania farmerom wolałbym robić jakieś questy z lub dla Variana, Velena, Tyrande i innych (przed premierą Mists Dave Kosak wspominał o serii zadań dla Wrynna, ale nic z tego nie wyszło). Ciągle też uważam, że „przerzucanie” dużej ilości fabuły na książki nie jest dobrym rozwiązaniem z punktu widzenia gracza – upadek Theramore był strasznie bezpłciowy, a o śmierci Rhonina dowiedziałem się z gazet… znaczy z Internetu. Niech Blizzard przestanie tworzyć nowe postacie i wątki, i zajmie się tymi zaniedbanymi. Wspomniany Velen oprócz zakończenia Sunwell nie zrobił chyba nic, Tyrande z Mallfurionem są trzecim planem, na gnomach ponownie zaczyna się gromadzić gruba warstwa kurzu, krasnoludy (!) – co dalej z przymierzem trzech klanów i czy Magni przez kolejne dwa dodatki będzie sobie stał spetryfikowany? Po stronie Hordy jest chyba podobnie – Sylvanas jest wielką niewiadomą, Baine jest odpowiednikiem Velena, Lor’themar trochę się rozwinął. To wszystko moim zdaniem jest bardzo ubogie i wymaga większej atencji.

[WoW] Paragon vs Garrosh Hellscream


Film Blood Legionu był bardzo dobry, ze świetnym intrem i fantazyjnym montażem, ale dość słabą muzyką. Finowie z Paragonu jak nikt inny czują klimat i trafiają w moje gusta – ścieżka dźwiękowa w powyższym klipie jest (po raz kolejny) mistrzowska. O wiele lepiej oddaje też dynamikę walki. Poza tym jest swego rodzaju geekowy klucz według którego dobierają utwory z filmowych soundtracków – „Transformers”, „The Dark Knight”, znowu „Transformers”, a teraz „X-Men: First Class” i „Man of Steel”. Przeplatają to Two Steps from Hell i za każdym razem efekt jest znakomity.

Dodatkowy plus należy się oczywiście za UI Jhazruna z My Little Pony w roli głównej.

[WoW] Patch 5.4: Siege of Orgrimmar – pierwsze wrażenia

Flexible Raid difficulty

W związku z perturbacjami przez jakie przechodzi obecnie moja gildia (po Realm Transferze, brakuje kilku osób), nie udało nam się pójść na Normal. Zostaliśmy jednak przygarnięci przez grupę z innego sojuszu i w 18 osób zobaczyliśmy czterech pierwszych bossów Siege of Orgrimmar oraz przy okazji przetestowaliśmy działanie Flexible Raid. Żadnych bugów i dziwnych zachowań nie stwierdzono – od strony funkcjonalności wszystko jest w porządku i widać tutaj typowe dla Blizzarda dopracowanie. siege-of-orgimmar-1920x1080 Pierwsza część rajdu odbywa się w (oraz pod) Vale of Eternal Blossoms. O ile teren na powierzchni, nawet po zniszczeniach jakich dokonał Garrosh, jest doskonale znany, to podziemia są nowym elementem i prezentują się bardzo dobrze. Są duże, więc sprawiają, tak dla mnie ważne, wrażenie przestrzeni (tak, znowu przytyk do instancji z jednym pomieszczeniem). Architektura też jest w porządku. Całość dobrze rokuje dla reszty Siege, gdzie także będzie mieszanka starych i nowych lokacji.

Przejdźmy do bossów. Immerseus jest typowym przedstawicielem pierwszej poważniejszej przeszkody na drodze – bez skomplikowanych mechanik i prosty w egzekucji. Numer dwa to The Fallen Protectors i o ile taktyka wydawała się skomplikowana, to w praktyce poszło nam dość łatwo. Co prawda gdzieś w połowie walki zginąłem i jeśli dobrze pamiętam na mojej śmierci się nie skończyło, to i tak trójka Pandarenów (a raczej ich duchów) padła bez większych problemów. Na Norushenie już się nieco pomęczyliśmy. Jedna z tych walk, gdzie jest wymagany jakiś poziom indywidualnych umiejętności i zgrania zespołu. Sha of Pride nie udało się nam pokonać – stopień wyżej w tych samych aspektach, o których pisałem w poprzednim zdaniu.

