Wiedźmin 3: Dziki Gon – recenzja

Minął prawie miesiąc od premiery i ponad tydzień od ukończenia przeze mnie gry, więc najwyższa pora napisać kilka(-naście, -dziesiąt, -set) zdań. Na wstępie potwierdzę zapewnienia CD Projekt o długości rozgrywki – przejście gry zajęło mi niecałe 158 godzin, nie zrobiłem wszystkich zadań pobocznych, nie odblokowałem wszystkich „znaków zapytania” na mapie. Grałem też wolno – czytałem opisy questów, postaci, książki i pisma znajdowane w grze, na początku dość często ginąłem, głównie przez problemy ze sterowaniem (o czym będzie później), sporo też grałem w Gwinta (aczkolwiek nie skompletowałem wszystkich kart). Uważajcie też, gdyż świat faktycznie jest ogromny, a zginąć można nie tylko w walce:

Śmiechy na bok, zacznijmy od minusów trzeciej odsłony przygód Geralta. Ekwipunek: ocena niedostateczna. Nie wyciągnięte absolutnie żadne wnioski z pierwszej (gdzie do wersji rozszerzonej było tragicznie) oraz drugiej części (gdzie było jako-tako). Nie można tak olać tematu w tytule, w którym zbiera się ABSOLUTNIE wszystko, bo absolutnie wszystko może się przydać, nie tylko składniki do alchemii, mieczy czy zbroi – nawet śmieci czy przedmioty domowego użytku można u handlarzy przekształcać na przydatne komponenty. Owszem, jest rozbicie na kategorie i automatyczne sortowanie po naciśnięciu jednego przycisku. Tylko że jak napisałem przed chwilą – lootu jest multum i pomaga to w niewielkim stopniu. Przydałaby się wyszukiwarka (jak chociażby w WoWie), która podświetlałaby kieszenie/szukane przedmioty albo po prostu jakiś lepszy interfejs czy kategoryzowanie. Przy okazji sortowania – utrudnia ono wręcz korzystanie z mikstur. Sloty szybkiego użytku są tylko dwa, więc przed co trudniejszymi walkami, moje akcje wyglądały następująco – otworzyć ekwipunek, użyć oleju na miecz najeżdżając po kolei na każdy, bo różnią się tylko kolorami, więc jak ktoś nie pamięta, że ten przeciw wampirom jest (strzelam) zielony (a mamy np. trzy inne zielone), to musi trochę polatać kursorem. Po tym przewijam kieszeń na dół, bo mikstury sortują się za książkami i innymi pergaminami (których jest dużo) i powtarzam schemat z olejami, przy czym tu mam nieco prościej, bo flaszki do mikstur różnią się kolorami i kształtem, więc po piątym razie, wiedziałem jak wygląda np. Grom. Zamykam ekwipunek i walczę. Działanie wspomnianego Gromu trwa bodaj minutę, niektóre walki są dłuższe, więc czasami trzeba było wszystko powtarzać… No makabra. Jeszcze myszką w miarę szybko można się przez to wszystko przebić, ale na padzie sobie tego nie wyobrażam.

Mapowanie klawiszy na klawiaturze. Taki trochę policzek dla PCtowców. „Nieno, każdy przecież używa WSADa, a poszczególne panele interfejsu można przypisać na stałe bez możliwości zmiany. Gra i tak jest zoptymalizowana pod pada, więc jest spoko.” Otóż kurwa nie każdy gra WSADem. Ile się przez pierwsze godziny namęczyłem i nakląłem, to moje. Walka w moim wykonaniu wyglądała tak, jakby przed ekranem był pijany pięciolatek, który grając, jednocześnie zjeżdża z górki na deskorolce. Na szczęście po kilku dniach wszedł patch, który to naprawił (ale paneli interfejsu nadal nie można zmieniać). Niemniej nie mogę tego przemilczeć.

Glitche, kolizje, niedopracowane animacje i inne przenikanie tekstur. To jest dla mnie najmniejszy mankament, bo w ogóle nie wpływa na rozgrywkę. Nie pamiętam też, żebym natknął się na tego typu błędy podczas jakiejś ważnej fabularnej sceny czy w momencie dramatycznym, co mogłoby popsuć ich odbiór. Jest tych bugów jednak na tyle dużo, że nie można ich całkowicie zignorować.

Na koniec słynny już downgrade, który wg CDPRed downgradem nie był :-) Szkoda trochę, że jednak konsole (next gen my ass) mają taki wpływ i to pod nie trzeba przycinać gry. Z drugiej strony grafika jest na tyle dobra, że mi to ostatecznie zwisa.

Tyle złego, teraz sam miód.

