Apdejt #4

1. Jeśli ktoś jest spostrzegawczy, to zauważył, że z prawej strony zniknęły odnośniki do Facebooka i twittera. Na tym pierwszym zablokowali mi konto (tak, to możliwe), gdyż najprawdopodobniej ktoś (może nawet któryś z moich znajomych) nacisnął przycisk „Report” przy moim nazwisku (nie używałem prawdziwego). Tym samym mam również zablokowany dostęp do fanpejdża, na którym nic się już nie pojawi. Zastanawiałem się nad założeniem drugiego konta, ale po miesiącu bez FB stwierdzam, że wcale mi go nie brakuje. Co do twittera, to nie pisałem tam wiele, a dzisiaj zalogowałem się pierwszy raz od kilku miesięcy. Ta platforma ma jakiś sens i nie skreślam jej, ale póki co nie zamierzam też zwiększyć tam aktywności.

2. Awaria zasilacza (też nieco ponad miesiąc temu) przyczyniła się do drugiej w tym roku przerwy od WoWa. Subskrypcję przed Legionem raczej odnowię – chciałbym ostatecznie zrobić Gold Challenge Mode’y. Na Archimonde’a na Mythicu nie liczę, ale kto wie. Główne źródło informacji, czyli mmo-champion przeglądam tylko pobieżnie – to na pewno jakaś oznaka, że WoW mnie nie kręci jak kiedyś. Coraz bardziej w tym względzie przypominam Murtaugh powtarzającego „I’m too old for this shit”.

3. Wczoraj skończyłem „Serca z kamienia” (brawo ja). Tym samym jeszcze bardziej napaliłem się na to, co nadejdzie za dwa tygodnie:

4. Od ostatniego wpisu trochę filmów było, więc po kolei: Deadpool 7/10 (było 8, ale powtórny seans i inny Marvel kazali zweryfikować), Batman vs Superman 5/10 (Affleck klasa, Irons klasa, akcja klasa, fabuła do kitu, za dużo idiotyzmów), Hardcore Henry 6/10 (cudowna rozwałka, eksperyment wyszedł miodnie, ale film raczej na raz), Captain America: Civil War 8/10 (bracia Russo czają bazę, Spider-Man ukradł spory kawałek filmu, walka na lotnisku, wszystko trzyma się kupy), Zero Dark Thirty 8/10, The Lone Ranger 4/10 (takie tam filmidło do niedzielnego obiadu).

Co dalej?

Ostatnie miesiące to bardzo mała aktywność na tej stronie (mniejsza z tym, że od zawsze było z tym co najwyżej średnio). Od około dwóch i pół miesiąca nie było też żadnego FSF. Dlaczego? Krótko mówiąc straciłem serce i resztki zapału jakie miałem do pisania tutaj regularnie. „Regularnie” śmiesznie brzmi kiedy skonfrontuje się to z ilością wpisów, ale FSF i GSM właśnie to miały za główny cel.

Może jednak od początku. Obiecywałem sobie, że nigdy nie będę się tutaj wyzewnętrzniał, ale tym razem bez tego się nie obejdzie. Zwłaszcza, że Wam kilkoro, którzy tutaj zaglądacie, zwyczajnie należą się wyjaśnienia. Kiedy zacząłem prowadzić tę stronę ciągle powtarzałem sobie, żeby po prostu pisać i nie przejmować się ilością czytelników. Jednak nieustannie gdzieś z tyłu głowy kręciła się myśl, że wkrótce będę miał setki odwiedzających i będzie zajebiście. No co poradzisz na podświadomość? Albo może naiwność i głupotę? Na szczęście wyleczyłem się z tego jakiś czas temu. Rzeczywistość wcześniej czy później stawia mnie do pionu. Faktem jednak jest (i trochę paradoksem), że strona przez to znowu straciła – motywacja znacząco spada, kiedy wiesz, że przeczyta cię pięć osób, a więcej nie przybędzie, bo nie piszesz. Cytując klasyka „czyli tak zwana kwadratura koła”.