Podsumowując – ta próbka rajdu podoba mi się i bardzo się cieszę, że Flexible Raid okazał się doskonałym zamiennikiem dla LFR, gdzie moja noga więcej już nie postanie.

Timeless Isle

Nowa lokacja do eksploracji, siedziba dwóch World Bossów – łatwych Celestiali i trudniejszego Ordosa (żeby w ogóle z nim walczyć trzeba ukończyć quest na legendarny cloak), ciąg dalszy zadań od Wrathiona, dość intrygująca fabuła, w którą zamieszany jest Bronze Dragonflight i kilka pomniejszych atrakcji, które ładnie dopełniają całość. Usłyszełem wiele ochów i achów na temat tego miejsca od ludzi grających na PTRze, co sprawiło, że podchodziłem z dystansem, ale faktycznie jest to bardzo udany pomysł. Pomijając dzikie tłumy (wiadomo, dzień patcha) i wyścigi do co rusz się pojawiających rzadkich bestii. W najbliższych tygodniach będzie to też raj dla fanów PvP – takiego nagromadzenia ludzi nie ma nawet na największych Battlegroundach. timeless_isle

Proving Grounds

Jest to ciąg wyzwań dla pojedynczego gracza, obojętnie jaką gra klasą i specjalizacją. Zadania dzielą się na Bronze, Silver, Gold i Endless, przy czym nieskończoność tego ostatniego trwa, jeśli się nie mylę, dokładnie pół godziny ;-) Jak wynika z nazw trudność jest stopniowana, WoWProgress wprowadził już nawet ranking dla najwyższego poziomu.

Moje doświadczenie było bardzo krótkie – robiłem kolejny etap legendarnego questa i musiałem się udać do Temple of the White Tiger, więc przy okazji zobaczyłem jak wygląda poziom Bronze. Jest on jednak na tyle łatwy, że absolutnie nie będę po nim osądzał całości.

Wspomnę jeszcze tylko, że są już pierwsze gildie, które ukończyły cały nowy rajd. Siłą rzeczy od razu wypłynęły informacje o nowym Warchiefie Hordy oraz końcowe filmiki. Nie powstrzymałem się od spoilerów, ale dam Wam trochę czasu i powiedzmy za tydzień napiszę kilka słów co sądzę o epilogu Mists of Pandaria. Może gdzieś po drodze uda mi się jeszcze wtrącić temat legendarnego przedmiotu tego dodatku, ale nic nie obiecuję, bo już od jakiegoś czasu nie mogę się zebrać do tego wpisu.

[WoW] Throne of Thunder

Siege of Orgrimmar zbliża się wielkimi krokami, więc czas najwyższy podsumować Throne of Thunder. Na Normal udało mi się ten rajd ukończyć, a na Heroic zaliczyłem kilkanaście wipe’ów na Jin’rokhu i wątpię żebym przed wyjściem 5.4 zobaczył coś więcej – w związku z pracą na wyjeździe od ponad miesiąca nie gram i taki stan utrzyma się jeszcze przez dwa tygodnie.

Throne of Thunder

Historia wokół ToT i wprowadzenie do rajdu są interesujące i ogólnie udane. Wyspa, na której się znajduje i która służy za quest hub też wypada bardzo dobrze. Wizualnie jest świetnie – ogromna instancja (jeśli dobrze pamiętam to największa ze wszystkich do tej pory) z architekturą cieszącą oko. Bossowie wyróżniający się pod względem graficznym to na pewno Jin’rokh i Lei Shen z tymi wszystkimi błyskawicami. Najfajniejszymi elementami wyglądu tego drugiego są bateria na klatce piersiowej ala Iron Man i elektryczny bicz. Twierdza Thunder Kinga to również siedziba czołówki najbardziej upierdliwego trashu w WoWie. O ile problemy z mobami przed Dark Animusem to tylko wina nieogarnięcia naszego składu rajdowego, to potworki przed Ji-Kunem doprowadzają mnie każdorazowo do szewskiej pasji.

Tyle uwag ogólnych, teraz do sedna, czyli samych potyczek.