Wyglądasz znakomicie, Geralt.

Wyglądasz znakomicie, Geralt.


Wiedźmin 3, tak jak i poprzednie części, fabułą stoi. Absolutne mistrzostwo jeśli chodzi o historię i jej prowadzenie w otwartym świecie. Genialne zadania poboczne, które nie ograniczają się do „przynieś, podaj, pozamiataj”. Często kryje się za nimi jakaś historia, którą można poskładać w całość ze znalezionych pism czy rozmawiając z ludźmi. Czasami zaczynamy od czegoś błahego żeby po pół godzinie się okazało, że skala jest o wiele większa i mamy jakieś trudne decyzje do podjęcia. Polowanie na potwory w niektórych przypadkach również łączy się w jakiś sposób z krainą i ludźmi w niej żyjącymi. Trzeba coś wytropić, poprowadzić śledztwo, porozmawiać, rozejrzeć się. Od czasu do czasu jesteśmy też ścięci z nóg i nie możemy wyjść z podziwu jak to jest dobrze napisane i rozegrane (quest „Ostatnie życzenie”). Linia fabularna z Krwawym Baronem (którą zachwyca się chyba każdy) to bodaj jedna z najlepszych historii (jeśli nie najlepsza), którą dane nam było zobaczyć w komputerowym RPGu. Klimat książek zachowany w 100%, charakter każdej postaci także zgadza się niemal co do joty, a tam gdzie brakuje pierwowzoru albo postać dojrzała przez te kilka lat, też nie ma się do czego przyczepić. Zaryzykuję stwierdzenie, że cała wiedźmińska seria to najbardziej spójne i najrówniejsze fabularnie gry jakie kiedykolwiek powstały. W dodatku czasami ocierają się o geniusz. Może przesadzam, ale jest to co najmniej ścisła czołówka. Zdarzają się też fragmenty, które odbiera się bardzo emocjonalnie, nie tylko te, w których podejmujemy decyzje czy widzimy ich skutek. Oceńcie sami:

Okazji do pośmiania się też jest sporo. Zbalansowanie poważnych i luźniejszych zadań, rozmów i scen jest bardzo w porządku, w żadnym momencie nie odczułem przegięcia w jedną czy drugą stronę.

Jak zwykle mamy też kilka mini-gier. O ile wyścigi konne warto robić jak najszybciej dla lepszych siodeł i bardziej pojemnych juków, walki na pięści to bardziej przerywnik niż coś, co wnosi jakąś konkretną wartość, tak Gwint po prostu rządzi. Karcianka ma proste, czytelne zasady, wciąga niesamowicie i natychmiast wyzwala syndrom „złap je wszystkie” (karty). Wypuszczanie jej w takiej postaci jako osobny tytuł, czego domagają się niektórzy fani, mija się z celem, bo balans jest za słaby. Nacisk na silne karty jest zbyt duży, co powoduje, że tylko do pewnego stopnia możemy starać się przechytrzyć przeciwnika. Natomiast jako gra w grze sprawdza się rewelacyjnie.

Grafika jest znakomita. Projekty postaci świetne, potworów może trochę mniej. „Malarskość” krajobrazów powala. Co kilka kroków można się zatrzymać i podziwiać widoki, okazji do screenshotów jest mnóstwo (zwłaszcza przy wschodach i zachodach słońca). Walić downgrade i biadolących malkontentów.

Muzyka to mistrzostwo. Zdecydowanie najlepszy soundtrack w trylogii, zaproszenie zespołu Percival i wykorzystanie ich utworów było strzałem w dziesiątkę. Dźwięki i melodie zostaną ze mną na bardzo długo. Polska wersja dubbingu jak zwykle „nie gryzie w uszy”, aktorzy wywiązali się bardzo dobrze. Tylko trochę za dużo Dariusza Odiji w głosach tła :-)

Walka w końcu wygląda tak, jak powinna. Już w „dwójce” było nieźle, brakowało tylko responsywności i możliwości przerwania zbyt długiej animacji niektórych ataków. Jedyną wadą jest dla mnie wspomniana już zbyt mała ilość quick slotów na mikstury. Dwa to zdecydowanie za mało, coś z przedziału 3-5 byłoby optymalne. Walcząc z danym potworem trzeba pamiętać/przeczytać na co jest wrażliwy i dopasować strategię potyczki. Od czasu do czasu mamy też duże, epickie starcia, w których nie brakuje dramaturgii. Trzeba tutaj jeszcze wspomnieć o Ciri, którą kierujemy i walczymy w wybranych momentach. Jest to dobra odskocznia od Geralta, nie tylko ze względu na zmianę perspektywy, z jakiej śledzimy historię. „Jaskółka” jest bardzo potężnym wojownikiem i tę potęgę czuć praktycznie od razu. Aczkolwiek jej animacja biegu mi też wydała się trochę nie-teges.

