Wiedźmin 3: Dziki Gon – recenzja

Minął prawie miesiąc od premiery i ponad tydzień od ukończenia przeze mnie gry, więc najwyższa pora napisać kilka(-naście, -dziesiąt, -set) zdań. Na wstępie potwierdzę zapewnienia CD Projekt o długości rozgrywki – przejście gry zajęło mi niecałe 158 godzin, nie zrobiłem wszystkich zadań pobocznych, nie odblokowałem wszystkich „znaków zapytania” na mapie. Grałem też wolno – czytałem opisy questów, postaci, książki i pisma znajdowane w grze, na początku dość często ginąłem, głównie przez problemy ze sterowaniem (o czym będzie później), sporo też grałem w Gwinta (aczkolwiek nie skompletowałem wszystkich kart). Uważajcie też, gdyż świat faktycznie jest ogromny, a zginąć można nie tylko w walce:

Śmiechy na bok, zacznijmy od minusów trzeciej odsłony przygód Geralta. Ekwipunek: ocena niedostateczna. Nie wyciągnięte absolutnie żadne wnioski z pierwszej (gdzie do wersji rozszerzonej było tragicznie) oraz drugiej części (gdzie było jako-tako). Nie można tak olać tematu w tytule, w którym zbiera się ABSOLUTNIE wszystko, bo absolutnie wszystko może się przydać, nie tylko składniki do alchemii, mieczy czy zbroi – nawet śmieci czy przedmioty domowego użytku można u handlarzy przekształcać na przydatne komponenty. Owszem, jest rozbicie na kategorie i automatyczne sortowanie po naciśnięciu jednego przycisku. Tylko że jak napisałem przed chwilą – lootu jest multum i pomaga to w niewielkim stopniu. Przydałaby się wyszukiwarka (jak chociażby w WoWie), która podświetlałaby kieszenie/szukane przedmioty albo po prostu jakiś lepszy interfejs czy kategoryzowanie. Przy okazji sortowania – utrudnia ono wręcz korzystanie z mikstur. Sloty szybkiego użytku są tylko dwa, więc przed co trudniejszymi walkami, moje akcje wyglądały następująco – otworzyć ekwipunek, użyć oleju na miecz najeżdżając po kolei na każdy, bo różnią się tylko kolorami, więc jak ktoś nie pamięta, że ten przeciw wampirom jest (strzelam) zielony (a mamy np. trzy inne zielone), to musi trochę polatać kursorem. Po tym przewijam kieszeń na dół, bo mikstury sortują się za książkami i innymi pergaminami (których jest dużo) i powtarzam schemat z olejami, przy czym tu mam nieco prościej, bo flaszki do mikstur różnią się kolorami i kształtem, więc po piątym razie, wiedziałem jak wygląda np. Grom. Zamykam ekwipunek i walczę. Działanie wspomnianego Gromu trwa bodaj minutę, niektóre walki są dłuższe, więc czasami trzeba było wszystko powtarzać… No makabra. Jeszcze myszką w miarę szybko można się przez to wszystko przebić, ale na padzie sobie tego nie wyobrażam.

Mapowanie klawiszy na klawiaturze. Taki trochę policzek dla PCtowców. „Nieno, każdy przecież używa WSADa, a poszczególne panele interfejsu można przypisać na stałe bez możliwości zmiany. Gra i tak jest zoptymalizowana pod pada, więc jest spoko.” Otóż kurwa nie każdy gra WSADem. Ile się przez pierwsze godziny namęczyłem i nakląłem, to moje. Walka w moim wykonaniu wyglądała tak, jakby przed ekranem był pijany pięciolatek, który grając, jednocześnie zjeżdża z górki na deskorolce. Na szczęście po kilku dniach wszedł patch, który to naprawił (ale paneli interfejsu nadal nie można zmieniać). Niemniej nie mogę tego przemilczeć.

Glitche, kolizje, niedopracowane animacje i inne przenikanie tekstur. To jest dla mnie najmniejszy mankament, bo w ogóle nie wpływa na rozgrywkę. Nie pamiętam też, żebym natknął się na tego typu błędy podczas jakiejś ważnej fabularnej sceny czy w momencie dramatycznym, co mogłoby popsuć ich odbiór. Jest tych bugów jednak na tyle dużo, że nie można ich całkowicie zignorować.