  • Jin’rokh the Breaker – elektryczny Hulk. Standardowy początkowy boss w rajdzie nie wyróżniający się niczym poza wspomnianą wizualizacją.
  • Horridon – lekko przerośnięty dinozaur zakuty w zbroję dla lepszej efektywności. Typowa „Add fight”, gdzie kontrola nad kolejno wysypującymi się mobkami jest kluczowa. Również nic szczególnie nowego, ale też nie nudnego.
  • Council of Elders – sporo się dzieje, trzeba uważać gdzie stoimy i pilnować kogo w danej chwili DPSować. Może trochę szkoda, że przy taktyce „nuke Sula” i posiadaniu dobrego DPSu walka staje się sporo prostsza.
  • Tortos – w związku z tym, że zawsze na tej walce kopię żółwie (i czasami mi nie wychodzi) nie przepadam za tym pojedynkiem. Niby pełnię ważną rolę, ale na Recouncie słabo to później wygląda. Co prawda nie mam nic przeciwko specjalnym zadaniom i rzadko otwieram wspomniany addon, ale zawsze gdzieś z tyłu głowy kołacze się myśl, że mam za duże rezerwy i mógłbym wypaść lepiej (albo być bardziej skoncentrowanym i nie kopać jak Sergio Ramos.
  • Megaera – jedna z nudniejszych walk i jednocześnie sprawiająca naszej gildii najwięcej problemów (jesteśmy z tego znani). Zbyt dużo powtarzania w kółko tego samego bez większych urozmaiceń.
  • Ji-Kun – przyjemna walka, tak jak więkość tych, gdzie trzeba podzielić rajd na dwa lub więcej zespołów.
  • Durumu the Forgotten – druga najlepsza walka instancji. Wymagana spora spostrzegawczość przed fazą Light Spectrum oraz umiejętne poruszanie się postacią w fazie labiryntu przy jednoczesnym DPSowaniu/leczeniu. „Do you see what I did there” – bezcenne.
  • Primordius – daleki krewny Golluma i jeszcze bardziej ekstremalny przykład jak można ułatwić sobie walkę posiadając wystarczający DPS i jednocześnie spowodować, że pojedynek będzie bardziej interesujący na LFR. Przeoczenie Blizzarda albo mieliśmy jako gildia tak dobry sprzęt, że udało nam się pominąć całą mechanikę już przy pierwszym podejściu.
  • Dark Animus – może być, ale raczej zaniża średnią.
  • Iron Qon – trzecia najlepsza walka. Tak jak w przypadku Durumu wymagany spory poziom indywidualnych umiejętności i orientacji w terenie.
  • Twin Consorts – rozczarowanie, spodziewałem się dużo więcej po przedostatnim bossie rajdu.
  • Lei Shen – ostatni boss, najlepsza walka instancji, czyli wszystko tak, jak być powinno. Trochę żałuję, że nie zdążę zmierzyć się z nim w wersji Heroic. Jedyna rzecz, do której mogę się przyczepić to to, że zabrakło czegoś, co sprawiłoby, że zapamiętalibyśmy Thunder Kinga na dłużej. Historię znamy co prawda z questów i świetnego trailera do patcha 5.2, ale brak chociażby jakiegoś fajnego cytatu. Na pewno brakuje też więcej osobowości i może trochę lepszego przedstawienia jego motywacji. Szkoda, że tak ciekawa postać wydaje się skazana na bycie jednym z wielu.

LFR trochę popsuł moje doświadczenia w Throne of Thunder, ale nie zaszkodziło mu to zbytnio w byciu jednym z najlepszych rajdów jakie do tej pory się ukazały.