Rozwój postaci w porządku. W pierwszym przejściu jak zwykle pakowałem zdecydowaną większość w walkę mieczem. Po odblokowaniu nowych ciosów w stylu szybkim i silnym można się poczuć jak prawdziwy mistrz fechtunku.

Podsumowując, „Wiedźmin 3: Dziki Gon” to oczywiście najlepsza część serii. Na każdym kroku widać serce, duszę, krew, pot i łzy jakie twórcy włożyli w to dzieło. To nie jest kolejny „erpeg w otwartym świecie”, nie jest to też może coś totalnie przełomowego (a może właśnie jest?), ale na pewno jest to gra wybitna. Jeśli ta forma rozrywki cokolwiek znaczy(ła) w Waszym życiu, to w trzecią odsłonę historii Geralta (najlepiej w dwie poprzednie też) po prostu musicie zagrać. Kilka rzeczy zrobiono źle (ekwipunek), na niektóre zabrakło pewnie czasu (downgrade), ale reszta nadrabia to z bardzo dużym zapasem. Książki o Białym Wilku przeczytałem przed Tolkienem, to było coś, co niejako ukształtowało mój gust do fantasy, z czym dorastałem. Gry to wspaniałe przedłużenie i kontynuacja. Bardzo chciałbym dać dychę, ale silę się na jakieś szczątki obiektywizmu i daję 9,5/10. Jestem też w stanie zrozumieć okrągłą „dziewiątkę”, ale cokolwiek poniżej lub niedocenienie fabuły, oprawy graficznej i muzycznej, to po prostu herezja. Wiedźmin 3, gra od polskiego developera, przejdzie do historii.

Wiedźmin 3 jak do tej pory

Dawno tu nie zaglądałem i dopiero teraz zobaczyłem komentarze Graya i Aza. Zamiast odpowiadać pod starym wpisem, zrobię więc krótki nowy.

Póki co 142 godziny na liczniku, wydaje mi się, że jestem w 2/3 albo 3/4 gry. Gram bardzo powoli, ale jednocześnie sporo zadań pobocznych pomijam, eksploracji też jakoś nie za dużo, wiele znaków zapytania zostało jeszcze na mapie. Czasami wczytuję też poprzedniego sejwa żeby sprawdzić inne opcje, lootuję wszystko co napotkam. Naprawdę sądziłem, że skończę grę szybciej, bo jestem bardzo ciekaw głównego wątku, ale przy questach drugorzędnych takiej klasy nie można przejść obojętnie. No i jest jeszcze Gwint… Bardzo sceptycznie odbierałem informacje o 100 czy nawet 200h gameplayu. Okazuje się, że to nie były przechwałki czy zawyżanie. Już planuję drugie przejście, w którym zrobię absolutnie wszystko co się da, podejmę inne decyzje, a długość rozgrywki przewiduję na jakieś 500 godzin :-)

Dla mnie gra roku (bo w nic innego nie grałem poza WoWem i Hearthstonem, hehe) i najprawdopodobniej dekady. W nadchodzących dniach/tygodniach poinformuję w dłuższym tekście czy Wiedźmin 3 okazał się dla mnie grą wszechczasów.

Odkurzanie oraz twitch

Gruba warstwa kurzu się tutaj nazbierała, pora nieco posprzątać i przewietrzyć. Przed chwilą wrzuciłem mały komunikat na Facebooku. Przeklejam, bo nie chce mi się wymyślać na nowo:

Niektórzy już wiedzą, niektórzy jeszcze nie. Przez ostatnie dwa tygodnie trochę streamowałem, eksperymentowałem itp. (w „Past broadcasts”, tudzież „Poprzednich transmisjach” można już trochę obejrzeć). Przyszła pora na jako-taki rozkład jazdy:

Poniedziałki, środy i niedziele – rajdy w WoWie (Heroic Blackrock Foundry, powoli zaczynamy Mythic): 19:45-22:45. Gwarantowane suche żarty, koszmarne UI oraz liczne wipe’y.

Wtorki i czwartki – Hearthstone (ranked, areny, daily questy): 21:00-22:30. Gwarantowany drętwy komentarz oraz liczne błędne zagrania, które będzie można wytykać i/lub śmiać się z nich.

