GSM #3: Nine Inch Nails – The Hall of Souls (Quake)


Niedawno przypomniałem sobie, że Trent Reznor i spółka zrobili muzykę do Quake’a, co skłoniło mnie do odkurzenia starej płyty z legendarnym FPSem. Mała dygresja: to były czasy – gry miały po kilkadziesiąt megabajtów, więc czemu by nie wykorzystać pozostałego miejsca na soundtrack? Na początku trzeba zaznaczyć, że nie jest to najlepsza muzyka do posłuchania ot tak sobie (aczkolwiek ja nie mam nic przeciwko). Za to lepszego podkładu pod klimat samego Quake’a chyba nie można było wymyślić. Większość to po prostu ambient z wtrącanymi tu i ówdzie bliżej niezydentyfikowanymi ludzkimi (?) odgłosami oraz ciężką gitarą. Polecam jako tło do jakiejkolwiek dynamicznej i/lub strasznej gry albo do słuchania w ciemności na słuchawkach – efekt murowany.

FPSy to nie jest mój ulubiony gatunek. Pierwszą tego typu produkcją z jaką miałem styczność było chyba polskie „Za żelazną bramą” na Amidze (do której muzykę napisał Adam „Scorpik” Skorupa, na którego w tym cyklu też przyjdzie czas). Krótko po tym, a może nawet przed tym, był właśnie Quake, który mi się podobał, ale nie zagrywałem się w niego. Sequel przeszedł obok mnie, spędziłem nad nim raptem kilka godzin, głównie w multi na lekcjach informatyki w liceum. Jednak demo Quake’a III było przez dość długi okres regularnie odpalaną przeze mnie grą. Poświęciłem jej wystarczająco dużo czasu żeby skopać tyłek mojemu bratu, który robił to samo ze mną przy okazji części pierwszej. Równolegle z „trójką” grałem od czasu do czasu w Unreal Tournament, a później była bardzo długa przerwa. Dopiero Borderlands sprawiło, że znowu spróbowałem shootera, ale skończyło się na kilku godzinach. Dwa lata temu kupiłem Bulletstorma, który przez rok stał sobie na półce, ale jak wreszcie się do niego dobrałem, to skończyłem go dość szybko. Niedoceniony tytuł swoją drogą, miałem kupę radochy. Teraz w kolejce czeka Shadow Warrior, mam też chrapkę na pierwszą grę Flying Wild Hog, czyli Hard Reset.

Dobrze zrobiony FPS nie jest zły, ale mimo wszystko będą to raczej przelotne romanse i zafascynowania.