[WoW] 7,7 miliona i kilka luźnych przemyśleń

Kilka dni temu Activision Blizzard wydał oświadczenie prasowe, w którym oprócz czysto biznesowej informacji o wykupieniu udziałów od Vivendi w celu uzyskania (chyba) większej niezależności (kompletnie nie rozumiem o co chodzi jeśli w grę wchodzi giełda i inne takie) pojawiła się również wzmianka o tym, że World of Warcraft posiada obecnie 7,7 miliona subskrybentów, co oznacza że od poprzedniego kwartału ubyło 600 tysięcy „uzależnionych”. Już poprzedni spadek był alarmujący – wszakże na początku marca wyszedł patch 5.2, co powinno sprawić, że graczy przybędzie, a nie odwrotnie. Zwłaszcza, że rajd i towarzyszące mu inne atrakcje wypadają bardzo dobrze. Pomimo szybszego pojawiania się dobrego contentu, tendencja stale się utrzymuje, co oznacza, że małymi krokami faktycznie zbliżamy się do (ogłoszonej już co najmniej piętnaście razy) śmierci WoWa. Podejrzewam, że nawet managerowie z Zamieci głowią się teraz nad przyczynami takiego stanu rzeczy. Na pewno duży wpływ, jeśli nie decydujący, ma wiek gry (za rok z okładem 10-lecie) oraz ogrom konkurencji, która w większości opiera się na modelu Free to Play. Sądzę, że sporo do powiedzenia ma również problem zbyt dużej dostępności, o którym niedawno pisałem – potrzebny jest jakiś cel wyznaczany przez hardkorową mniejszość, do której będzie dążyć nie tak hardkorowa większość. Mnie to napędzało te kilka lat temu i w dużym stopniu napędza do tej pory – wiedziałem, że są trudniejsze rajdy i bossowie, że jest dużo innych wyzwań, że mogę grać lepiej. Co prawda tylko niewielki odsetek faktycznie wejdzie na wyższy poziom czy będzie nieustannie do niego dążyć, ale nawet ci którym nie pójdzie tak dobrze będą wciąż mieć motywację. Teraz tego zacięcia brakuje – „zobaczyłem wszystko na LFRze, do zobaczenia w następnym patchu”.

Wczesną jesienią (lub późnym latem) wyjdzie ostatni rajd dodatku, a to zawsze sprawiało, że liczba subskrybentów skakała w górę, ale patrząc na tendencję ostatniego roku, nie jest to już takie pewne. Chociaż w sumie… Garroshowi do Arthasa *nieco* brakuje, ale nowy Warchief Hordy to temat rzeka budzący sporo emocji (go Vol’jin!).

Większym magnesem do powrotu mogą się okazać Virtual Realms, czyli odpowiedź developerów (nareszcie) na serwery o małej populacji. Mało jeszcze wiemy o VRach, ale w jakiej postaci by nie były, zawsze to jakieś ułatwienie i krok w dobrym kierunku jeśli chodzi o poszukiwanie współgraczy oraz gildii o odpowiadającym nam profilu. Nie zmienia to faktu, że Realm Transfery dość dawno temu powinny być tańsze albo nawet bezpłatne (w tym drugim wypadku oczywiście dozwolone co jakiś czas, np. raz na cztery miesiące). Takie ułatwienie prawdopodobnie zatrzymałoby ludzi, których przyjaciele przestali grać czy rozpadła im się gildia i nie chcieli lub nie stać ich było na przenosiny.

Na koniec z innej beczki. Jeśli Stormcrow okaże się kolejnym mountem dostępnym w Pet Store zamiast w grze, to przejadę się do Kalifornii i walnę kogoś w twarz.

[WoW] Mikrotransakcje

Blizzard oficjalnie zaczął poważnie badać możliwości mikrotransakcji w World of Warcraft. W patchu 5.4 pojawi się sklep dostępny bezpośrednio w grze (czyli oddzielny byt od Pet Store, o którym za chwilę), początkowo dostęp będą mieli gracze z Azji, a nabyć będzie można buff przyspieszający zdobywanie doświadczenia oraz Lesser Charms of Good Fortune. Kilka dni później podano informację, że do Pet Store trafi kilka nowych przedmiotów nie będących ani wierzchowcami, ani zwierzakami.

Tematem zajął się już zarówno Manaflask jak i Olivia Grace, następczyni Lore’a na TankSpocie. Nie miałem czasu zapoznać się z tymi opiniami (naprawdę muszę albo rzucić pracę, albo znaleźć sposób na wydłużenie doby), więc może za jakiś czas dorzucę jeszcze jakieś przemyślenia.

Na dzień dzisiejszy moje zdanie jest takie (i nie zmieni się znacząco), jakie było kiedy pojawił się Pet Store właśnie – sprzedawanie jakichkolwiek przedmiotów czy to kosmetycznych, czy ułatwiających/przyspieszających niektóre aspekty w grze z abonementem to oznaka chciwości, policzek dla każdego „kolekcjonera-przeróżnych-zabawek-i-osiągnięć” (którym sam jestem) i generalnie zachowanie nie fair. Argument „jeśli ci się nie podoba, to nie kupuj” mnie nie przekonuje. Co prawda stosuję się do niego od początku – bardzo chciałem i chcę mieć nadal chociażby Pandarena i Nietopyrza, ale w imię zasady powstrzymuję się od kupna. Nie zmienia to faktu, że istnienie tego typu kramów podczas kiedy od ponad pięciu lat płacę abonament prawie non-stop bardzo mi zgrzyta. Dochodzi jeszcze świadomość, że środki zużyte do powstania tych ekstra przedmiotów mogły iść na dopieszczanie WoWa i poprawianie błędów. Trzy hełmy do Transmoga to już w ogóle przegięcie – zdecydowanie lepiej by się stało, gdyby zbrojom w 5.4 poświęcono więcej uwagi.