W soboty i niedziele (przed rajdem) może też coś kiedyś będzie. Zależy od czasu i innych planów.

http://www.twitch.tv/outatimepl

Nie mam dwóch monitorów, więc muszę jeszcze ogarnąć sensowny sposób na wyświetlenie sobie okienka czatu. Przynajmniej w HS, bo podczas rajdów w WoWie nie będę miał na to czasu. Obraz jest OK, dźwięk też daje podobno radę (pytałem). Tak więc zapraszam.

Mój garnizon w Warlords of Draenor

Jutro (dla niektórych już od północy) zacznie się mniej lub bardziej gorączkowe levelowanie w nowym dodatku. W związku z tym, że Garnizon to nowa oraz bardzo rozbudowana funkcja, zrobiłem sobie mały plan.

Pierwszy level będzie u mnie wyglądał tak:

– The Tannery lub Enchanter’s Study – w pierwszej kolejności wolałbym Salvage Yard, ale plan do niego jest dostępny później. Ceny materiałów na AH na starcie dodatku zapewne będą bardzo wysokie, więc nie wiem czy Tannery nie stałoby odłogiem. ES pozwoliłoby chociaż na pozyskiwanie materiałów do enchantów na przedmioty. Tutaj jestem trochę rozdarty.
– Barracks – więcej misji, więcej doświadczenia dla stronników, więcej samych stronników i ostatecznie więcej lootu.

Garnizon na levelu drugim poszerzę o:

– Salvage Yard (jeśli będę już miał plan) – nie mam żadnej zbierackiej profesji, więc materiały do craftingu się przydadzą. Plus, można będzie też wyhaczyć ulepszenia dla followersów.
– Lumber Mill – w celu zwiększenia ilości zdobywanych Garrison Resources (GR), które są niezbędne do rozwijania bazy i wysyłania followersów na misje. Myślę, że do pewnego momentu to będzie kluczowy budynek.
– Budynki bonusowe (Lunarfall Excavation, Herb Garden, Fishing Shack, Pet Menagerie) – kopalnia w pierwszej kolejności, bo rudy przydadzą się do mojej drugiej profesji – Jewelcraftingu. Później ogródek, stawik i na końcu zoo ;-) Jeśli starczy mi na to wszystko materiałów oczywiście – podstawowe budynki mają pierwszeństwo.
– jeśli zbuduję Enchanter’s Study, to zamieniam na Tannery. Tylko czy wystarczy mi GR na takie podmianki?

No i ostatecznie:

– Gem Boutique – również do Jewelcraftingu.
– Barn – materiały do Leatherworkingu i tworzenia najlepszych przedmiotów z tej profesji oraz do jedzenia dającego bonusy do statystyk postaci.
– Dwarven Bunker – lepszy sprzęt dla followersów + darmowy Seal of Tempered Fate do bonusowego rolla na przedmioty z bossów rajdowych.
– Lumber Mill docelowo zamieniam na Trading Post, które da bonus do uzyskiwanej reputacji z frakcjami i które podobno stanowi lepsze combo z Barn.

Efekt końcowy powinien wyglądać tak:
garnizon

W trakcie levelowania można jeszcze odblokować cztery Outposts (w sumie jest osiem, ale można mieć tylko jedno na daną krainę):

– w Gorgrond wybieram Sparring Arenę. Powód może być tylko jeden – nic nie przebije nazwy followera, który przyłącza się po kilku questach: Pitfighter Vaandaam (!).
– Talador – tutaj żadna opcja nie ma nic przyciągającego uwagę, ale atak artylerii z Arsenal zapowiada się na bardziej widowiskowy.
– Spires of Arak – Smuggler’s Tavern. W zasadzie powinienem najpierw wybrać Brewery, które daje +20% doświadczenia w tej krainie, ale nie zależy mi na szybkości levelowania tak bardzo, jak na dodatkowych Garrison Resources, które można kupić u handlarza z Taverny.
– Nagrand – Corral. Czołg fajna sprawa, ale wierzchowiec, z którego można walczyć i nie trzeba zsiadać żeby zebrać loot wydaje mi się bardziej interesujący.

To jest oczywiście pierwsza wersja garnizonu jaką zbuduję. Nie można mieć wszystkich budynków, a niektóre pominięte w tym buildzie też są bardzo fajne i będę chciał je wcześniej czy później sprawdzić.

BlizzCon 2014 – dzień drugi

Za kilka minut zacznie się rajd na żywo z udziałem gildii Method i Midwinter. Celem będzie Highmaul – instancja z Warlords of Draenor. Z związku z tym nie będę, jak w zeszłym roku, co kilka minut pisał jak idzie uczestnikom – chcę coś z tego nowego rajdu zobaczyć :-) Później zajrzę na panel o Overwatch. Na pewno będę też podglądał turniej Hearthstone’a, a finał koniecznie w całości. Tę karciankę naprawdę super się ogląda, zwłaszcza jak grają takie debeściaki.

