Apdejt #3

Film

Japońskiego oryginału „Godzilli” nie dane mi było jeszcze obejrzeć. Widziałem tylko wersję Emmericha, która była słaba i na której nieźle się wynudziłem. Legendary Pictures spisało się dużo lepiej.
godzilla Trzeba oczywiście zacząć od rozwałki i efektów specjalnych, których nie brakuje, i które są na bardzo wysokim poziomie. Po raz kolejny nie polecam jednak 3D – miałem wybór i zaryzykowałem, po czym oczywiście plułem sobie w brodę. Przynajmniej obraz nie był tak ciemny jak w większości filmów i pomimo dużej ilości scen w nocy, dało się wszystko widzieć bez problemów. Godzilla jest potężna i budzi respekt, jej przeciwnicy również nie mają się czego wstydzić. Trailerowe sceny z flarami i skokiem HALO robią świetne wrażenie na dużym ekranie. Scen akcji nie brakuje, ale twórcy bardzo wyraźnie zaznaczyli też wątki „ludzkie”. O ile miłą odmianą jest patrzeć na kolejne, spowodowane przez potwory, kataklizmy z naszej perspektywy, tak ich schematyczność i przewidywalność jest dużym minusem. Pomimo nikłej oryginalności w tym aspekcie to nadal bardzo dobre kino rozrywkowe. 7/10

Generalnie nie lubię restartów i nie przepadam za ideą remake’ów. Trzeci Spider-Man Raimiego do tej pory wzbudza we mnie na tyle negatywne uczucia, że nowe filmy z Pająkiem postanowiłem oglądać na DVD. Ale… Dobry restart nie jest zły, a na porządnym remake’u również nie będę wieszał psów. Nowi X-Meni należą do tego pierwszego rodzaju.
x-men-days-of-future-past „Days of Future Past” nie jest absolutnie gorsze od pierwszej części, a w scenach akcji (zwłaszcza w początkowych 30-40 minutach) jest nawet lepsze. Relacje i dialogi między nową a starą ekipą są takie, jakie powinny być – dynamiczne, z jajem i służące za komediowy równoważnik. I nie, nie bryluje tu Wolverine. Quicksilver w wykonaniu Evana Petersa kradnie mu najlepsze momenty. W zasadzie można iść do kina tylko dla tego występu. BTW ciekawa sprawa, że Maximoff pojawił się tutaj i będzie w następnych „Avengersach”, którzy powstają w konkurencyjnym studiu. Niezbadane są ścieżki praw autorskich. Jeśli się wybierzecie, koniecznie zostańcie do końca napisów. 8/10

Seriale

Ostatnio jestem na bieżąco tylko z „Grą o Tron”. Wszystko dzięki play-offom NBA, przez które narobiłem sobie sporych zaległości i zacząłem z nich wychodzić dopiero w ubiegły weekend – dokończyłem „Agents of S.H.I.E.L.D.”. Pierwszych kilka odcinków było naprawdę słabych – cienka intryga albo wręcz jej brak, co najwyżej przeciętne aktorstwo (które do końca pozostało chyba największą wadą) i słaba akcja. Były przebłyski, ale to wciąż mało. Zaczęło być lepiej gdzieś tak w okolicach 8-go epizodu, od 10-go dało się „Agentów” oglądać bez zażenowania, a w odcinkach równoległych i kontynuujących wątki z drugiego „Kapitana Ameryka” (czyli do końca) było już naprawdę dobrze. Drugi sezon na pewno będę oglądał, ale nie oczekuję fajerwerków.

Następny w kolejce jest „Arrow” (zostały mi 3 odcinki), drudzy „Wikingowie” i oczywiście nowy Jack Bauer.

Komiksy

Nadgoniłem 11 albumów z Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela od Hachette (15-22, 23+30 oraz 24). Zdecydowana większość z nich była co najmniej bardzo dobra. Skupię się na trzech najlepszych.

„Planet Hulk” – epicka opowieść pokazująca jak powinny wyglądać komiksy akcji z „Zielonym” w roli głównej. Pomimo tego, że nie ma tu zbyt wiele nowych pomysłów czy rozwiązań fabularnych, świetnie się to czyta. Rysunki też są z pierwszej ligi. Umieszczenie Hulka w takim świecie i w takiej sytuacji doskonale się sprawdziło.

„Daredevil: Born Again” – Frank Miller i David Mazzucchelli dają nieźle popalić. Po przeczytaniu żałowałem tylko jednego – że jeszcze nie dane mi było mieć w rękach „Batman: Year One” tego samego duetu. Fabularnie to jeden z najlepszych tytułów Marvela jakie czytałem. Rysunki też są klasą samą w sobie (kilka pojedynczych ramek zwaliło mnie wręcz z nóg).

„Invincible Iron Man: Five Nightmares” – jak do tej pory największe zaskoczenie Kolekcji. Komiks w pewnym sensie jest alternatywnym sequelem pierwszego filmu o Iron Manie – głównym przeciwnikiem Starka jest syn Obadiaha Stane’a. Sam Tony stoi na czele S.H.I.E.L.D., nadal jest niestrudzonym playboyem, ma problemy z alkoholem i przy okazji musi sobie poradzić z kryzysem w skali światowej. Wisienką na torcie jest ostatni rozdział, w którym pojawia się Spider-Man. Relacje i dialogi obydwu bohaterów dobitnie pokazują, że filmowi „Avengersi” byliby jeszcze lepsi z Człowiekiem Pająkiem.