Tak oto dochodzimy do punktu kulminacyjnego. Ostatnie pół roku nie było dobre dla mojej kondycji psychicznej. Doprowadziło to do tego, że w lipcu wypadłem z regularności, po miesiącu przestało mi zależeć. Walczyłem z sobą, żeby bardziej się przyłożyć, ale jak doskonale widać – bez skutku. Od września nosiłem się z myślą żeby po prostu wszystko skasować i dać sobie spokój. Nie zrobię tego, bo jednak dobrze mieć miejsce, tudzież wentyl bezpieczeństwa, gdzie można co ważniejsze rzeczy opublikować, dać ujście emocjom (wpis o Xboksowej kolekcjonerce Wiedźmina 3 jest tutaj najlepszym przykładem) i tym podobne. Miałem i wciąż mam plany oraz pomysły na nową zawartość, ale czy kiedykolwiek dojdzie do ich zrealizowania? Zwyczajnie nie wiem.

Podejrzewam, że części z Was nie przeszkadza zbytnio, że aktywność spadła jeszcze bardziej. Tym, którym wprost przeciwnie, nie mogę nic obiecać. Może będzie tu za jakiś czas nieco więcej, może nadrobię zaległe FSF, a może będzie jak teraz albo jeszcze mniej. Tak czy inaczej zostaliście uprzedzeni. Do następnego.

Patrz tytuł bloga

Nastąpiły nieoczekiwane, ale bardzo pozytywne zmiany w moim życiu zawodowym, co spowodowało obsuwę poniedziałkowej notki. Mam nadzieję, że kolejny FSF, razem z zaległym GSMem, ukażą się w okolicach piątku, ale może być różnie. Istnieje prawdopodobieństwo, że to nie jedyne opóźnienie w grudniu. Nie spodziewałbym się też wpisów poza stałymi cyklami (i tak jest ich jak na lekarstwo, więc różnicę będzie ciężko zauważyć). Postaram się ogarnąć nową sytuację do końca roku.

Jeśli ktoś jest ciekawy co takiego się stało – zostałem testerem gier mobilnych. Nazwy firmy wolę nie zdradzać. Nad czym pracuję, z oczywistych względów, też nie mogę powiedzieć.

Game Soundtrack Monday #1: Mark Morgan – All clear signal (Fallout 2)

Zaczynam dwa cykle muzyczno-growo-filmowe. W poniedziałki pojawiać się będą utwory z gier, a w piątki z filmów. Już od jakiegoś czasu nosiłem się z tą myślą i wreszcie nabrała ona mocy urzędowej. Dlaczego ścieżki dźwiękowe? Po pierwsze bardzo je lubię i często słucham, po drugie pomogą mi w regularnym (odpukać) wrzucaniu czegoś na stronę, zawsze będę się też starał napisać o nich kilka słów. Oznacza to głównie historyjki z mojego żałosnego żywota, co prowadzi do punktu trzeciego – zaspokoję w mniejszym lub większym stopniu Waszą ciekawość na temat mojej osoby (aczkolwiek ostrzegam, że tracę przy bliższym poznaniu). Jeśli chodzi o muzykę z gier, to można się spodziewać sporej ilości elektroniki i dźwięków 8-bitowych (lub zaaranżowanych w ten sposób). Jestem pewny, że nie każdemu przypadnie to do gustu. Ale nie bójcie się, przy filmach będzie o wiele większy rozrzut tematyczny. Będę również brał pod uwagę sugestie i życzenia, więc nie krępujcie się w komentarzach.

Przejdźmy do rzeczy:

Od tej gry zaczęła się moja przygoda z komputerowymi RPGami. W wakacje 2000 roku mój brat cioteczny (w niektórych częściach Polski używa się terminu kuzyn, zupełnie nie wiem dlaczego) przyniósł płytę z CD-Action, na której była pełna wersja drugiego Fallouta. Wsiąknąłem całkowicie. Przez kolejne dni i tygodnie spędzałem przed monitorem po kilka godzin dziennie. Była to dla mnie rewolucja, fascynowało mnie wszystko – fabuła, barwne postacie, humor, grafika i dopełniająca klimat muzyka. Dwa miesiące zleciały jak z bicza strzelił. We wrześniu wróciłem do szkoły trochę mniej opalony niż zwykle. Dzieło Black Isle towarzyszyło mi jednak jeszcze długi czas. Później zapoznałem się z pierwszą częścią, a następnie poszło z górki: Baldur’s Gate 2, Deus Ex, Arcanum…

Zremasterowaną muzykę z obu Falloutów można za darmo ściągnąć stąd (u dołu strony).