<19:58> Method górą drugi rok z rzędu. Było kilka gorących momentów, w szczególności jeden na ostatnim bossie. Highmaul zapowiada się na fajny rajd.

<21:46> Finał Hearthstone’a: Chiny vs. USA, Tiddler Celestial vs. Firebat. Mam nadzieję, że przebiją to, co działo się do tej pory.

<21:58> Overwatch. Obejrzałem obydwa panele. Moje nastawienie do tej gry jest takie samo jak do Heroes of the Storm – chętnie zagram i przekonam się jak to wygląda, ale nie jaram się prawie wcale. Gra będzie nastawiona głównie na czystą rozgrywkę, fabuła będzie jak gdyby obok – mowa była o animacjach, i „innych sposobach” na jej przedstawienie . Dzisiaj podczas Q&A ktoś rzucił pomysł Adventure Mode, gdzie można byłoby zapoznać się z historią bohaterów itp. Gameplay musiałby być co najmniej tak przyjemny jak w Diablo III (po patchu 2.0 i RoS oczywiście), a i to nie gwarantowałoby, że Overwatch przyciągnąłby mnie na dłużej, bo we wspomnianego hack ‚n’ slasha gram falami – miesiąc rozwałki, kilka miesięcy przerwy i cykl się powtarza. Fabuła to jednak dla mnie bardzo ważny aspekt.

<22:02> Za chwilę finał HS, ale równolegle bardzo ciekawie zapowiadający się panel Diablo III – podróż w przeszłość i przedstawienie dlaczego dokonano takich, a nie innych wyborów w projekcie gry (AH, jakość przedmiotów i filozofia itemizacji itd.). Na pewno obejrzę jutro.

<22:58> Firebat wygrał dość gładko 3:0. Bogowie RNG trochę pomogli w finale, ale cały turniej w wykonaniu Amerykanina był na ogromnie wysokim poziomie, więc nie można mówić o przypadkowym mistrzu. Gratulacje!

<01:43> Atak Red Shirt Guya odparty z powodzeniem. Poza tym WoW Q&A generalnie niezbyt ciekawy.

<03:11> Film dokumentalny był niezłym podsumowaniem 10 lat gry. Ogólnie to bardziej laurka niż dokument (czego się spodziewałem), ale kilka ciekawych informacji można z niego wcyiągnąć. Pora spać, do zobaczenia za rok.

BlizzCon 2014 – dzień pierwszy

Za jakieś półtorej godziny zaczynamy zabawę. Zacznie się zapewne reklamowanym ostatnio filmem dokumentalnym o WoWie, później sporo Hearthstone’a, a o 23:15 mam nadzieję, że pokażą trailer do filmu.

<18:42> No proszę, Marcin „Gnimsh” Filipowicz będzie jednym z komentatorów turnieju w HS.

<20:10> Mike Morhaime odnosi się do GamerGate i prosi o przypomnienie wszystkim, że granie i społeczność graczy jest ponad to. Duży pozytyw.

<20:19> Zamknięta beta HotS 13 stycznia. Nie dostanę zaproszenia tak jak i do alfy zapewne :-) Aczkolwiek model Thralla wygląda miodnie. No i Lost Vikings… Pamiętam tę grę jeszcze z Amigi.

<20:23> Rok temu pisałem, że Hearthstone na platfromy mobilne to ostateczne narzędzie Blizza do władzy nad światem. Co już się potwierdziło ;-D W grudniu HS startuje na tablety Androidowe.

<20:28> Pierwszy dodatek do Hearthstone nosi tytuł Goblins vs Gnomes i startuje już w grudniu! Jestem ogromnie zaskoczony, że tak szybko się uwinęli. Rozszerzenie jest grywalne na BlizzConie i ma zawierać 120+ nowych kart, więc pewnie jutro zobaczymy je na hearthpwn.com :-)

<20:29> Właśnie zapowiedzieli drugi dodatek do SCII – Legacy of the Void. Trailer fajny. Nie podali jednak daty premiery.

<20:30> Metzen na scenie i 20-lecie Warcrafta oraz 10-lecie WoWa.

<20:41> Ten BlizzCon miał być nudny. Nic z tego. Overwatch – nowa gra od Blizza. Pewnie za minimum 5 lat.

<20:49> No dobra, może trochę szybciej. Był pokazany gameplay, beta w 2015, grywalna wersja na BlizzConie. Gra wygląda na coś w stylu Team Fortress, oczywiście z dodatkiem magii Blizzarda.

<22:45> Turniej Hearthstone’a już zdążył przynieść dwa świetne pojedynki. Tymczasem w reżyserce:
hs tournament directing

<23:15> Dobra, dawać trailer i szczegóły kto gra kogo.