Na koniec słynny już downgrade, który wg CDPRed downgradem nie był :-) Szkoda trochę, że jednak konsole (next gen my ass) mają taki wpływ i to pod nie trzeba przycinać gry. Z drugiej strony grafika jest na tyle dobra, że mi to ostatecznie zwisa.

Tyle złego, teraz sam miód.

Wyglądasz znakomicie, Geralt.

Wyglądasz znakomicie, Geralt.


Wiedźmin 3, tak jak i poprzednie części, fabułą stoi. Absolutne mistrzostwo jeśli chodzi o historię i jej prowadzenie w otwartym świecie. Genialne zadania poboczne, które nie ograniczają się do „przynieś, podaj, pozamiataj”. Często kryje się za nimi jakaś historia, którą można poskładać w całość ze znalezionych pism czy rozmawiając z ludźmi. Czasami zaczynamy od czegoś błahego żeby po pół godzinie się okazało, że skala jest o wiele większa i mamy jakieś trudne decyzje do podjęcia. Polowanie na potwory w niektórych przypadkach również łączy się w jakiś sposób z krainą i ludźmi w niej żyjącymi. Trzeba coś wytropić, poprowadzić śledztwo, porozmawiać, rozejrzeć się. Od czasu do czasu jesteśmy też ścięci z nóg i nie możemy wyjść z podziwu jak to jest dobrze napisane i rozegrane (quest „Ostatnie życzenie”). Linia fabularna z Krwawym Baronem (którą zachwyca się chyba każdy) to bodaj jedna z najlepszych historii (jeśli nie najlepsza), którą dane nam było zobaczyć w komputerowym RPGu. Klimat książek zachowany w 100%, charakter każdej postaci także zgadza się niemal co do joty, a tam gdzie brakuje pierwowzoru albo postać dojrzała przez te kilka lat, też nie ma się do czego przyczepić. Zaryzykuję stwierdzenie, że cała wiedźmińska seria to najbardziej spójne i najrówniejsze fabularnie gry jakie kiedykolwiek powstały. W dodatku czasami ocierają się o geniusz. Może przesadzam, ale jest to co najmniej ścisła czołówka. Zdarzają się też fragmenty, które odbiera się bardzo emocjonalnie, nie tylko te, w których podejmujemy decyzje czy widzimy ich skutek. Oceńcie sami:

Okazji do pośmiania się też jest sporo. Zbalansowanie poważnych i luźniejszych zadań, rozmów i scen jest bardzo w porządku, w żadnym momencie nie odczułem przegięcia w jedną czy drugą stronę.

Jak zwykle mamy też kilka mini-gier. O ile wyścigi konne warto robić jak najszybciej dla lepszych siodeł i bardziej pojemnych juków, walki na pięści to bardziej przerywnik niż coś, co wnosi jakąś konkretną wartość, tak Gwint po prostu rządzi. Karcianka ma proste, czytelne zasady, wciąga niesamowicie i natychmiast wyzwala syndrom „złap je wszystkie” (karty). Wypuszczanie jej w takiej postaci jako osobny tytuł, czego domagają się niektórzy fani, mija się z celem, bo balans jest za słaby. Nacisk na silne karty jest zbyt duży, co powoduje, że tylko do pewnego stopnia możemy starać się przechytrzyć przeciwnika. Natomiast jako gra w grze sprawdza się rewelacyjnie.

Grafika jest znakomita. Projekty postaci świetne, potworów może trochę mniej. „Malarskość” krajobrazów powala. Co kilka kroków można się zatrzymać i podziwiać widoki, okazji do screenshotów jest mnóstwo (zwłaszcza przy wschodach i zachodach słońca). Walić downgrade i biadolących malkontentów.