Wracając do buffa i Lesser Charms – „gracze się tego domagali”. Gracze to w sporej części idioci, którzy sami nie wiedzą czego chcą (niżej podpisany też zbłądził co najmniej kilka razy). Regularnie zostaje zmiejszana ilość doświadczenia potrzebna do wbijania kolejnych poziomów – to wystarczające ułatwienie. Charms są powiązane z rajdowaniem, daily i co za tym idzie – z grindem. Bez tego ostatniego ciężko mi sobie wyobrazić WoWa. Oczywiście zrobiony źle (Golden Lotus) nie przynosi niczego dobrego, ale zaimplementowany dobrze i w rozsądnych ilościach (Klaxxi) działa właściwie. Trzeba jeszcze tylko pamiętać, że każdy ma inną tolerancję i nie należy do niczego się zmuszać.

OK, trochę podryfowałem. Podsumowując – ułatwiacze, ozdobniki i pozostałe usługi czy przedmioty nabywane za fizyczne pieniądze nie pasują mi do definicji gry ze stałym abonamentem. Nie kupiłem do tej pory żadnej i nie zamierzam. Z biznesowego punktu widzenia to na pewno się sprawdzi, ale osobiście czuję się trochę jak obywatel drugiej kategorii.

[WoW] LFR vs. Flex

W następnym patchu (5.4) pojawi się nowy poziom trudności rajdów o nazwie Flexible Raiding, w skrócie Flex. Ma być usytuowany pomiędzy LFR a Normal, adresowany do małych grup oraz gildii składających się z rodziny i przyjaciół. Oprócz tego na taki rajd można zabrać dowolną liczbę osób z przedziału od 10 do 25 – przeciwnicy będą się dynamicznie skalować. Stara wiadomość jest stara – Blizzard ogłosił ją miesiąc temu, ale dopiero niedawno ją przetrawiłem.

Kiedy pod koniec Cataclysmu wprowadzano LFR byłem entuzjastycznie nastawiony – poziom trudności dla graczy, którzy nie mają czasu i/lub nie są w zorganizowanej gildii, dzięki czemu będą mogli wreszcie zobaczyć całą zawartość gry oraz na czym polega rajdowanie. System ten wydawał się też idealny dla altów i pod tym względem nadal się sprawdza. Na dłuższą metę nie jest tak różowo. Podstawowym grzechem LFR jest brak jakiejkolwiek interakcji z resztą graczy. Do czasu jakiegoś trudniejszego bossa typu Lei Shen, gdzie jednak trzeba co nieco ustalić, jest ona zwyczajnie niepotrzebna. Koniec końców szczegóły ustala jedna, góra dwie osoby, a pół rajdu i tak się do nich nie stosuje. To i kilka innych rzeczy świetnie obrazuje poniższy eksperyment:

Klip dowodzi, że WoW dla kogoś nowego i niezorientowanego jest tak naprawdę grą „single player”, w dodatku trzeba zrobić bardzo niewiele żeby ją „ukończyć” (traktuje też o kilku innych sprawach i zgadzam się tezami tam przedstawionymi w 100%). Oczywiście gry dla pojedynczego gracza nie są gorsze, nic z tych rzeczy. World of Warcraft jest jednak grą MMO i powyższe zjawiska nie są w nim pożądane. Zwłaszcza w rajdowaniu, które z definicji jest przeznaczone dla dość sporej grupy ludzi i opiera się przede wszystkim na ich współpracy.