<23:26> Dobra, o co chodzi z fightforthealliance.com i fightforthehorde.com?

<23:42> Travis Fimmel jako Lothar i Toby Kebbell jako Durotan. Jeśli chodzi o historię film jest kompletny. Czekamy do 2016, bo efektów specjalnych jest od groma. Cytując: „It’s Avatar and Lord of the Rings at the same time.”

<23:47> Clancy Brown jako Blackhand, będzie też Gul’dan (Daniel Wu), Dominic Cooper zagra króla Llane’a. Paula Patton jako Garona, ale to było wiadomo z doniesień z Comic Conu.

<23:51> Zbroja Llane’a – opad szczęki. Pokazali też jak będzie wyglądał Orgrim (Rob Kazinsky) – jeszcze większy opad.

<00:11> llane

orgrim

<01:16> Pora zacząć zbierać golda i dust na nowe karty z dodatku do Hearthstone’a.

25. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi 2014

Na imprezie o takiej skali byłem pierwszy raz w życiu. W ogóle to dopiero mój trzeci konwent/festiwal – wcześniej, w tym i w zeszłym roku, zaliczyłem tylko dwie edycje Bałtyckiego Festiwalu Komiksu (relacje tu i tu). Nie jestem znawcą czy też „hardkorowym” komiksiarzem, ale pierwszej (i mam nadzieję, że nie ostatniej) wizyty Andreasa w Polsce nie mogłem odpuścić. Twórca ten jest jedną z głównych przyczyn, dla której do dziś czytam i zbieram zeszyty z obrazkami. Przy okazji chciałem również zobaczyć jak „emefka” wygląda na żywo.

Festiwalowi towarzyszyła część poświęcona grom komputerowym, o której wspomnę pod koniec.

Zacznę od minusów, które niestety rzuciły trochę cienia na całą wyprawę (350 km w jedną stronę). Jak na imprezę, która przyciąga tysiące fanów i ma w nazwie określenie „międzynarodowy”, to organizacja była po prostu fatalna. W sobotę przyszedłem wcześniej i kolejka po bilety nie dała mi się we znaki, ale widziałem zdjęcia i czytałem relacje ludzi czekających kilkadziesiąt minut na wejście. Jedna kasa biletowa, brak możliwości kupna biletu w piątek (byłem, pytałem), brak wydzielonych alejek ze słupków i taśmy oraz wystawcy i organizatorzy wchodzący głównym wejściem, przy którym już tłoczyli się widzowie (w pewnym momencie dało się nawet słyszeć podniesione, nerwowe głosy). Już ten początek nie zrobił na mnie zbyt dobrego wrażenia.

No i oczywiście sprawa z autografami. Pierwszy dzień festiwalu był dla mnie pod tym względem stracony, ale sam jestem sobie winien. Informacja o systemie numerków pojawiła się na stronie kilka dni przed wydarzeniem i po prostu ją przegapiłem. Mówi się trudno, jest jeszcze niedziela. Drugiego dnia najpierw przyszło zaniepokojonie, kiedy jeden z uczestników wyszedł z inicjatywą listy kolejkowej, bo podobno były osoby, które dostawały się na Arenę wcześniej, zapewniając sobie przewagę. Lista miała pomóc w ewentualnych negocjacjach z organizatorami. Wpisałem się, co mi szkodzi – byłem na początku czwartej dziesiątki. Po wejściu i udaniu się szybkim krokiem na płytę zobaczyłem, oprócz tych trzydziestu paru osób stojących przede mną na zewnątrz, jakąś kolejną trzydziestkę ludzi. Numerki do Andreasa skończyły się kiedy byłem osiemnasty. Organizatorzy nie widzieli nic złego w tym, że kilkadziesiąt osób było wewnątrz jeszcze przed oficjalnym otwarciem.

System w teorii bardzo sensowny okazał się nieporozumieniem przez brak jakiejkolwiek kontroli. Samo wydawanie też szło powoli – jedna osoba rozszyfrowywała skróty jakimi oznaczeni byli poszczególni twórcy, a druga odcinała nożyczkami kolejne kupony z numerami. Jeśli jest jakiś regulamin na zorganizowanej imprezie, to oczekiwałem od niego traktowania sprawiedliwie wszystkich zainteresowanych. Nie miało to jednak miejsca. Jest to doświadczenie, które zapamiętam na przyszłość.