Muzyka to mistrzostwo. Zdecydowanie najlepszy soundtrack w trylogii, zaproszenie zespołu Percival i wykorzystanie ich utworów było strzałem w dziesiątkę. Dźwięki i melodie zostaną ze mną na bardzo długo. Polska wersja dubbingu jak zwykle „nie gryzie w uszy”, aktorzy wywiązali się bardzo dobrze. Tylko trochę za dużo Dariusza Odiji w głosach tła :-)

Walka w końcu wygląda tak, jak powinna. Już w „dwójce” było nieźle, brakowało tylko responsywności i możliwości przerwania zbyt długiej animacji niektórych ataków. Jedyną wadą jest dla mnie wspomniana już zbyt mała ilość quick slotów na mikstury. Dwa to zdecydowanie za mało, coś z przedziału 3-5 byłoby optymalne. Walcząc z danym potworem trzeba pamiętać/przeczytać na co jest wrażliwy i dopasować strategię potyczki. Od czasu do czasu mamy też duże, epickie starcia, w których nie brakuje dramaturgii. Trzeba tutaj jeszcze wspomnieć o Ciri, którą kierujemy i walczymy w wybranych momentach. Jest to dobra odskocznia od Geralta, nie tylko ze względu na zmianę perspektywy, z jakiej śledzimy historię. „Jaskółka” jest bardzo potężnym wojownikiem i tę potęgę czuć praktycznie od razu. Aczkolwiek jej animacja biegu mi też wydała się trochę nie-teges.

Rozwój postaci w porządku. W pierwszym przejściu jak zwykle pakowałem zdecydowaną większość w walkę mieczem. Po odblokowaniu nowych ciosów w stylu szybkim i silnym można się poczuć jak prawdziwy mistrz fechtunku.

Podsumowując, „Wiedźmin 3: Dziki Gon” to oczywiście najlepsza część serii. Na każdym kroku widać serce, duszę, krew, pot i łzy jakie twórcy włożyli w to dzieło. To nie jest kolejny „erpeg w otwartym świecie”, nie jest to też może coś totalnie przełomowego (a może właśnie jest?), ale na pewno jest to gra wybitna. Jeśli ta forma rozrywki cokolwiek znaczy(ła) w Waszym życiu, to w trzecią odsłonę historii Geralta (najlepiej w dwie poprzednie też) po prostu musicie zagrać. Kilka rzeczy zrobiono źle (ekwipunek), na niektóre zabrakło pewnie czasu (downgrade), ale reszta nadrabia to z bardzo dużym zapasem. Książki o Białym Wilku przeczytałem przed Tolkienem, to było coś, co niejako ukształtowało mój gust do fantasy, z czym dorastałem. Gry to wspaniałe przedłużenie i kontynuacja. Bardzo chciałbym dać dychę, ale silę się na jakieś szczątki obiektywizmu i daję 9,5/10. Jestem też w stanie zrozumieć okrągłą „dziewiątkę”, ale cokolwiek poniżej lub niedocenienie fabuły, oprawy graficznej i muzycznej, to po prostu herezja. Wiedźmin 3, gra od polskiego developera, przejdzie do historii.

Wiedźmin 3 jak do tej pory

Dawno tu nie zaglądałem i dopiero teraz zobaczyłem komentarze Graya i Aza. Zamiast odpowiadać pod starym wpisem, zrobię więc krótki nowy.

Póki co 142 godziny na liczniku, wydaje mi się, że jestem w 2/3 albo 3/4 gry. Gram bardzo powoli, ale jednocześnie sporo zadań pobocznych pomijam, eksploracji też jakoś nie za dużo, wiele znaków zapytania zostało jeszcze na mapie. Czasami wczytuję też poprzedniego sejwa żeby sprawdzić inne opcje, lootuję wszystko co napotkam. Naprawdę sądziłem, że skończę grę szybciej, bo jestem bardzo ciekaw głównego wątku, ale przy questach drugorzędnych takiej klasy nie można przejść obojętnie. No i jest jeszcze Gwint… Bardzo sceptycznie odbierałem informacje o 100 czy nawet 200h gameplayu. Okazuje się, że to nie były przechwałki czy zawyżanie. Już planuję drugie przejście, w którym zrobię absolutnie wszystko co się da, podejmę inne decyzje, a długość rozgrywki przewiduję na jakieś 500 godzin :-)

Dla mnie gra roku (bo w nic innego nie grałem poza WoWem i Hearthstonem, hehe) i najprawdopodobniej dekady. W nadchodzących dniach/tygodniach poinformuję w dłuższym tekście czy Wiedźmin 3 okazał się dla mnie grą wszechczasów.