Niezaprzeczalną zaletą LFR jest wygoda – wchodzę do kolejki, czekam, robię swoje, odkrywam instancje, zgarniam ewentualny loot, wychodzę. Czasami taka odmiana po ciągłych wipe’ach i, nie daj Boże, użeraniu się ze współgraczami może być miła. W dłuższej perspektywie stwierdzam jednak, że wychodzi wszystkim na złe – zarówno grze jak i społeczności wokół niej zgromadzonej. Dlatego sądzę, że najlepiej by było, gdyby z wejściem Flex, LFR zostało usunięte z gry. Jest to oczywiście pobożne życzenie, bo wątpię by Blizzard kiedykolwiek to zrobił. Szkoda, ponieważ WoW przekroczył chyba granicę zbyt dużej dostępności, zbyt wielkiego ułatwiania niektórych rzeczy, aspekt socjalny też jest zaniedbany (jeśli pisze to taki introwertyk jak ja, to naprawdę jest źle, uwierzcie mi) – do wszystkiego są kolejki, a do eksplorowania świata „zachęca” nas Archeologia (wiele eksponatów chciałbym mieć, ale perspektywa powtarzalnego i nudnego latania z miejsca na miejsce mnie zniechęca) czy dodany w 5.3 jeden (!) tygodniowy quest, w dodatku oparty w całości na również nudnym grindzie. To nic, że w pewnych warunkach (brak gildii/martwy serwer – kolejne sprawy, które potrzebują uwagi, ale o tym może kiedy indziej) złożenie grupy rajdowej na Flex może zająć więcej czasu niż kolejka w LFR – teraz mam porównanie i wolę to pierwsze, a drugiego może będę używał na altach (o ile znajdę na nie czas – w MoPie ciągle mam dużo do zrobienia pierwszą postacią).

Brak nowych graczy, którzy nie zadowalają się Looking for Raid i pchają grę do przodu przy okazji zastępując starą gwardię oraz wszystkie opisane powyżej powiązane z tym rzeczy to na chwilę obecną chyba największy problem WoWa. Drugim będą gildie (brak wsparcia ze strony Blizzarda w ułatwieniu rekrutacji) i związane z tym martwe/umierające serwery. O tym też mam coś napisać?

[WoW] Nadrabianie zaległości – Lore w Blizzardzie

Na TankSpocie – Weekly Marmot, PST i PST Rapid Fire, na GameBreakerze – Legendary, After Dark i chyba okazjonalnie This Week in MMO. Na Weekly Marmot trafiłem chyba w okolicach trzeciego odcinka i poza kilkoma opuszczonymi podczas Cataclysmu kiedy WoW kompletnie mi się przejadł i nie grałem prawie wcale, obejrzałem wszystkie. Legendary podobnie – wszystko z wyjątkiem dwóch albo trzech ostatnich odcinków – brak czasu daje mi się we znaki od kilku tygodni, ale nie bez powodu nazwałem tę stronę tak, jak nazwałem.

Josh Allen aka Lore – człowiek, który stworzył albo był kołem napędowym powyższych webcastów dostał pracę w Blizzardzie i pewnie niedługo napisze swój pierwszy niebieski post. Kiedy podawał tą wiadomość czułem radość, bo naprawdę sobie na to zasłużył. Wnosił ogromną ilość pasji, prowokował do ciekawych dyskusji, a jego programy były główną przyczyną, dzięki której na dobre wkręciłem się w temat developingu gier i ostatecznie podjąłem próbę prowadzenia tego „bloga”. Z drugiej strony trochę szkoda – bez niego to nie będzie to samo. Z trzeciej, bardzo mocno sugerował, że jest możliwość jego powrotu w takiej czy innej postaci do robienia kolejnych filmików kiedy już będzie pracował w Zamieci. Mam nadzieję, że tak się stanie. Byłoby marnotrawstwem gdyby musiał tylko siedzieć na forum, odpowiadać na pytania i przekazywać uwagi developerom. Co prawda wątpię żeby z miejsca przeforsował jakieś swoje pomysły, bo wydaje mi się, że od Community Managera do Developera jest mimo wszystko dość daleka droga. Szybkość reakcji Blizzarda też raczej nie pomoże. Tak czy inaczej jest to poważne wzmocnienie i tak już silnie kadrowo firmy oraz przykład dla każdego, że ciężka praca spełnia marzenia.

Mocno spóźniony, ale przyłączam się do Grayviego – powodzenia, Lore!

Dużej ilości osób coś wpadało do oka pod koniec powyższego klipu. Nie byłem wyjątkiem. Dziwna sprawa :-)