Poza tym było super.
plyta 02 Ze względu na ograniczone fundusze wielkich zakupów nie zrobiłem: Hawkeye vol. 1 Fractiona i Aja (Aji?) (co chwilę mi ktoś go polecał, był od dawna w planach), książka Piotra Mańkowskiego „Cyfrowe marzenia” oraz komiks „Umarłem na Gibraltarze” ze scenariuszem tegoż i rysunkami Tomasza Kleszcza. Obydwie pozycje podpisane przez naczelnego wskrzeszonego Secret Service, w komiksie również rysunek.

Zaliczyłem też spotkanie z dawno nie widzianym kumplem oraz kilka ciekawych paneli. Pierwszy z nich to „Kanon Komiksu”. kanon komiksu Taki tytuł nosi nowa seria Egmontu – 12 albumów, „które wypada znać”. Bardzo fajna inicjatywa mająca na celu przyciągnąć nowych czytelników. Jest patronat medialny, który ma akcję rozreklamować, a Empik ma zapewnić odpowiednio widoczną ekspozycję. Dyskusja też była ciekawa – dlaczego takie, a nie inne tytuły, dlaczego dwanaście, dlaczego brakuje mangi oraz innych autorów. Ta kolekcja pokazuje też ogrom moich zaległości – znam tylko cztery pozycje. Muszę też zapamiętać nazwisko Scott McCloud, o którym wspomniał Jakub Demiańczuk, zachwalając jego książkę „Understanding Comics”.

Na panelu poświęconym 75-leciu Batmana nie dowiedziałem się wielu nowych rzeczy, ale spotkanie miało miłą atmosferę. Warto zaznaczyć, że sala podczas tego wykładu była wypełniona po brzegi – dowód, że Nietoperz cały czas cieszy się ogromną popularnością.

Spotkanie z Jeanem van Hamme nie zdołało mnie zainteresować. Dopadło mnie też zmęczenie i po 20 minutach wyszedłem i wróciłem do hostelu.

Drugiego dnia, po dotarciu na spotkanie ze Śledziem trafiłem na panel… Grzegorza Rosińskiego.
rosinski 02 Kolejna organizacyjna wpadka – nastąpiła zmiana w programie, o której zdawał się wiedzieć tylko rysownik Thorgala, siedział za stołem i czekał. W międzyczasie widziałem jak kilka osób podaje komiksy do podpisania. Nie wahałem się ani chwili i tak oto też zdobyłem autograf jednego z moich ulubionych twórców. Prowadzący zjawił się po kilku minutach, wyraźnie zaskoczony zmianą rozkładu jazdy, ale nie przeszkodziło mu to przeprowadzić bardzo interesującej rozmowy.

Potem przyszła kolej na Śledzia.
sledziu 02 Można było się dowiedzieć, że będą kolejne rysunki w Secret Service, że pracuje na etacie w studiu Human Ark, że będzie kolejne zbiorcze „Osiedle Swoboda” i jest spora szansa na Osiedlowy serial animowany (albo film – pamięć mam dobrą, ale krótką). Na pierwszym, „poProduktowym” numerze „Osiedla” udało mi się zdobyć rysunek autora.

No i na koniec spotkanie z Andreasem, który przybył z kolorystką Isą Cochet.
andreas 01 Twórca „Rorka” posługiwał się płynną angielszczyzną z lekkim niemieckim akcentem. Opowiadał o szkole i początkach w komiksie, o technikach jakich stosuje (nic cyfrowego), o swoim systemie pracy (wstaje o 6 i systematycznie pracuje kilka godzin z przerwami) czy o tym, że gdyby 20 lat temu przyszła oferta z DC Comics, to mielibyśmy co najmniej kilka albumów z Batmanem z mistrzowskimi rysunkami. Andreas sprawiał wrażenie cichego, skromnego człowieka. Na zakończenie dostał od prowadzącego ładnie oprawione pierwsze wydanie Rorka z Komiksu Fantastyki z 1989 roku. Autor pewnie nie zdaje sobie sprawy, ale dla mnie i zapewne dla wielu innych to bardzo symboliczny prezent – ten album to absolutne początki mojego zainteresowania tym medium.

W trakcie czułem się trochę rozczarowany słabą organizacją i sytuacją z tymi nieszczęsnymi autografami, ale ogólnie festiwal oceniam pozytywnie. Mam nadzieję, że w przyszłym roku impreza będzie bardziej dopieszczona i sprawi wszystkim jeszcze więcej radości.