Zaczęły się przygotowania do aktorskiego filmu na podstawie prozy Andrzeja Sapkowskiego

Kilka godzin temu na gram.pl pojawił się taki news. Faktycznie, po wejściu na stronę Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej i kliknięciu tego odnośnika, na drugiej liście widnieje pozycja „14296/2014 / Wiedźmin / Tomasz Bagiński / Platige Films Sp. z o.o.”. Dosłownie jakieś pół godziny temu facebookowy fanpage Platige Image zamieścił coś takiego:

„Potwierdzamy.
Rozpoczęliśmy przygotowania do produkcji pełnometrażowego aktorskiego filmu fabularnego „Wiedźmin”, za który odpowiedzialny będzie Tomek Bagiński i ekipa Platige Films. Scenariusz powstanie w oparciu o prozę Andrzeja Sapkowskiego.
Projekt jest obecnie w fazie developmentu.”

Najpierw otworzyłem kalendarz i upewniłem się, że nie widnieje tam „1 kwietnia”. Szok i totalne zaskoczenie. Pierwsza reakcja to totalna ekscytacja i myśl, że to nie może nie wyjść. Nie po takiej porażce jaką była poprzednia adaptacja, nie z tym reżyserem, nie z tą firmą. Później jednak zdałem sobie sprawę, że mowa o polskim kinie, polskim budżecie, i że w takich warunkach nawet z taką ekipą wszystko może się spieprzyć. Doszła jeszcze świadomość, że to jeszcze nie pre-produkcja, bo scenariusza nawet nie ma.

No kurde, nie mogę się nadziwić, że rzucają się na film aktorski. Po przeczytaniu wiadomości z gram.pl moim najbardziej optymistycznym przypuszczeniem był jakiś CGI lub animowany krótki metraż. Najbardziej pesymistycznym szukanie kasy na coś w stylu dłuższego trailera czy innej zapowiedzi. Szok.

Do zdjęć daleka droga, do ostatniego klapsa jeszcze dłuższa. Mam naturalnie ogromne obawy, ale będę temu projektowi bardzo mocno kibicował. Mam nadzieję, że nie nadaremnie.

FSF #9: Grzegorz Ciechowski – Wiedźmin (Wiedźmin)


Tak, z premedytacją nie użyłem żadnego zdjęcia czy plakatu z „filmu”, bo jedyne co z niego dobre, to soundtrack skomponowany przez, nieżyjącego już niestety, Grzegorza Ciechowskiego. O tym arcydziele polskiej kinematografii napiszę tylko, że jego największym minusem wcale nie są next-genowe efekty specjalne, które już przeszły do historii. Otóż największym grzechem jest to, że scenarzysta uznał, iż wymyśli historię lepszą niż Sapkowski i pozmieniał co tylko się dało, przy okazji usuwając zdecydowaną większość absolutnie genialnych dialogów. Tymczasem opowiadania o Wiedźminie są wręcz stworzone do tego, żeby strona po stronie przenieść je na godzinne odcinki. Jeśli potrzebne by były jakieś zmiany w celu lepszego przedstawienia na ekranie, to naprawdę minimalne. Może twórcy myśleli że to pójście na łatwiznę i postanowili ambitniej przystąpić do zadania? Chyba nigdy się nie dowiemy.

Ścieżka dźwiękowa to inna historia. Klimatyczna i pasująca jak ulał do świata. Lider Republiki stworzył coś świeżego i oryginalnego. To samo co pisałem o nierozerwalności muzyki z gry z twórczością Sapkowskiego tyczy się również tego albumu.

Przy okazji BlizzConu i Warcrafta oraz w dobie „Władcy Pierścieni”, „Hobbita” i „Gry o Tron” znowu się rozmarzyłem, że HBO zabiera się za przeniesienie Geralta na mały ekran. Może kiedy trzecia część gry odniesie sukces i reszta książek zostanie przetłumaczona na angielski. Oraz przy odpowiednim układzie planet…

Na koniec coś weselszego. Kiedy serial miał premierę, w Internecie furorę robiły te oto streszczenia odcinków autorstwa Radka Teklaka. Jeżeli chcecie przeczytać mrożącą krew w żyłach historię o zimorodku i jego przypadkach w wychodku, to gorąco polecam.