Na koniec obiecane kilka słów o części growej MFKiG. Tutaj też nie obyło się bez kłopotów. Ekrany rozstawione wokół widowni, które miały pokazywać rozgrywki z turniejów (Starcraft II, DOTA 2, LoL, Hearthstone, Counter Strike), pierwszego dnia pokazywały tylko logo organizatora, plakat festiwalu lub rozgrywkę w Sapera, którą operator projektora chciał trochę rozbawić publiczność. Oświetlenie też chyba wysiadło, bo było zdecydowanie za ciemno. Zwłaszcza, że również na płycie była strefa autografów. W niedzielę problemy techniczne zostały już zażegnane i obejrzałem finał karcianki Blizzarda. Ekran z LoLem też działał i przyciągnął dużą widownię. Połączenie komiksu i gier przeszkadzało mi tylko w jednym aspekcie – więcej paneli, których nie można pogodzić z pozostałymi punktami tak napakowanego programu.

Debiut

Przeczytajcie zanim zaczniecie oglądać. Poziom powyższej „produkcji” jest niski, więc zrozumiem, jeśli nie dotrwacie do końca. Zwłaszcza, że wyszło dłużej niż przewidywałem. Chciałem się zmieścić w 30-40 minutach, jest prawie godzina. Pierwszy i najpoważniejszy błąd – nie sprawdziłem wcześniej jak głośno jest gra, powinienem był ją jeszcze bardziej przyciszyć, żeby było mnie wyraźniej słychać. Mam nadzieję, że dacie znać jak jest u Was z dźwiękiem, bo na tym muszę głównie skupić uwagę w kolejnych nagraniach. Lepszy mikrofon to będzie drugi w kolejności, po karcie graficznej na Wiedźmina 3, zakup. Aczkolwiek sądzę, że ten daje radę. Kwestia dopieszczenia ustawień dla każdej gry i poprawy mojej dykcji. Oczywiście byłem stremowany co zapewne z miejsca rzuca się w oczy, a raczej na uszy. Zacinałem się i motałem, ale to akurat mi nie przeszkadza, bo byłem na to przygotowany. Każda konstruktywna krytyka będzie bardzo mile widziana.

Powtórzę to, co napisałem w opisie na youtube – dobrze, że to video jest takie marne, bo po pięćdziesiątym będzie można łatwo stwierdzić czy jest poprawa :-P

Każdy ma swoją cenę

CDPRed dołożył właśnie swoją cegiełkę do rozpowszechniania strategii dojenia fanów.

Branża gier nie może być w końcu gorsza od muzyki i filmów – wydania z dodatkowymi utworami, kilka rodzajów edycji kolekcjonerskich z różnymi bonusami (bo najbardziej zagorzali fani i tak kupią kilka wersji), wydania rocznicowe, promocyjne, ekskluzywne i chuj wie jakie. Poza tym to także koszmarny ruch PR – hejt już leci, opinia idzie w świat. Czy aż tak ciężko skojarzyć fakty, że jak się zgrywa buntowników, propaguje politykę „nie dla DRM i płatnych DLC”, to pomimo nie złamania żadnych obietnic (zapewnienia o równym traktowaniu wszystkich graczy tyczyły się zawartości w grze, nie fizycznych dodatków do kolekcjonerek), odzew będzie bardzo negatywny? Nie bolą mnie tak bardzo te dodatkowe fanty, których nie będę miał, ale zagrywka sama w sobie zabolała bardzo.

No bo tak. Jest sobie firma, robi świetne gry, jedne z najlepszych, jakie dane mi było widzieć. Dodatkowo robi masę fajnych rzeczy, innych od reszty branży, można nawet powiedzieć, że idą pod prąd. Najlepsze jest to, że na słowach się nie kończy, oni *faktycznie* robią co mówią. I teraz takie coś. Ogromny zawód.

Najzwyczajniej w świecie jestem wkurwiony.

chosen one

Intro Warlords of Draenor

Technicznie jak zwykle doskonale. Epicko też. Emocjonalnie jestem jednak obojętny. Pierwszy raz nie było ciarek, nie było momentu „ale urwał!”. Może się starzeję, może gdzieś w podświadomości tkwi myśl, że Blizzard ostatnio dawał trochę ciała z historią w Warcrafcie, może dlatego, że to orki, a ja gram Alliance (chociaż Hordę też trochę poznałem), może męczy mnie już trochę przerost formy nad treścią (nie tylko w WoWie). Na dodatek nadal czekam, ficzery jakie tam będą zapowiadają się świetnie. Jeśli chodzi o fabułę, to nie mam wielkich oczekiwań. W końcu przed Mists of Pandaria było (i nadal jest) tyle historii i postaci, które można ciekawie rozwinąć i poprowadzić, a Zamieć zdecydowała ogromną większość olać i kazała pomagać Pandarenom w ogródkach i na polach.

Światełkiem w tunelu i ognikiem nadziei jest jednak to:

Seria „Lords of War” wzbudza we mnie dużo większe emocje niż intro.