GSM #6: Paweł Błaszczak & Adam Skorupa – The Princess Striga (Wiedźmin)


Utwór z intra do pierwszego Wiedźmina, które swego czasu było nawet wyświetlane w kinach. Dobry sposób na promocję plus na dużym ekranie wyglądało to świetnie. Pamiętam jaki zdziwiony byłem kiedy nastawiając się na 20 minut reklam przed seansem, nagle zobaczyłem początek animacji i głos mówiący „Nazywał się Geralt z Rivii…”. Obecnie to standard, że gry komputerowe są reklamowane w przybytkach dziesiątej muzy, ale właśnie – są to typowe reklamy, a nie całe intra, które na siłę można uznać za film krótkometrażowy. Może przy okazji kampanii promocyjnej do trzeciej części Wiedźmina też uświadczymy podobnej niespodzianki. Apropos – nie miałbym nic przeciwko gdyby powróciła tradycja puszczania krótkiego metrażu przed właściwym seansem. Na dzień dzisiejszy chyba tylko Pixar i Disney regularnie to stosują przy swoich animacjach.

Co do samego soundtracku, to uznaję go za jeden z najlepszych w historii. Bardzo dobrze wpasowuje się w klimat gry, świata i postaci oraz jest już dla mnie wręcz nierozerwalną częścią całego uniwersum.

Tylne drzwi dla Wiedźmina MMO

Lojalnie ostrzegam, że poniższe zdania są niczym innym jak puszczeniem wodzy fantazji i koncertem życzeń, który ma nikłe szanse realizacji. Nie mogę się jednak powstrzymać.

Już prawie miesiąc jaram się Hearthstone: Heroes of Warcraft. Karcianka od Blizzarda jest genialna w swojej prostocie i oglądanie jej sprawia tyle frajdy, że od jakiegoś czasu po prostu muszę obejrzeć kilka meczy dziennie żeby pozostać przy zdrowych zmysłach (klucza do bety niestety nie mam). hearthstoneJuż wiecie dokąd zmierzam. Marzy mi się CCG w takim stylu w świecie Wiedźmina. Zdaję sobie sprawę, że REDzi mają po łokcie roboty z trzecią częścią i Cyberpunkiem, ale do stworzenia takiej gry nie potrzeba dużego zespołu – w Zamieci pracuje nad nią piętnaście osób (chyba, że od ogłoszenia gry przybyło ludzi), więc po premierze W3 możnaby pomyśleć nad oddelegowaniem kilkunastu par rąk. Podejrzewam, że jeśli idea by się przyjęła, to nawet teraz kilka osób mogłoby zacząć coś dłubać. Ponadto, co jest kluczowe moim zdaniem, została już zawiązana współpraca z Ignacym Trzewiczkiem – myślę, że nie obraziłby się na kolejną propozycję. Wszystkie części układanki już są, trzeba tylko wprawić je w ruch. :-)

Teraz uprzedzę wątpliwości. Tak, to jest ściąganie pomysłów od innych. Dokładnie to samo robi Blizzard (i nie tylko) od bardzo długiego już czasu – bierze pomysł, przekształca go, dodaje, oraz posypuje swoim słynnym już dopieszczeniem. Po czym liczy pieniądze i wysłuchuje pochwał i zachwytów graczy (narzekanie mimo wszystko jest w mniejszości).

Pay to win. Każda karcianka działa w tym systemie. Obojętnie czy to Magic: the Gathering, Hearthstone czy coś innego. Nie wiem jak jest obecnie z MtG, bo grałem wieki temu, ale kiedyś można było złożyć w miarę tanią talię, która radziła sobie nieźle. W HS jest chyba jeszcze lepiej – istnieje podział na ligi, więc każde spotkanie to rywalizacja z przeciwnikiem na podobnym poziomie. Poza tym na początku zdobywa się karty po prostu grając.

Poproszę coś w tym stylu, w wersji online.

Poproszę coś w tym stylu, w wersji online.

I na koniec nie wiem czy nie największa przeszkoda pod tytułem „każdy chce grać wiedźminem”. Głównie z tego względu nie wyobrażam sobie MMO – 90% pogromców potworów, 5% czarodziejów i reszta rozdysponowana pomiędzy pozostałe klasy, jakiekolwiek by one nie były. Jestem pewny, że w karciance mogłoby dojść do czegoś podobnego, co oczywiście nie byłoby pożądane.

Mimo wszystko chciałbym w coś takiego zagrać. Co myślicie?

Jeśli ktoś jest bardziej zainteresowany, to wrzuciłem moje wypociny na wiedźmińskie forum.
Edit: albo nie. Temat został zamknięty i nie bardzo rozumiem dlaczego.
Edit2: nowy link na forum.